Wydawca: Bloodred Distribution
Przyszła paczka z Ukrainy, a w niej… Nie, żadnego taniego spirytusu ani niczego takiego. W niej płyty do odsłuchania. Wśród nich zaś twór o dziwnej nazwie Chapter V:F10.
Przyznam, że nic mi nie mówi nazwa zespołu, okładka, ani tytuł. Tym ciekawiej będzie mi się więc opisywało zawartość „Syndrome”, który o ile wiem, jest debiutem tej formacji. W środku dostajemy black metal. Kurna, z jednej strony brzmi to dość nowocześnie (w sensie – nie ma brudu, wszystko słychać, nic słuchaczowi nie umyka), z drugiej strony utrzymane jest w dość mrocznej aurze. Gdzieś tam w tle pulsuje niepokojąco bas, głównie w zwolnieniach zespół dobrze wypada, lekko zahaczając o starą Katatonię czy wczesny Forgotten Tomb. Gdy Chapter V:F10 przyspiesza to trochę jakby się gubili w tym co chcą zagrać (a na moje ucho chcieliby tak trochę pod Emperor jakby, kiedy indziej jeszcze surowiej). Ale te wolniejsze (głównie średnie) fragmenty wiodą tu prym i przyznam – to one najbardziej mi smakują na tym krążku. Zarowno te katatoniczne, jak i te jeszcze wolniejsze, niemal doom’owe. Fajnie wypadają, nadają „Syndrome” gorzkiego posmaku. Czasem też wokal zaryczy trochę inaczej, na przykład bardziej ochryple, jak w „Hollow”. Minusem jest to, że te kawałki są jednak do siebie podobne – zamierzeniem pewnie była monolityczność, a ostatecznie wyszła trochę monotonia.
Może bez ejakulacji się obywa w przypadku tej płyty, ale posłuchać można. Całkiem w porządku black metalowe granie. Ale poczekam co tam się jeszcze urodzi z tego zespołu. Póki co jest OK.
Ocena: 6,5/10
Tracklist:
| 1. | Progression | ||
| 2. | Reclaim | ||
| 3. | Nectar | ||
| 4. | Hollow | ||
| 5. | Mercury | ||
| 6. | Ending |




