Skip to main content

Celestial Annihilator zainteresował mnie, ponieważ jestem wielbicielem science fiction i czasem sprawdzam kapele grające w klimatach kosmicznych.

Nie ma co ukrywać, że większość jest to klasa średnia. Delikatnie rzecz ujmując. W przypadku debiutu „Annihilation for Esoteric Nascency” Celestial Annihilator sprawa ma się podobnie. Niestety. Warto zaznaczyć, że kapela to jednoosobowy projekt pochodzący z niespecjalnie „metalowego” kraju, jakim jest Korea Południowa.

Zacznę może od tego, że jest tu kurewska monotonia. Perkusja sprawia wrażenie jakby ciągle grała to samo. Zakładam, że to automat, choć brzmienie jest dość naturalne. To taki niewielki plus. Wokale. Nie no ten gość meczy mnie niesamowicie. Jakby był to zespół, a nie projekt jednego kolesia, to zakładałbym, że historia wyglądała tak: kumple spotkali się w barze i zdecydowali, że zakładają kapelę. Ten miał w domu ukulele, jeden tamburyn, a kolejny cymbałki i już instrumenty rozdzielone. Ostatni siedzi smutny w kącie, bo na niczym grać nie umie. Ten będzie wokalistą. Szkopuł w tym, że tu wszystko robi jeden typ, wiec żeby doszło do takiej sytuacji musiałby cierpieć na osobowość wielokrotną.  Zasób riffów jest też dość biedny. Też to brzmi trochę jak z losowego generatora i kawałki wydają się zlewać ze sobą w jedną niespecjalnie strawialną masę. W kapelach dotykających spraw kosmicznych najczęściej też pojawiają się klawisze czy generalnie elektronika. Tu też to jest i miejscami wychodzi naprawdę ciekawie. Filmowo. A miejscami niestety przeszkadza okropnie. Ale ogólnie za tą elektronikę mały plusik. Albo raczej brak minusa. Np. „Perishing Sphere” brzmi całkiem fajnie.

Płyta ogólnie kiepska, ale daję plusy za okładkę, logo, miejscami całkiem fajne elektroniczne wstawki i brzmienie powiedzmy takie „może być”. Tyle. Jest ogólnie kiepsko…

Ocena: 3,5 /10

Pathologist
1129 tekstów

Skomentuj