Skip to main content

Wydawca: Under The Sign Of Garazel Productions

Debiut Black Witchcraft poskładał mnie, jak origami. „Malignus…” okazało się ciosem z zaskoczenia, który z miejsca ujął mnie za serce i wjechał do osobistej topki. Dziwnym nie jest zatem, że wyczekiwałem z utęsknieniem na kolejny album. Ale i kurewsko się go obawiałem, gdyż ekstremalnie wysoko zawieszona poprzeczka rodziła obawy, czy uda im się ją przeskoczyć, albo przynajmniej utrzymać poziom.

Promujący album singiel „I AM THE POISON IN GOD’S VEINS” nie dawał mi tej pełnej satysfakcji, ale również nie zwiastował lipy. Na szczęście jednak, gdy położyłem swoje łapki na albumie, okazało się, że duet Gavron oraz Jh może nie podnieśli poprzeczki, ale spokojnie do niej dobili.

Zacznę od tego, że „Stare Into The Blackest Depths of Hell” nie dość, że jest pełnoprawnym długograjem, to prezentuje krzynę ambitniejsze podejście do black metalu. O ile poprzedniczka wjechała od razu, o tyle tutaj konieczne były kilkukrotne odsłuchy, ale jak już siadło, to klękajcie narody. Generalnie rozpatruję ten album, jako swoistą kontynuację debiutu, w którym dokonano uwolnienia Zła Absolutnego, a tutaj obserwujemy całkowitą anihilację dzieła stworzenia. Otwierająca płytę „Introduction” przyjemnie zapowiada to, co czeka nas dalej, by nastąpiło gwałtowne rozwinięcie w „Devilish Forces”, które wyczerpująco oraz dobitnie pokazuje, że Black Witchcraft nie pierdoli się ze słuchaczami, jest wyłącznie black metal absolutny. Powraca kapitalna praca perkusji z masą smaczków, czy przepysznych partii, są też nienachalne klawisze, które doskonale wkomponowano w całokształt utworów. Wokal Gavrona zasługuje na osobną pochwałę, bo chłop chyba sprzedał Diabłu duszę swoją oraz sąsiadów, gdyż wyje, krzyczy oraz skrzeczy, jak potępiona dusza wyrwana z piekła. Na koniec zostawiłem riffy, bo to co się dzieje na gitarach w „Stare Into The Blackest Depths of Hell” zasługuje na brawa, oklaski, lasery i szpagaty. Kompozycje płyną. Są pełne melodyki, jednakże nie jest to czcza cepeliada, ale naprawdę kapitalne motywy, które zapadają w pamięć i nie chcą wyjść z głowy, nadto są przepełnione właściwą dla gatunku nienawiścią. Weźmy na przykład takie „Gospel Of The Gallows”, które na początku atakuje ciężkim, bezlitosnym, marszowym riffem, od którego aż chce się założyć ciężkie obuwie i deptać krzyże oraz członków lokalnej parafii. Co lepsze, motyw ten powraca w następnym „Sepulcrum Dei”, ale już pod koniec utworu, w efekcie czego obydwa tworzą swoistą całość. Nie wiem, czy to zamierzony efekt, ale wyszło kapitalnie. Jako zaś absolutnego tyrana piekieł wskazuję „Ultimate Devotion”. To jest to, czego oczekiwałem od black metalu w wykonaniu Black Witchcraft. Potężnego, przesyconego swoistym patosem, ale nadal pełnego nienawiści riffu, który wyrwie mi duszę z ciała zanosząc ją pod szczyty gór. Obczajcie sami ten solówkowy riff, który wjeżdża w połowie kawałka, by powrócić pod koniec. Czapki z głów i szczęka uderza o podłogę z takim hukiem, że człowiek sprawdza, czy panele są całe.

Chwalę również mocno jakość dźwięku, bo to nie tylko żyleta, która sprawia, że słychać najmniejszy detal, ale i jest odpowiednio zardzewiała kalecząc wyborną porcją surowizny.

Nie znajduję tu minusów. Black Witchcraft udowodniło, że zasługują na miano krajowej czołówki w podziemiu. Kręci się ten ich pełniak u mnie codziennie po kilka razy, a ja nie ma dosyć. Wiem, że to początek roku, ale już jedno miejsce w topce jest zapewnione. Pozycja obowiązkowa dla każdego metalucha, bez dyskusji!

Bart
729 tekstów

Przemądrzały, gruby chuj. Miłośnik żarcia, alkoholu i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Lust of Decay „Entombed in Sewage”Recenzje

Lust of Decay „Entombed in Sewage”

OracleOracle5 grudnia 2025
Königreichssaal „Loewen II”Recenzje

Königreichssaal „Loewen II”

OracleOracle4 grudnia 2025
Funeral Vomit > Upheaval of Necromancy
Funeral Vomit „Upheaval of Necromancy”Recenzje

Funeral Vomit „Upheaval of Necromancy”

OracleOracle3 grudnia 2025

Skomentuj