Wydawca: Under The Sign Of Garazel Productions
Ociebaton! Ponoć Furia odzyskała w tym roku black metal, więc nie powinno być już nic więcej nagrywane, a tu proszę. Nie dość, że chuja odzyskano, a nie black metal, bo pojawiają się nowe materiały, to na końcówce roku taki sztos wjechał. Dobrze przeczytaliście, sztos, bo debiut rodzimego Black Witchcraft od długiego czasu jest codziennie męczony na słuchawkach.
Ale zacznijmy od początku. Black Witchcraft, to świeży wyziew w podziemiu, jednakże tworzący go duet bynajmniej nie zalicza się do grona świeżaków. Jh oraz Gavron, znani Wam z pysznego Occultum, zstąpili do piekieł, gdzie wpierdolili samemu Diabłu i zabrali jego grymuar. Z zawartych w nim treści ułożyli swoją debiutancką EPkę. Tak było. Musiało, bo, to co sączy się z głośników, to wysokiej klasy kult zła, który przywodzi mi na myśl Marduk, ale te albumy, gdzie czuć artystycznego ducha Arioszego. Nie znajduję tu słabych momentów. Od samego początku Black Witchcraft chwyta szponiastą łapą za gardło, by nie zwolnić ścisku do samego końca. A każdy z pazurów wpija się w ciało niczym stalowe obcęgi. Perkusja nie jest jeno pustym tupu tupu, gdyż robiąc wyraziste tło udało im się tam upchnąć masę smaczków.
Świetne są też linie basu, który nie brzęczy gdzieś zagłuszony gitarami, a ma swoje momenty, jak np. w otwierającym „Night of the Chthonic Sorcery”, w którym nieco po rozpoczęciu trzeciej minuty wjeżdża ten świetny pasaż na gryfie. Doskonały jest również wokal. Odpowiednio skrzeczący, ale pełen wściekłości. No i riffy. Ja pierdolę, to one kaleczą najmocniej mknąc gładko, niczym płonący rydwan piekieł po gwiaździstym nieboskłonie pod trupiobladym księżycem, a nie jest to jednostajna podróż, bo i podlana obficie melodyką. Ba! Są i niewielkie solówki, ale chwalę skurwysyńsko, że nie ma tu przesady niczym w ostatnim Actum Inferni. Wszystko ma ręce i nogi łącząc się w zgrabną całość.
Sztandarowym przykładem tego całego chwalenia niech będzie „Mass Graves in the Starlight”. KURWAE! Cóż tam się wyrabia! Najsampierw powolny wstęp podlany lekko klawiszkami (bdb dźwięki niepedalskie plumki), w którym riffy wraz z basem wędrują w niespiesznej procesji, by wyrwać się do przodu w obłąkanej galopadzie, gdzie w trakcie wjeżdża kapitalna, krótka solówka. A jak wbija zwolnienie z wyrzygiwaniem bluźnierstw, które przechodzi w solo na totalnej zagładzie podlane tym niespiesznym rytmem, to przyznaję obsrałem się na miętowo. Dalej jest tylko lepiej, bo w jedenastej minucie wjeżdża znany motyw, ale na przyspieszeniu, niczym kometa mknąca nad gęstym, górskim lasem rozświetlająca zbiorowe groby ofiarne.
A to wszystko również dzięki doskonałej jakości dźwięku. Żyleta!
Uch, pospuszczałem się, niczym Danny D na Piper Perri, ale nie ma tu nawet chwilowego spadku formy. Black Witchcraft przygotowało niemal półgodzinną ucztę pierwszej klasy, która z miejsca wlatuje na topkę tego roku. Absolutny mus do odsłuchu i zakupu dla każdego maniaka. Nie ma zmiłuj.
Ocena: 10/10
Lista utworów:
- 1. Night of the Chthonic Sorcery
2. Mass Graves in the Starlight
3. Ominous Diabolical Rituals
4. Desecration of Purity




