Wydawca: Fighter Records
Co może powstać z kolaboracji muzyków speed metalowych Ice War czy Demona? No wiadomo, że tylko i wyłącznie inny speed metalowy projekt.
Skoro genezę Aphrodite mamy już za sobą, przejdźmy do konkretów. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię taki surowy speed metal i lubię też Tanzę Speed, nie tylko za to, że wrzuca niezłe półnagie foty na instagrama. Dlaczego od razu mówię o tej niewieście? Bo nie wszyscy lubią jej manierę wokalną. Przy złośliwości można by powiedzieć, że laska po prostu fałszuje i coś w tym jest. Ale ja to biorę na klatę (no, brałbym… „mmmm, cycunie, mmm…”) i lubię jej twórczość. Tak samo jak twórczość Jo Steela czy to jako Ice War czy jako Iron Dogs. No i Aphrodite od tego wiele nie odstaje. Ultra zapierdalajacy przed siebie, ale wpadający w ucho speed metal. Surowy, nie aspirujący do żadnych chujowych festiwali w stylu Monsters of Rock czy coś. Podziemny. Czerpiący garściami z klasyki gatunku z lat osiemdziesiątych. Przy tym cały czas brzmiący bardzo garażowo. Ale wiecie co? Uważam, że wokal Tanzy to za mało – chętnie usłyszałbym, jak wspomaga ją na tym polu Jo Steel. To byłby fajny eksperyment i myślę, że miałby szanse na powodzenie. Ale i bez tego jest naprawdę nieźle. U Aphrodite czuć przede wszystkim szczerość, to nie jest muzyka nastawiona na popularność, wielkie festiwale czy wielką kasę. Grają swoje, mają po kilka projektów, które mniej więcej poruszają się w tym samym obrębie stylistycznym, znaczy muszą to kurwa lubić.
Mnie się „Lust and War” podoba – naprawdę niezła odskocznia od rzeźni czy mrozu. Polecam więc, szczególnie tym zakochanym w bardziej archaicznych dźwiękach.
Ocena: 8/10
Tracklist:




