Wydawca: Deformeathing Productions
Dotychczas Ape to God było mi znane głównie z koncertów, które i tak kończyły się tak, że po obejrzeniu ich dwóch – trzech utworów szedłem na szluga. Co ważne – ja nie palę.
Ale jakoś dostałem ich debiutancki album do recenzji i po sporym zwlekaniu zabrałem się za odsłuch na trasie Rzeszów – Człuchów. Oczywiście nie przez cały ten czas. Niemniej jednak „The Head Meets the Tail” towarzyszył mi przez dobre dwie godzinki ciągiem, co równało się około czterem okrążeniom płyty w odtwarzaczu. I powiem Wam, że fajnie mi się tego słuchało. Chłopaki na płycie mają pierdolnięcie – masywny death metal podają tu w dość nowoczesnej odsłonie. Wpada w ucho, ale równocześnie jest na tyle brutalna by nie sprawiać wrażenia metalu dla słabeuszy. Może nie jest to coś, w czym na co dzień się lubuję, ale jak podkreśliłem – Ape to God daje radę. Nie jest to piwnica, nie jest to cmentarz, a mimo to fajnie mi się tego słucha. Panowie nie wpierdalają się w typowe dla nowoczesnego death metalu pułapki jak czerpanie z core’a, przesłodzenie i tak dalej – nakurwiają po prostu „po nowoczesnemu”. I ma to w ich przypadku sens.
Sprawdźcie sobie „The Head Meets the Tail”, jeśli nie macie oporów przed odrobinę mniej oldschoolowymi dźwiękami. Solidny łomot.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | We the Swine | ||
| 2. | Eviscerate | ||
| 3. | Antigodspeed | ||
| 4. | Circling the Drain | ||
| 5. | Pseudocyesis | ||
| 6. | Cult | ||
| 7. | The Truth, the Way and the Lie | ||
| 8. | His Name Is War | ||
| 9. | The Head Meets the Tail |




