Skip to main content

Wydawca: Earache Records

No i pojawiła się nowa płyta Kanadyjczyków z Annihilator. Trzynasta bodajże. Ale czy pechowa? Co do tego zdania są podzielone.

Zespół jest w zasadzie moim równieśnikiem, podobnie jak ja miewał lata lepsze i gorsze. Z tą różnicą, że ich najlepsze lata przypadają na okres w moim życiu trywalnie zwany „starszakami; grupa żabek”, hehe. Ale tak Annihilator jak i ja mocno trwają w postanowieniu egzystowania na tym łez padole. Co starają się potwierdzić dzięki najnowszej propozycji, zatytułowanej po prostu „Annihilator”. A na niej mamy ponad czterdzieści minut metalowego grania. Mówię, metalowego, bo trudno jednoznacznie zaklasyfikować obecną twórczość Annihilator do thrash metalowej szufladki. Nie wiem czy najlepszym obecnie szyldem nie byłby amerykański power metal, czyli taka energetyczna mieszanka heavy i thrash metalowych patentów. Niektórzy mówią o tym „groove”, ale szczerze mówiąc dla mnie jest to pusty termin. „Annihilator” to płyta wybitnie gitarowa, ale nie ma się co dziwić, bo Jeff Waters to jest firma już od wielu lat znana i poważana. Sporo tutaj galopad, przeplatanych jego popisami – i to popisami w dobrym stylu, by być ścisłym. Czuć tutaj świeżość pomysłów obleczonych w nowoczesne brzmienie. Niestety czasem Annihilator wchodzi na zbyt melodyjne pola przez co fragenty kilku utworów brzmią po prostu prostacko, niczym wyjęte z drugoligowego power metalowego zespołu. I jest takich fragmentów kilka niestety, co dziwi mnie, bo muzycy tworzący„Annihilator” to nie dzieciaki, więc takie infantylne zagrywki powinni sobie darować (refren w „Nowhere To Go” to taki przykład). No i cover Van Halen jak dla mnie jest niepotrzebny na tym krążku. Ale mimo wszystko co do reszty nie ma się co przyczepić, bo to dobre metalowe granie. Oczywiście tęskno mi do takich killerów jak „Ligeia”, ale kilka numerów z „Annihilator” jak „Coward” czy „Betrayed” potrafi kopnąć w dupsko.

Cóż, na pewno nie jest to najlepsza płyta Annihilator, ale i gorsze mieli w swojej karierze wpadki. W związku z tym o pechu raczej nie może być mowy. Płyta dobra, ale nie powalająca.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. The Trend
2. Coward
3. Ambush
4. Betrayed
5. 25 Seconds
6. Nowhere To Go
7. The Other Side
8. Death In Your Eyes
9. Payback
10. Romeo Delight (Van Halen cover)
Oracle
16832 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

One Comment

Skomentuj