Wydawca: Bestial Invasion Records
Altar Blood wypuściło ten krążek już dwa lata temu, ale nie w prawilnej, fizycznej formie. Szczęśliwie napatoczył się Dominik z Bestial Invasion Records i zdecydował się zaryzykować. To był bardzo dobry ruch.
No, kasy pewnie za to wybitnej nie zbije, ale szacunek maniaków zapewne ma dozgonny. A przechodząc do meritum – wcześniej nazwa tego zespołu raczej nie obiła mi się o uszy, jednak właśnie po to są takie dobre podziemne labele, by tę muzykę puszczały w świat. Czy tam w podziemie. Na „From the Darkest Chasms” dostajemy dziesięć numerów brzmiących oldskulowo, ale może nie jak u samego zarania death metalu, a tak powiedziałbym gdzieś w stylu drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych. Przynajmniej mi kojarzy się w ten sposób muzyka Amerykanów. Słychać tu brutalność i diabelstwo zbliżone do tego co wówczas prezentowały sobą Sinister, Deicide, poniekąd Gorefest czy Immolation. Myślę, że właśnie te dwa przymiotniki: brutalny i diabelski najlepiej opisują ten krążek. To jest ten odłam w death metalu, który robi mi niesłychanie dobrze, bo poza napierdolem dostajemy też ten charakterystyczny mroczny sound. No i mamy też takie kawałki jak „Forced Drowing Baptism”, gdzie słyszymy szaleństwo z wczesnych lat Morbid Angel. Słychać, że Altar Blood tworzą maniacy death metalu, że nie są to przypadkowe chłopaki, które akurat stwierdziły, że będą sobie grały death metal, bo bardzo lubią Killswitch Engage. I dzięki temu przez niemal pięćdziesiąt minut jesteśmy katowani naprawdę dobrym metalem śmierci. Klasycznym, może i odtwórczym, ale kurewsko szczerym. Po co komuś więcej?
Więc piszcie na Szwecję po Waszą kopię albo do zespołu bezpośrednio. I żeby nie było, nie wziąłem od wytwórni ani pół wojtyliona.
Ocena: 8/10
Tracklist:




