Wydawca: Hells Headbangers Records / Osmose Productions
Jeśli ktoś z Was tęsknił za Angelcorpse (które prawdopodobnie coś w końcu nagra nowego, daje sobie rękę uciąć – z członkiem ryzykować jednak nie będę) to mili państwo – mam dla Was dobrą wiadomość. Nadchodzi Abhomine!
Projekt za który w całości odpowiada Pete Helmkamp i który stylistycznie można wrzucić do jednego worka właśnie z Angelcorpse czy tworami powstałymi na jego gruzach lub równolegle. Mówię tu o takich bestialskich atakach jak Apocalypse Command, Blasphemic Cruelty czy Perdition Temple. Wszystkie one grają po prostu bestialski, nieokiełznany i bezlitosny metal, w którym szala ciężkości gatunkowej raz przechyla się bardziej w stronę black a raz w stronę death metalu, lecz w gruncie rzeczy cechuje jedno – totalne wkurwienie, buta i chęć supremacji. I bardzo dobrze, że Abhomine nie odstaje od nich ani na milimetr. Helmkamp odpowiada tutaj za wszystko, chyba jedynie perkusja to automat, ale nawet jeśli – trudno się domyślić. Black/death metalowa maszyna pędzi tu po kościach wrogów, wszelkich religiach i autorytetach, czy po prostu słabych jednostek i miażdży je w mgnieniu oka. Brzmienie zbliżone jest do najbardziej znanego zespołu Pete’a co cieszy mnie cholernie, „Larvae Offal Swine” jest bowiem katowane przeze mnie dzień w dzień ostatnimi czasy. I nie zapowiada się, by rychło miało się to zmienić. Bo niby w jakim celu miałbym porzucić te wspaniałe karne ekspedycje nacechowane szybkością i agresją? Ok, czasem dostajemy prawdziwie mordercze zwolnienia i zaprawdę powiadam Wam – są one równie skuteczne. A gdy przychodzi pora na numer zatytułowany „Nest of Disgust”, rytmiczny, w średnio szybkim tempie, będący wspaniałym zakończeniem całej płyty – nie ma co zbierać. Jeśli Abhomine będzie grało koncerty to podczas tego kawałka trup będzie ścielił się gęsto, otwierający całość riff może nie ma nośności „Wolflust”, ale robi z Wami prawie tak samo brzydkie i zdeprawowane rzeczy. Zresztą, ta muzyka jest taka jak tytuł płyty – upokarza słabych słuchaczy, wdeptuje ich w ziemię i wskazuje ich miejsce w błocie wśród świń. Tak ma być.
Doprawdy, „Larvae Offal Swine” to jeden z najsilniejszych albumów 2016 roku, które dane było mi recenzować. Dla maniaków ekstremy jest to zakup obowiązkowy, bez marudzenia!
Ocena: 10/10
Tracklist:
| 1. | Intro: Worm Pig Shit | ||
| 2. | Buried with Pig | ||
| 3. | Kapos and Whores | ||
| 4. | Crown of Flies | ||
| 5. | Blackmaguswhitehouse | ||
| 6. | Narcocult | ||
| 7. | Reptile Annunciation | ||
| 8. | Nest of Disgust | ||
| 9. | Outro: Larvae Offal Swine |




