Wydawca: Godz ov War Productions
Dziwna nazwa dla black/death metalowego zespołu – Okopowa Mrówka. No ale dobra, ważne, że robi mi ten zespół straszliwie już od pierwszego odsłuchu.
No bo jak inaczej przetłumaczyć nazwę Trenchant? Dobra, żarty na bok, bo oto proszę ja Was mamy skład jakich mało. Przecież jeśli w jednej sali prób spotykają się muzycy Imprecation i Morbosidad to wiadomo, że gotyku z tego nie będzie. „Commandoccult” to jest jakaś jebana symfonia zniszczenia, inspirowana militarną tematyką. Już od marszowego początku numeru tytułowego wiedziałem, że tu nie będzie brania jeńców, a wszelkie konwencje wojenne zostaną przedarte i rzucone na dogorywające truchła wrogów. Żebyście się nie napalali – to nie jest typowy war metal. Trenchant z jednej strony brzmi trochę jak Angelcorpse czy Ares Kingdom, z drugiej nie stroni od typowych death metalowych patentów zaczerpniętych od mistrzów wojennej napierdalanki czyli Bolt Thrower, a z trzeciej chwilami słyszę tutaj echa Australii. Ale wszystko to tworzy naprawdę dobrą, przemyślaną muzykę. Ten krążek jest bardzo agresywny i dziki, ale nie jest chaotyczny czy nieprzemyślany. Cały czas czuć tutaj zimne wyrachowanie, wojenny dryl – szczególnie, że rytm wybijany przez Aldo sprawia, że cały czas w wyobraźni widzę maszerujące wojska niosące wojenną pożogę. Przy użyciu prostych środków Trenchant stworzył prawdziwie ekstremalny album, którego nie można nie polecić maniakom prawdziwie podziemnego metalu. Bo ta płyta jest do cna metalowa i tylko głuchy tego nie usłyszy. Do tego wydanie to istna uczta dla oka – okładka i grafiki w booklecie to klasa sama w sobie. Doceńcie to, kupcie fizyczne wydanie.
Wspaniały debiut, zasłuchuję się w nim jak pojebion. Ku wojnie, kurwa!
Ocena: 8/10
Tracklist:




