Wydawca: Inhuman Assault Productions
Wojna. Pierdolona zagłada. Wszystko zawsze wygląda zajebiście, gdy siedzi się w cieplutkim fotelu z jebanej ikei z sojowym latte w łapie i ogląda trupy w telepudle. Rzeczywistość jednak jest sto razy brutalniejsza, a okrucieństwo wojny wypala na zawsze ślad jej okrucieństwa w psychice człowieka.
Patrzysz więc na okładkę Triumph i wiesz już z czym będziesz miał do czynienia. Nawet specjalnie nie musisz się zagłębiać w tą muzykę, bo dobrze wiesz jak będzie ona grała. I… w zasadzie masz rację! Triumph bowiem to przykład takiego copypasotwego death/black war metalowego grania. I choćby nie wiem jak mocno Immolater, który nie w ciemię bity odpowiedzialny jest za to muzyczne ludobójstwo, dwoił się i troił, tak z góry będzie wiadomo, że zżyna wszystko od Revenge i Conqueror. Czy to źle? Kurwa, pewnie, że nie! Ba! Immolater jest na tyle cwany, że potrafi zwolnić w pewnym momencie ale tylko po to, by wymienić magazynek aby móc dalej napierdalać w słuchacza kolejnymi blastami, werblami i grindującymi wokalami. Czy jest więc coś, co więcej przemawia za muzyką Triumph? Poza tekstami o ludobójstwie, eksterminacji, wojnach, śmierci… nie, ale jest to świetny wypełniacz między kolejnymi albumami kanadyjskich tuzów wojennych pieśni.
Sprawa więc jest jasna i oczywista. Lubisz takie granie: łykniesz je od razu i będziesz budował jej ołtarze. Nie lubisz takiego grania, ale chcesz zaimponować koleżance: będzie to dobra karta wejściowa. Masz przesyt takim graniem: daj sobie spokój i puść sobie klasykę.
Ocena: 7/10
Tracklista:
- Holocaust Siege
- Slave Parasite
- Oblivion Barrage
- Conquer or Succumb
- Inexorable Force
- Annihilate The Inferior
- Sigil Conflagration
- Affliction Storm




