Wydawca: Black Death Production / Werewolf Promotion
Moja przygoda z Rotten Age zakończyła się bodajże w 2015 roku. Zaraz po ich występie na Sadistic Fest II. Nie porwali zbytnio chłopaki. Debiut też jakoś nie utkwił mi zbytnio w pamięci. I byłem święcie przekonany, że horda ta gryzie od dawna piach. A tu nagle dostaję album zatytułowany „Oblicze Zła„ i jeszcze dowiaduję się, że jest to już trzeci pełniak. A całość przekształciła się w jednoosobową hordę wspieraną gdzieniegdzie muzykami sesyjnymi. Ja chyba faktycznie żyję pod kamieniem i nic nie wiem…
Z tego, co pamiętam, to debiut nie należał do wolnych albumów. Tutaj jest podobnie. W dziewięciu wałkach nagromadzono dość sporą ilość chłostających plecy riffów, które w pewnych momentach po prostu pędzą na złamanie karku i rozbijają się o łeb słuchacza. A jak już rąbnie i siarka opadnie na ziemię, to następuje krótka chwila na oddech i akcja zostaje powtórzona. Osobom z chorobą lokomocyjną radzę uważać! Perka zaś ciska blastami i innymi magicznymi przejściami, które stanowią część układanki. Basu nie odnotowano.
Odnotowano zaś bardzo przyjemny wokal. Chłop to chyba sobie całe gardło zdarł, nagrywając te wszystkie bluźnierstwa. Drze się, rzyga, wije i do tego nadąża za galopującymi riffami! Nawet drogi słuchaczu usłyszysz dokładnie, to co autor miał na myśli, bo postawiono na język ojczysty i do tego nad wyraz wyraźny. Pomimo tylu obrzydliwości.
Czy „Oblicze Zła„ sprawiło, że nie zapomnę już o tej hordzie? Obstawiam, że tak. Czy sięgnę po poprzedni album? Możliwe. A ten z góry mogę polecić osobom, które mają ochotę na black metalową jazdę w stylu „z górki na pazurki”.
Ocena: 7/10
Tracklista:




