Wydawca: Godz ov War Productions
Nie powiem żebym nie lubił twórczości Warfist, o czym świadczyć może kilka recenzji, które znajdziecie na naszym szanownym (che che) webzinie. Nie mogło się więc i tym razem obejść, bez skreślenia kilku zdań na temat „Grünberger”.
Zielonogórzanie jak zwykle stanęli na wysokości zadania i zaserwowali nam dziesięcioutworową dawkę black/thrash metalowego wpierdolu. Trochę inaczej jednak, niż w przypadku ich poprzedniego wydawnictwa, czyli splitu z Excidium, na „Grünberger” tym razem dostajemy więcej thrash metalu niż black metalu. O ile wcześniej bardzo wiele inspiracji płynęło z debiutu Bathory, o tyle teraz punkt ciężkości przesunął się raczej w stronę teutońskiego thrash metalu – głównie Sodom. I sporo też Desaster. Utwory na trzecim albumie są do tego łatwiej wpadające w ucho, co nie znaczy oczywiście, że Warfist się spedaliło i powinno przemianować się Peacehand czy coś równie głupiego. Nie, takie numery jak „Death by the Cleansing Fire” czy „Atrocious Saviour” po prostu zapamiętuje się szybciej – na szczęście nie wypadają równie szybko z głowy. Tak sobie myślę, że „Grünberger” jest pierwszym albumem Warfist z którego pamiętam linie melodyjne poszczególnych kawałków. Serio – nawet gdy nie leci on nigdzie w tle, ja pamiętam riffy czy refreny do większej części z utworów na nim zawartych. A w kwestii agresji nie zmieniło się nic – kopią tak jak kopały dawniej po ryju, a do tego mam dziwne wrażenie, że sprawiają przy tym po prostu przyjemność muzykom Warfist. Ten krążek jest bowiem kopalnią metalowych riffów, więc nie ma co więcej dodawać – tu trzeba napierdalać.
Może przesadzone są głosy, że to najmocniejszy album, jaki w tym roku ukaże się na polskiej scenie. Jest to jednak płyta która rozpierdoli wiele innych w drobny mak, a przy tym po prostu sprawi wiele radości podczas obcowania z tymi dźwiękami. Tak więc – browary w dłoń i do headbangingu przystąp.
Ocena: 8/10
Tracklist:




