Wydawca: Relapse Records
Człowiek wraca sobie z urlopu, wypoczęty, w pełni sił gotów zmierzyć się z największym gównem jakie mogło wypłynąć z każdego studia na tym świecie. Ale zamiast tego postanawia dalej robić sobie dobrze i do recenzji wybiera w końcu najnowsze dzieło Incantation.
Jedenasty krążek zespołu, zatytułowany „Profane Nexus”, nie wnosi do muzyki ekipy McEnteego ani jednej rzeczy, której nie słyszelibyśmy wcześniej. Ale co z tego, skoro przecież to jest kapela bez słabej płyty? Ja wraz z tym albumem dostałem to czego oczekiwałem – morederczej dawki death metalu unurzanego w doom’owatych aranżacjach – takiego który miażdży Wam głowę swoim ciężarem, smolistymi dźwiękami zatyka wszelkie otwory w ciele, aż rozsadza Wam płuca. Charakterystyczny wokal wespół z gruzowato – siarczanymi gitarami sprawiają, że mam autentyczną gęsią skórkę. A najbardziej mi robią w tych megaciężkich walcach, jak „Incorporeal Despair”. Ale z drugiej strony – zaraz po nim dostajemy obłąkańczy „Xipe Totec”, który atakuje nas szybkim i brutalnym death metalem (trwającym minutę i dwie sekundy!) i wiemy, że z nimi po prostu kurwa nie ma żartów – odnajdą się w obu tych stylistykach z morderczą perfekcją. Ja jestem kupiony ich albumem od pierwszego przesłuchania – może z jednej strony nastawiałem się, że będzie dobrze już od początku, z drugiej jednak – no chyba bym usłyszał, gdyby Incantation nagrało kupę. Nie nagrało jednak i mało tego: nagrali jeden z lepszych krążków w swojej dyskografii a także jedną z lepszych płyt death metalowych w tym roku. Rzekłem.
Dobra, pewnie i tak wszyscy już zakupili ten album lub zakupią w najbliższej przyszłości, więc moja ocena będzie tylko kropką nad i. Doskonałe.
Ocena: 9/10
Tracklist:





