Wydawca: Relapse Records
Ulcerate zdążył przyzwyczaić swoich słuchaczy do tego, że wraz z kolejnym wydawnictwem będzie miał do zaoferowania kolejną soniczną zagładę po której trudno będzie się pozbierać. Nie inaczej jest i na najnowszym dziele Nowozelandczyków które, co tutaj dużo mówić, po prostu zabija.
Na “Shrines Of Paralysis” Ulcerate osiągnął swój kolejny poziom muzycznego zaawansowania w dziedzinie siania chaosu i ogólnie pojętej techniki zadawania śmierci. Tutaj nic nie jest przypadkowe, tutaj każdy riff, każdy blast jest wręcz zorientowany na zadanie bólu słuchaczowi w taki sposób, by był tym decydującym. Jednak aby było weselej Ulcerate przedłuża sobie zabawę powodując wylew krwi do mózgu krok po kroku, dzięki czemu paraliż u słuchacza postępuje bardzo powoli i bardzo boleśnie. W zasadzie już od pierwszych taktów rozpoczynających muzyczną apokalipsę – czyli “Abrogation” – by dalej, kolejnymi etapami (“There Are No Saviours”, “Bow To Spite”) prowadzić do obumarcia wszystkich tkanek, a w konsekwencji do śmierci pacjenta (“End the hope”). Całość brzmi przy tym wręcz sterylnie niczym na sali operacyjnej, gdzie każde narzędzie tnące i lśniące czystością czeka na użycie przez specjalistę, który wręcz z nieludzką precyzją potrafi z operować najtrudniejszy przypadek. “Shrines Of Paralysis” to album, gdzie mechanizacja zwycięża, zaś biologia zdaje się ginąć w ilości zaprogramowanych, zagęszczonych riffów i blastów paraliżujących system nerwowy słuchacza. Wyobraźcie sobie: bębny gęste niczym spływająca krew do mózgu podczas wylewu. Bas drążący i udrażniający największe zatory w mózgoczaszce. Wokale tak złe, tak ohydne, wręcz nienawistne, a otrzymacie perfekcyjnie odegrany album, gdzie pojęcie pomyłki po prostu nie istnieje. Owszem, można się czepić, że Ulcerate poza swoją wypracowaną formułę nie wychodzi (począwszy od “The Destroyers Of All”), że zbytnio kombinuje prowadząc tym samym do przesadyzmu muzycznego połączonego z usypiającą nudą. Nie mniej im dłużej obcuje się z “Shrines Of Paralysis”, tym mocniej utwierdza się w przekonaniu, że tak właśnie ma być i że tak właśnie wygląda perfekcyjnie odegrany, techniczny death metal anno bastardi 2016.
Całość jest więc matematycznie prosta: po raz kolejny to mordercze trio wydało na świat zajebisty album. Pamiętacie “Vermis” ? Oto jego godny następca.
Ocena: 8,5/10
Tracklista:
01. Abrogation
02. Yield to Naught
03. There Are No Saviours
04. Shrines Of Paralysis
05. Bow To Spite
06. Chasm Of Fire
07. Extinguished Light
08. End The Hope





