Tak się z kolegą Oracle wymieniamy przy okazji recenzowania kapeli Horrendous. Ja debiut, on „dwójeczkę” a najnowsze wydawnictwo przypadło w udziale mojej skromnej osobie. Tak sobie słucham i słucham tego wydawnictwa i ocieram pot z czoła…
Nic się nie zmieniło. Na szczęście. Najnowsza płyta zatytułowana „Anareta” to dalej ten specyficzny klimat znany z poprzednich wydawnictw. Klasyczny metal śmierci wymieszany ze smaczkami w stylu hard & heavy – to muzyka jedyna w swoim rodzaju i tworzy ją właśnie Horrendous. Bardzo dobrze robią mi tu te klasyczne śmierć metalowe przytupańce w szwedzkim stylu (Oracle sugeruje inspiracje Death, ale ja zostanę przy swoim) wymieszane z klasycznymi solówkami i rockowymi melodiami. Tak, melodiami. Mnóstwo tu chwytliwych melodii, ale od zaszufladkowania Horrendous jako melodyjnego death metalu jestem tak daleki, jak naczelny dyktator partii rządzącej od zdrowego rozsądku. Horrendous buduje wokół swojej muzyki jakąś nową jakość, dlatego ciężko wrzucić ich do wora z napisem „metal śmierci”, ale niemożliwym jest im prawa do tej etykiety odmówić. Dlatego szkoda strzępić klawiatury.
Jeśli mieliście delikatny wzwód słuchając poprzednich wydawnictw to i najnowsze dzieło spowoduję wzrost ciśnienia w prąciu. Kolejna pozycja, o której w zasadzie wszystko już zostało napisane, więc silenie się na oryginalną recenzję jest tym bardziej bez sensu. Bierzcie, kupujecie, słuchajcie. Oto jest zajebista muzyka!
Ocena: 8,5/10
Tracklist:
| 1. | The Nihilist | ||
| 2. | Ozymandias | ||
| 3. | Siderea | ||
| 4. | Polaris | ||
| 5. | Acolytes | ||
| 6. | Sum of All Failures | ||
| 7. | Stillborn Gods | ||
| 8. | The Solipsist (Mirrors Gaze) |





