Wydawca: Invictus Productions
Jeśli w składzie zespołu figurują osoby odpowiedzialne między innymi za twórczość Coscradh czy Sacrilegia to wiedz, że coś się dzieje. Callous Master skupia bowiem irlandzkich muzyków z bardzo uznanych aktów. A to co właśnie dostarczyli na debiutanckiej płycie przebudowało mój tegoroczny top wydawnictw.
„Callous Master” to sześć kompozycji, które zamykają się w trzydziestu pięciu minutach muzyki. Irlandczycy cofają słuchacza niemal czterdzieści lat wstecz, do czasów gdy pierwsze kroki stawiał choćby taki Morbid i wydawał „December Moon”, a czterysta kilometrów dalej Mayhem publikował „Deathcrush”, z kolei w Centralnej Europie rodziły się pierwsze zręby dźwięków jakie możecie usłyszeć na „Anno Domini” lub „The Mass”. To są moje pierwsze skojarzenia z tą muzyką, choć oczywiście odniesień możecie znaleźć tutaj o wiele więcej. Callous Master przypomina nam czasy, gdy black metal nie był jeszcze samodzielnym gatunkiem i mieszał w sobie wiele wpływów pochodzących z death metalu czy thrash metalu, a także odwiecznych wpływów Mercyful Fate, do których dodano silny pierwiastek czegoś nieznanego – złego i złowieszczego. Tak właśnie jawi mi się ten album – jako esencja dźwięków rodzących się w podziemiu lat osiemdziesiątych.
Callous Master doskonale odtwarza klimat tamtych nagrań. Słucham ich debiutu z wypiekami na twarzy, jakie kiedyś towarzyszyły mi poznawaniu wspomnianego Morbid czy Tormentor. Brzmienie tej płyty jest dokładnie takie, jakie być powinno – piwniczne i brudne, jak nagrywane na kaseciaka przez gołowąsów zafascynowanych Diabłem. To jest dokładnie to, czego szukam w muzyce aspirującej do miana „oldschool’u”. Oczekuję dokładnie takiej wibracji i takiego feelingu, jaki prezentują muzycy Callous Master. W tej muzyce czuć szaleństwo i opętanie dostępne tylko dla twórców pewnego typu. Tego nie uchwyci żaden zespół, który podąża za modami lub patrzący na podziemie w kategoriach rozrywki lub fajnego hobby. Na „Callous Master” odnajdujemy dźwięki zarezerwowane dla totalnych maniaków.
Jak dla mnie – jedna z najlepszych płyt 2026 roku. Invictus Productions już po raz kolejny pokazało, że ich wybory artystyczne mocno pokrywają się z moim rozumieniem podziemnego metalu. Jestem zachwycony i liczę, że ten krążek odbije się szerszym echem. Zapamiętajcie nazwę Callous Master.
http://www.invictusproductions.net/





