Wydawca: Darkness Shall Rise Productions
Wiedeński Fessus istniał w mojej świadomości, ale moje informacje kończyły się jedynie na kraju pochodzenia i na tym, że grają death metal. No a jakiś czas temu ich materiał spłynął mi do recenzji, więc zabierzmy się zań w końcu.
Death metal a’la Fessus ma wiele wspólnego z oldschoolową sceną. Bardzo oldschoolową rzekłbym – już samo brzmienie jest nakierowane na to, by przywodzić na myśl grupy z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Z racji tego, że tempa, w jakich Fessus się porusza nie jest najszybsze (w zasadzie to maksymalnie dochodzą do średniego…), kojarzyć się mogą z wczesnym Autopsy, Gorement, Miasma, Asphyx, God Macabre czy Incantation… Długo by wymieniać, natomiast jeśli pomyślicie sobie o ich wczesnych nagraniach, to może uda Wam się wyobrazić sobie klimat „Subcutaneous Tomb”. Śmierdząca piwnica, półmrok, tani alkohol w kątach i przepoceni muzycy wyrzygujący z siebie pełzające, ale dość proste riffy.
No tak właśnie jest – muzyka Fessus jawi mi się jako dość prosta i nieskomplikowana. Austriacy zdecydowanie większy nacisk kładą na klimat niż technikę czy efekciarstwo. Mówiłem o pełzająych riffach i jeśli zastanawiacie się, o chuj może mi chodzić – posłuchajcie choćby takiego „The Depths of Lividity”. Praca perkusji również daleka jest od pojebanych łamańców – jest dość prosta, chwilami wręcz prymitywna. No ale znowuż – podejrzewam, że ma to na celu przywołania ducha death metalu sprzed trzydziestu pięciu lat, niźli brak umiejętności. Wokal zresztą również nawiązuje do dawnych mód – growlująco – charczący, ale raczej gardłowo niż z przepony – plus sporo krzyków, wrzasków i tym podobnych. A całość wieńczy okładka, która swoją prostotą nawiązuje do front coverów wczesnych death metalowych wydawnictw, jakbyście zapragnęli wariacji „Considered Dead”, ale w stylu „Slumber of Sullen Eyes”.
Jest to niezłe wydawnictwo, jednakże jeszcze nie tak dobre jak chciałbym by było, biorąc pod uwagę fakt, że to jest „mój” death metal. Paskudny, przesiąknięty odorem śmierci. Fessus dobrze sobie w nim radzi, ale jeszcze nie na tyle dobrze, by złapało mnie za jaja. Natomiast na tyle dobrze, że będę zdecydowanie ich śledził przy okazji kolejnych wydawnictw.

https://www.facebook.com/profile.php?id=61573556487551




