Wydawca: Godz Ov War Productions
Jak tylko wpadło promo od Godz OV War od razu wyrwałem najnowszy materiał Loathfinder niczym baba z Radomia do dziewiczego odsłuchu w kejosowej redakcji. I bynajmniej nie dlatego, że jestem fanem tegoż krakowskiego kwartetu. Pamiętam jednak bardzo dobrze set na Mystic Festival (w 2024), którym zespół mnie kupił, dlatego z dużą dawką ciekawości postanowiłem zmierzyć się z „Broken Branches And Torn Roots”.…
Pierwsze wrażenie? Nie za specjalne, rzekłbym nawet, że rozczarowujące, po którym zacząłem zadawać sobie pytanie: po co mi to było? Wszak polski około black metal na przestrzeni tych lat jakoś za specjalnie nic ciekawego nie jest w stanie pokazać, a ja się władowałem na właśnie taką minę. Brzmienie i produkcja typowo około mgliście dla gatunku. Struktura utworów jakby użył kopiuj / wklej krakowskich nut… Słowem nic, co mogłoby mnie przekonać do siebie. Po nastu minutach wjechał jednak w trzeciej kolejności “Peel It Off Me” i zostałem (prawie że) przekupiony. To zwolnienie, ten soczyście brzmiący bas i opętany wokal Mold’a wtłoczyły się z nienacka w krwiobieg niczym diabelski jad na tyle, by zryć banię i zakorzenić się w umyśle rujnując jego zdrowe funkcjonowanie…
Jednak mimo tego chwilowego zaskoczenia wszystko wróciło nagle (i niestety) do normy i do dzisiaj w cholerę nie mogę się przekonać do tego zbyt poprawnego, typowego obecnie dla tego gatunku, brzmienia materiału. Choć przyznam, że miejscami jestem w stanie kupić ten wylany doomem czarci metal jaki serwuje tu Loathfinder, chociażby właśnie za sprawą sprawą Mold’a, który na tym materiale po prostu dominuje, to jednak za mało jest tutaj ciekawych przebłysków jak chociażby w świetnym, z jazzowym flow “Flies Know First” czy wspomnianym już smolistym “Peel It Off Me”, które tak naprawdę definiują ten materiał i pokazują prawdziwą siłę tego zespołu.
Czy to zarzut? Nie, ale odnoszę wrażenie, że – patrząc na przykładzie „Broken Branches And Torn Roots” – polskie zespoły boją się lub po prostu nie chcą wyjść poza strefę komfortu, przełamać schemat i zrobić po prostu coś po swojemu, przeciw wszystkim i wszystkiemu…
Czy warto więc posłuchać „Broken Branches And Torn Roots”? Pewnie, że mimo wszystko warto. Czy jest przełomowe dla gatunku? Nie jest i nie będzie, ale czy być musi? No, oczywiście, że nie musi. Ma momenty? Ma… i to jeszcze jak! Na żywo na pewno się ten materiał sprawdzi, ale studyjnie już nie koniecznie.





