Wydawca: Under The Sign Of Garazel Productions
Debiut Martwych Monumentów uznawałem za całkiem udany, ale jednorazowy eksperyment. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w tym roku pojawił się drugi pełniaczek. Oczywistym więc było, że musiałem po niego sięgnąć. I jest dobrze.
Zacznijmy od tego, że poziom poprzedniczki został utrzymany. Nadal jest to trudny do ugryzienia, ale przesmaczny kawał przepełnionego jadem oraz nienawiścią do rodzaju ludzkiego black metalu, choć dostrzegam rozwój. Spójrzcie na takie „Hateful Vomit”, które dosłownie wyrzyguje (nomen omen) cały wachlarz negatywnych emocji, jakie się kłębią w człowieku. Perkusja łomocze raźno, wokal wydaje z siebie niemal zwierzęce porykowania, a gitary zarzynają riffami, przy czym przy czym drugi pełniak Dead Monuments konstytuuje tendencję do nagrywania muzyki nieprzyjaznej, z którą to obcowanie przypomina golenie się zardzewiałą żyletką. I to się lubi, bo słychać, że mimo tej nieprzystępności wciąż są to solidne kompozycje. Kolejnym przejawem wspomnianego rozwoju jest swoista „ballada”, czyli „I Am The Scar”, ale uspokajam. Nie ma tu smętnej pedaliady, tylko bardziej bujający riff, a całość brzmi, jak odśpiewana po kilku głębszych. Ostatnią niespodziankę jest cover. I to nie byle jaki, bo rodzimej (a jakże!) Arkony „Niezwykle uciążliwa droga do gwiazd oraz odwieczna niemoc w zrozumieniu prawdy ukrytej na biegunach strachu…”. Potężna surowizna, ale wykonana z takim pietyzmem, że gdzieś tam Khorzon uśmiechnął się pod wąsem, gdy to nagrywali. Brawo panowie.
„Scars of My Mind” może nie wbiją się na szczyt list przebojów, ani nie wprowadzą rewolucji na scenie, ale za to zaspokoją Wasz apetyt na muzykę wymagającą od słuchacza krzynę więcej niż standardową wczutkę. Warto sięgnąć.




