Wydawca: Godz ov War Productions
Ja to dotychczas co najwyżej z motyką na słońce, z mieczem na gwiazdy natomiast jeszcze mi się nie zdarzyło – do momentu, aż Greg podesłał nowy krążek Metali ze Szczecina (już sama proweniencja budzi respekt) – Garota.
Wcześniejszy krążek zespołu jakoś przeszedł koło mnie, pamiętam że wysłuchałem raz czy dwa i na tym skończyła się moja przygoda z „Czarnymi wizjami”. Natomiast przy „Z mieczem na gwiazdy…” obwąchuję się już od jakiegoś czasu, docieramy się, spędzamy ze sobą czas, tak abym koniec końców mógł coś więcej powiedzieć o samej muzyce jak i moich odczuciach względem niej.
Trio z Garoty postawiło na muzykę z przecięcia thrash metalu z epickim black metalem. Bo ja tutaj nie słyszę takiego typowego black/thrash metalu – ich kompozycje zawierają zdecydowanie dużą dawkę właśnie takiego podniosłego ducha. Na tyle już się osłuchałem „Z mieczem na gwiazdy…”, że coraz wyraźniejsze dla mnie stają się niemal heavy metalowe riffy, oczywiście obleczone w twardy pancerz (vide „Posiądę Cię jak żywą” z tym chóralnym „ooo-ooo-o!” jest na to niezłym przykładem). Jeśli miałbym porównać jakoś ten zespół, myślę że Desaster, Scythian czy Witchblood nie byłyby jakoś nietrafionymi nazwami. Przez ponad pół godziny dostajemy bowiem szybki i agresywny black/thrash, z praktycznie zerowymi zwolnieniami (jedyne jakoś zapadające w pamięć to fragment w „Per Mortem Ad Astra”), ale mimo to – z wzniosłym zacięciem. I pełnymi jadu, siarczyście bluźnierczymi (ale bez prostactwa) tekstami, które z buzującą od nienawiści muzyką współgrają bardzo dobrze.
I słucham tak sobie „Z mieczem na gwiazdy…” i staję przed dylematem, przed jakim nie pierwszy raz staje mi… przed jakim nie pierwszy raz przychodzi mi stawać… Wszystko się tu powinno zgadzać, a jednak jeszcze nie jestem w pełni przekonany do tego albumu. Garota stanęła na wysokości zadania, natomiast jeszcze nie mam tak, że zdmuchnęło mnie z planszy za sprawą ich płyty. Doceniam, jest nieźle, ale jakby jeszcze nie rozpędzili się na tyle, by odcisnąć jakieś bardziej znaczące piętno na duszy mej czarnej. Nie wykluczam natomiast, że sytuacja taka będzie miała miejsce w nadchodzącym czasie, gdyż słyszę (albo raczej czuję) progres względem debiutu. A jeśli tak, może zgodnie z logiką – kolejna płyta będzie już tym, czego od Garoty oczekuję. Czas pokaże.





