Kontakt: Enormicon
Kolejny krążek, który swoje odleżał. Takie mam postanowienie, by nadrobić zaległości. Sięgnąłem więc po debiut Enormicon – kapeli z Teksasu.
Nie spodziewajcie się jednak, że na „Storm Of Swords” znajdziecie muzykę country. Enormicon wysmażyło nam pół godziny stoner/doom metalu, ale powiem Wam już na wstępie – jak lubię ten gatunek, tak Enormicon nie rzucił mnie na kolana. Ba, nawet nie spowodował, że z chęcią powracam do ich pierwszego albumu. Panowie nudzą, ot co. Nie ma to zbyt wiele miłych, soczystych, bujających fragmentów, za które tak cenię sobie właśnie stoner/doom metal. Enormicon swoją muzyką mnie po prostu usypia – niby pół godziny to nie wiele, ale w tym przypadku się to ciągnie niemożliwie. Atmosfera tej muzyki może kojarzyć się z narkotycznymi hajami, ale jak mówi stare polskie przysłowie – „zażywasz – przegrywasz”, więc słucham tego albumu jedynie przy herbatce. Może to przez to? Jedyny kawałek, który wpadł mi w ucho to „Dark Forces”, gdzie panowie trochę bardziej dołożyli do pieca, riffy są jakieś bardziej motoryczne i generalnie ten wałek wybija się na tle pozostałych numerów z „Storm Of Swords”.
Przyznam szczerze, że kilka półgodzinnych sesji z Enormicon pozbawiło mnie trochę cennego czasu. Nic ciekawego tu nie znalazłem. Jedyną moją konkluzją niech będzie fakt, że lekarze powinni przepisywać podobne sesje z tym albumem osobom mającym problemy z bezsennością.
Ocena: 4/10
Tracklist:
| 1. | Slaghammer | ||
| 2. | Pray for Death | ||
| 3. | The Gargantuan | ||
| 4. | Dark Forces | ||
| 5. | Fury Shall Know the Warmth of Your Blood | ||
| 6. | Brotherhood of the Plague |



