Wydawca:Selfmadegod Records
Splicik tych dwóch kapel z za oceanu, czyli: Crypticus i Scaremaker zaintrygował mnie z początku swoją okładką… Grafika rodem z tandetnych horrorów nie świadczy o tym, że kryje się pod nią sztuka wysublimowana i elitarna, niemniej jednak jest to znak, iż można się spodziewać czegoś wesołego.
Niestety tym razem spotkałem się z rozczarowaniem i to nie było wesołe. Zacznijmy od części zajmowanej przed duet Crypticus. Tu mamy odczynienia z Death Metalem, który gdzieś tam sobie tkwi w tematach horror i gore, ale zdarza się mu uciekać raz to w rejony bardziej techniczne, a raz bardziej melodyjne. Tak jakby się nie mógł zdecydować czy tkwić w bajorze śmierdzącym zgnilizną czy wyjść i zacząć budować maszynę do wydzierania paznokci, a może wpaść na kolorowego drinka do baru… Logika pokrętna, ale chyba obrazuje, z jakim typem muzyki mamy odczynienia. Słucha się tego nie najgorzej, ale w żaden sposób ta muzyka nie zachwyca. W sumie to dobrze się stało, że zajmują chłopaki mniejszą cześć tego wydawnictwa, czyli tylko cztery numery – więc da się przez to przejść w miarę bez wysiłku. A teraz szybki przeskok do części drugiej zajmowane przez trio tworzące pod nazwą Scaremaker. Dalej mamy tu odczynienia z zajwką typu horror, ale tu muzyka troszkę sobie przeskakuje pomiędzy Death i Black metalem i coś mam wrażenie, że przy jednym z tych skoków łamie nogę, bo kalekie to nieco i jakieś nie do końca sprawne. Ale mi i tak bardziej pasuje te pięć kawałków Scaremaker, niż to, co prezentuje poprzednia ekipa. Generalnie dlatego, że jest tu momentami ściskający za gardło klimat a poza tym więcej tu takich smaczków jak lubię. Nawet jest trochę Black/Thrash metalowego rozpiedolu. I niby by było wszystko w miarę ok, nawet i tym się nie czepiał ze to trochę nijakie i kulawe, ale kawałek „Demon Slave” trochę mi gębę wykrzywił w grymasie niesmaku. Jeszcze warstwa instrumentalna spoko, bo gdzieś tam pewnie przez dziurkę od klucza, ale zawsze to jednak rock ‘n’ rolla widziało, jednak wokale to masakra… Kobieta, która również wchodzi w skład tej ekipy coś tam próbuje wykrzesać w temacie czystego głosu jak jej to dość płasko wychodzi, ale najgorszy jest ten skrzek, który zajeżdża mi na kilometr Shagrathem z wiadomo, jakiej kapeli.
Reasumując: zima nie odpuszcza, a split taki sobie.
Ocena: Crypticus 5,5/10, Scaremaker 6/10
Tracklist:





Reasumując – nie sugerować się powyższą recenzją gdyż jej autor nie siedzi prawdopodobnie w klimatach które grają oba zespoły. Split dobry choć faktycznie bez rewelacji ale za te pieniądze wstyd nie mieć tego na półce…