Wydawca: Black Gangrene Productions
Germańskie Trest poznałem przypadkiem przy okazji ich pierwszego pełniaka „Ordalium” z 2019 r. To był kawałek plugawego, surowego mięcha, który jednak dotarł do mojego serduszka. Bez wahania sięgnąłem zatem po ich najświeższe dzieło.
I nie spodziewałem się, że jest taki postęp. Przede wszystkim brzmienie jest doskonałe. Słychać już dokładnie każdy element muzyki, na czym najbardziej zyskuje właśnie bas. No weźcie taki początek „Bordy”, gdzie pięknie go słychać już od samego początku, a co naprawdę nadaje głębi sączącym się w uszy dźwiękom. Kapitalną robotę robią jednak riffy. Nie jest to jednostajne szarpanie chuj wie, jakiej struny, byle było plugawie, ale są przemyślane i sączą w serce jad oraz melancholię, choćby we wspomnianej „Bordzie”, jak to tam pięknie idzie pod koniec, albo ten powracający motyw w „Eachute” lub tęgie razy w „Subildegui”. Nie da się obok tego przejść obojętnie. Z tymi dwoma elementami doskonale komponuje się wokal, który zamiast tradycyjnego skrzeku przechodzi nieco w rzygający growl, co się chwali. Perkusja robi tu za przyjemne tło dla riffów i basu właśnie, ale chwalę, że nadal czuć tam finezję, a nie tylko tupu tupu na garnuszkach na odpierdol.
Wspominałem melancholię i tak moje Misie. „Sorginak” to płyta, z której sączą się smutek i poczucie nadchodzącej śmierci, czyli coś idealnego pod listopadową aurę. Żebyście tylko nie pomyśleli, że Trest prezentuje smętne wyziewy z pizdy. To rasowy black metal, z tym że bez nawałnicy ognia, czy przytłaczającego smrodu siarki, a właśnie z poczuciem końca oraz beznadziei.
Trest nagrał płytę obok, której nie można przejść obojętnie. Choćbyście próbowali się zmusić, by jeno bzyczała gdzieś w tle, to jej zawartość jest na tyle ciekawa, że mimowolnie uwaga skupia się właśnie na albumie, co powinno Was już ostatecznie zachęcić. Sięgnijcie, nie pożałujecie.
Ocena: 7/10
Lista utworów:
1. Arburu
2. Borda
3. Echachute
4. Joangorena
5. Subildegui
6. Xarra




