Wydawca: Via Nocturna
Nazwa bardzo spoko – Źrenice. Natomiast okładka już wywołała u mnie lekkie poczucie niepokoju. Co ta dziewczynka robi sama na polanie o tej porze? I dlaczego obserwują ją wszystkie żyjątka? I dlaczego czuję, że to nie jest muzyka dla mnie…?
Tak, przeczucie mnie nie myliło – te Źrenice patrzą w całkiem inną stronę, niż moje muzyczne gusta. Na „Śnienie” dostajemy miks post metalu, rocka, gotyku – wszystkiemu przewodzi damski wokal, który rzeczywiście w kilku fragmentach przypomina mi trochę Anję Orthodox. A dla mnie nie jest to wyznacznik klasy. Plus teksty po polsku, których po prostu nie kupuję. Pod względem muzycznym niestety również. Najgorsze jest to, że nawet nie wiem co napisać o „Śnieniu”. Ta muzyka w ogóle przelatuje obok mnie, ni cholery do mnie tu nic nie trafia. Zespół próbuje chyba wykreować jakąś taką nieco mroczno – baśniową atmosferę, ale chyba jestem po prostu zbyt stary na to. Na pewno jest to muzyka dość eklektyczna, w jakimś stopniu metal (czy tam post metal) wiedzie tu prym, ale to za mało, by przykuć moją uwagę. A najgorsze, że całość trwa z pół godziny, a dłuży mi się niemiłosiernie i nawet pisząc tę recenzję wypatruję ile jeszcze do końca (połowa, ja pierdolę…).
Nie chcę generalizować, ale to raczej muzyka dla osób dopiero wchodzących w temat, którzy zostaną fanami zespołu, bo akurat pierwszy koncert na którym byli to gig Źrenic w ich okolicy. Dla mnie nuda i nic ciekawego.
https://www.facebook.com/zrenice.band





