Witching Hour: „Heavy Metal to coś więcej niż tylko muzyka, ale oczywiście to muzyka pełni najważniejszą rolę w tym stylu życia i nie należy o tym zapominać.”

Nie ma to tamto, Witching Hour w zeszłym roku wypuściło krążek, który po dziś dzień kręci się regularnie w moim odtwarzaczu i jak na moje ucho był najlepszą płytą z gatunku speed/thrash metalu czy jak tam nazwać muzykę tych Niemców. Oczywistym stało się więć dla mnie, że muszę odpytać chłopaków na tę okoliczność, a także sięgnąć nieco wstecz i kilka kwestii sobie objaśnić. Sascha, który najpierw napieprzał na gitarze, potem przesiadł się na perkusję całkiem nieźle poradził sobie z tym wywiadem, choć chwilami jakby opuszczała go wena (lub wkurzały go moje ponaglenia, hehe). Generalnie jednak mam nadzieję, że ta rozmowa zachęci Was do zapoznania się z ich twórczością.

 

Oracle: Hail! Na początek może powiem tak: słucham sobie właśnie „Past Midnight…” i zastanawiam się, czy w tym roku w tym gatunku ukazała się jakaś lepsza płyta? I wiesz co? Myślę, że nie. Chyba, że Ty masz jakieś propozycje?

Sascha: Hail! Dzięki! Cóż, myślę, że Cruel Force „Under the Sign of the Moon“ była świetną płytą, która również ukazała się w 2011 roku. Albo pierwszy pełnowymiarowy krążek Midnight. Ale założę się, że było o wiele więcej równie świetnych krążków, tylko po prostu o nich zapomniałem, hehe…

O.: Dobra, zacznijmy od kilku wieści z obozu Witching Hour. Dotknęły Was pewne zmiany, odszedł od Was Simon – podejrzewam, że nie spodziewaliście się tego, bowiem musieliście odwołać wasz występ na Festung Bitterfield. Jaki był powód jego odejścia?

S.: Tak, było nam naprawdę przykro, że musieliśmy odwołać ten koncert. Ale Simon oddalił się od nas już jakieś dwa – trzy lata temu, przez ten czas cały czas nosiliśmy się z myślą, by wykopać go z kapeli, gdyż naprawdę frustrowało nas to, że nie stał on w 100% za zespołem przez te lata, tak jak my. No ale nie zrobiliśmy tego, bo wiedzieliśmy, że nie znajdziemy innego perkusisty w naszym regionie. A nie chcieliśmy pałkera z daleka, by móc odbywać próby raz w miesiącu czy coś w tym stylu. Szczęśliwie Simon sam zadecydował, by odejść z kapeli jakoś w sierpniu 2011 roku. Musieliśmy się więc pogodzić z tą sytuacją, ja zająłem się garami i tak, w trzyosobowym składzie odbywaliśmy próby przez jakieś cztery – pięć miesięcy.

O.: No, ale szczęśliwie macie nowego członka. Philip jest jednak gitarzystą, Ty przeszedłeś na pozycję pałkera – jesteś aż takim multiinstrumentalistą, czy po prostu granie w Witching Hour nie wymaga zbyt dużych umiejętności, haha?

S.: Tak, poprosiliśmy naszego dobrego przyjaciela Philipa, by grał u nas na gitarze, dopóki nie znajdziemy jakiegoś dobrego pałkera. Zdałem sobie jednak sprawę, że granie na perkusji sprawia mi przyjemność i chcę robić to dalej. Nie uważam się za multiinstrumentalistę, myślę jednak, że jeśli naprawdę chcesz coś zrobić, to to osiągniesz. Poprosiliśmy więc Philipa, by nadal grał na gitarze, zaś jemu odpowiadała nasza oferta, chociaż dotąd grał tylko na basie. Koniec końców wszyscy w zespole jesteśmy zadowoleni, myślę, że tak naprawdę jesteśmy szczęśliwsi niż przez ostatnie dwa – trzy lata. Może powinniśmy więc podziękować Simonowi za jego odejście, pomimo, ze gość totalnie przepadł bez wieści!

O.: Hehe, myślę, że powinniście dać ogłoszenie w prasie! Nie jesteście bardzo starą kapelą, gracie razem od sześciu lat. Czy Witching Hour jest waszą pierwszą kapelą, czy może były wcześniej inne grupy, niewymienione nawet na Metal Archives, haha? W przeciwieństwie do tego, co żartem sugerowałem w poprzednim pytaniu, wasza muzyka wymaga raczej więcej niż przeciętnych umiejętności, jak długi ćwiczyliście więc, zanim Witching Hour wyrósł w pełni jako zespół?

S.: Nigdy nie mieliśmy żadnych innych zespołów wcześniej. Marco (bas) i ja (gitara) graliśmy w moim garażu mniej więcej odkąd mieliśmy trzynaście lat, przez jakieś trzy lata. Później spotkaliśmy Jana (wokal i gitara) oraz Simona (perkusja) i założyliśmy Witching Hour.

O.: Pochodzenie waszej nazwy jest zaś oczywiste – potężne Venom, czyż nie? Co jednak byłoby w przypadku, gdyby ta nazwa była już zajęta? Który inny tytuł pasowałby do waszej muzyki? Ja na przykład uwielbiam „Heaven’s On Fire”, ze swoją szybkością i energią pasowałby idealnie, hehe!

S.: Myślę, że Witching Hour świetnie pasuje, więc na szczęście nie musimy głowić się nad inną nazwą dla kapeli, hehe!

O.: A ja chciałem, żebyś pogdybał trochę. Wasz pierwszy materiał nosi tytuł „Arrival Of The Dark Throne”, a kawałki z tej demówki pojawiły się potem na Waszej pierwszej płycie, a jako, że nie słyszałem demo zastanawiam się, czy bardzo zostały one przearanżowane?

S.: Same kawałki nie wiele się od siebie różnią, choć na „Arrival Of The Dark Throne” są one wolniejsze i nie tak „brutalne” jak na „Rise Of The Desecrated”. No i „Underworld Allinace” ma krótkie intro, którego nie ma na debiucie.

O.: Wersja kasetowa tej demówki ma inną (o wiele lepszą) okładkę, gdzie należy zatem szukać przyczyn tego stanu rzeczy? Podejrzewam, że taśma jest bardziej podziemna od Cdr, chcieliście więc bardziej zadbać o cały enturaż, czyż nie?

S.: Taśma demo jest zasługą Witchhammer Productions i myślę, że zrobili świetną robotę. CDR natomiast wydaliśmy sami i faktycznie jest do dupy w porównaniu z kasetą od Witchhammer Productions.

O.: Wasz debiut to mocna pozycja, jednak jeszcze nie jest moim zdaniem tak dobra, jak Wasz ostatni opus, hehe. Jednak jak na materiał nagrany w sali prób Witchburner brzmi znakomicie – dlaczego zdecydowaliście się tam nagrywać? I czy to właśnie to było powodem, dla którego dedykowaliście ten album właśnie Witchburner?

S.: Pierwszy krążek nagraliśmy w sali prób naszych przyjaciół. Jak już nagraliśmy cały materiał, opuściliśmy studio i poszliśmy się napić. Na następny dzień ranem przyszliśmy do sali i zobaczyliśmy… że nic tam nie ma. Ktoś ukradł komputer z zarejestrowanym albumem, moją gitarę i mnóstwo innych rzeczy. Ostatecznie zostaliśmy z niczym. Witchburner usłyszeli o tym i zapytali, czy nie chcielibyśmy nagrać wszystkiego jeszcze raz u nich w sali prób (które jest równocześnie studiem). Oczywiście, że chcieliśmy, wszak znaliśmy już wspaniałą muzykę Witchburner. To było naprawdę niesamowite!

O.: Dokładnie! Debiut ukazał się nakładem Evil Spell Records, pododziału Undercover Records. Jak weszliście z nimi w kontakt?

S.: To Undercover skontaktowali się z nami po tym jak ktoś od nich, asystent czy coś, widział nas na żywo i słyszał nasze demo.

O.: Wewnątrz bookletu „Rise Of The Desecrated” znaleźć można interesujące „pozdrowienia”. Mówię oczywiście o sekcji „Fuck Off”, hehe. Możesz powiedzieć coś na temat „koncertu w Belgii, który był anonsowany, ale się nigdy nie odbył”? Często spotykacie takich dupków?

S.: Nie, nie często ich spotykamy. Ale myślę, że powinniśmy zagrać wówczas cztery gigi w Belgii, zaś odbył się tylko jeden.

O.: „Rise Of The Desecrated” ukazało się również na taśmie dzięki Dying Victims Productions wraz z czterema bonusami – coverami Sarcófago, Slayer, Goatlord i Venom oczywiście. Czym pomysłem było dodanie tych kawałków jako bonusów?

S.: Flo z Dying Victims Productions chciał mieć jakieś bonusy na wersję kasetową. My z kolei zawsze kowerujemy jakieś kapele podczas koncertów, mieliśmy więc trzy covery już ograne. Pomyśleliśmy ponadto, że wyzwaniem będzie przerobienie „Chicken Dance” Goatlord, tak więc zrobiliśmy.

O.: Rok po wypuszczeniu debiutu ukazał się winylowy split z Division Speed, zatytułowany „Antichristian Warfare”. Czy jest on jeszcze dostępny? Ja swoją kopię kupiłem w kiwetniu tego roku w Bestial Invasion Distro, i szczęśliwym jak wieprz, hehe! Co możesz powiedzieć nam o tym piekielnym aliansie? Podejrzewam, że kapela z Saksonii to również Wasi przyjaciele?

S.: Tak, Division Speed to nasi towarzysze, uważam, że to świetna kapela, któa gra wspaniałą muzykę. I jedna z najlepszych grup koncertowych jakie w życiu widziałem! Division Speed to totalne zniszczenie!

O.: Fajnie, że zareklamowałeś kolegów, ale nie powiedziałeś ani słowa o splicie. W zeszłym roku wypuściliście swój drugi album, który zmiażdżył moje uszy. No ale to już mówiłem, hehe. Jest to kolejne wydawnictwo, które w wersji analogowej ma dodatkowy utwór, bo na winylu mamy cover. Czy to będzie już tradycja w przypadku Witching Hour? No i czy „Past Midnight…” ukaże się też na kasecie?

S.: Tak, myślę że tradycja dodawania coverów do pełnowymiarowych winyli będzie przez nas kontynuowana. A taśma ukaże się ponownie dzięki Dying Victims Productions końcem 2012 roku czy coś koło tego.

O.: Na tym krążku znajduje się utwór „Hail The Cult”. Czym osobiście dla Ciebie jest „kult”? Wiesz, dziś to słowo jest totalnie wyświechtane, młode kapele z jednym demem na koncie same o sobie mówią, że są kultowe, to samo labele… Nie sądzisz, że słowo „kult” straciło swoją pierwotną moc i ładunek informacyjny?

S.: Słowo „Kult” bazuje w tym utworze na Starym Heavy Metalu, a nie na muzyce Witching Hour. Nigdy nie określiłbym Witching Hour zespołem kultowym. Myślę, że dziś wiele osób uważa, że to jak wyglądają, jakie ciuchy noszą, jest o wiele ważniejsze od ich muzyki, co oczywiście jest do dupy. Heavy Metal to coś więcej niż tylko muzyka, ale oczywiście to muzyka pełni najważniejszą rolę w tym stylu życia i nie należy o tym zapominać.

O.: Racja. W kawałku, który otwiera cały album śpiewacie „Forever cast under evil spells…” – patrząc na nazwę labelu, który wydał ten krążek, brzmi to niemal jak obietnica w ich kierunku, haha! To celowe, czy tylko tak wyszło?

S.: Zobaczymy co czas przyniesie. Jak na chwilę obecną nasze materiały w najbliższym czasie będą się ukazywały via Evil Spell Records!

O.: Czyli coś jest na rzeczy, hehe. O waszej muzyce zwykło się mówić black/thrash, ale jak dla mnie jest to nieco odległe od prawdy – zwłaszcza kiedy słucha się „Past Midnight…” – jasne, mamy tam i thrash, ale dla mnie większością jest heavy/speed metal. Oczywiście nie zawsze łatwo jest rozdzielić te dwa gatunki, ale w przypadku Witching Hour jest to raczej oczywiste, co?

S.: W sumie to nawet nie chcę myśleć o gatunkach, jeśli coś brzmi dla nas dobrze, używamy tego. Jeśli brzmi jak Black Metal, NWOBHM, Thrash Metal or Heavy Metal – nieważne, byle dobrze brzmiało to w naszych uszach.

O.: Zasadniczo, słuchając tego krążka odbieram go jako kontynuację poprzedniego – są tam pewne elementy wspólne, ale pewne rozwiązania są po prostu rozwinięte. Zgodzisz się ze mną?

S.: Tak! Myślę, że pomiędzy naszym pierwszym a drugim albumem sporo się nauczyliśmy i rozwinęliśmy się.

O.: Skromnie i zwięźle, heh. A gdzie zrobiliście te fotki, które widzimy wewnątrz bookletu „Past Midnight…”? Wygląda, że była na tym cmentarzu przednia impreza, krzyże, wóda, hehe… Co możesz powiedzieć o tej sesji?

S.: To był stary i zapomniany cmentarz gdzieś na pustkowiu.

O.: Kurwa, ej, nie skracaj mi tak wypowiedzi! A nie uważasz, że niemiecka scena podziemna składa się z masy zespołów, które w dużej liczbie są niestety zapomniane lub niedoceniane? Stosunkowo niewiele osób ekscytuje się dziś nagraniami Violent Force, Iron Angel, Poison czy im podobnych kapel – czujecie, że jesteście częścią ich spuścizny?

S.: Nie uważam, że te kapele są zapomniane, scena zawsze będzie pamiętać o swoich bohaterach!

O.: No bez jaj, wygląda jakby już Ci się nie za bardzo chciało odpowiadać… Jesteście totalnym czcicielami oldschoolowego metalu, powiedz mi więc, dlaczego nie cierpicie nowoczesnych odmian w stylu mathcore, metalcore i im podobnych? A może ich słuchacie tylko się nie przyznajecie, hehe?

S.: W 99% nowoczesnej muzyki nie czuję ani duszy ani ducha. Przeprodukowane plastikowe brzmienie tych zespołów brzmi jak gówno! W ogóle nie mają feelingu, po prostu chcą grać jak najszybciej, jak najbrutalniej czy jak najbardziej technicznie, a to jest naprawdę do dupy!

O.: I tu się zgadzamy, hehe. A co z koncertami? Wiem, że teraz nie graliście ich wiele, ale mam nadzieję, że się to zmieni i może nawet zagracie w Polsce? Co myślisz o moim pomyśle, hehe? Dostajecie jakieś oznaki wsparcia z mojego kraju?

S.: Tak, w 2013 roku wrócimy do koncertowania, a zagranie w Polsce było by zajebiste!

O.: Czym się zajmujesz gdy nie grasz prób z Witching Hour? Chodzi mi głównie o codzienne życie, no chyba, że masz jakieś zajęcia powiązane z muzyką? Prowadzenie distro, zine’a, labelu, polowanie na pozerów, hehe?

S.: Właśnie skończyłem naukę rzemiosła, nie prowadzę labelu ani niczego takiego, cały swój czas poświęcam Witching Hour. No ale oczywiście chodzę na koncerty, jeżdżę na festy i tak dalej…

O.: Właśnie, sądząc po waszych zdjęciach młode z Was chłopaki, skąd wziął się pomysł, by uczynić metal tak wspaniałą częścią waszego życia? Wszak młodzi mają dziś tyle możliwości, dlaczego wybraliście tę ścieżkę? Kogo winić, hehe?

S.: Marco i ja zaczęliśmy słuchać Heavy Metalu kiedy mieliśmy dwanaście czy trzynaście lat, moją pierwszą metalową płytą było „Ride The Lightning” Metalliki, od tego czasu ofiarowałem moją duszę dla metalu! Teraz wszyscy mamy po dwadzieścia dwa lata z wyjątkiem Jana, który ma dwadzieścia lat.

O.: OK, a czy zależy Wam w ogóle na promocyjnej stronie tego wszystkiego – propagowaniu nazwy Witching Hour wzdłuż i wszerz metalowego podziemia, rozsyłaniu promówek… Czy może kładziecie na to lachę i niech muzyka mówi sama za siebie, a jak będzie dobra to i Wasza nazwa będzie znana?

S.: Tak w zasadzie nie rozsyłaliśmy żadnych promówek ani niczego takiego, chyba, że jakiś zine był zainteresowany. Myślę, że „ kładziecie na to lachę i niech muzyka mówi sama za siebie, a jak będzie dobra to i Wasza nazwa będzie znana” to idealne słowo, by opisać nasze podejście do tematu!

O.: Dobra, kończymy… Mam nadzieję, że Cię nie zanudziłem – a na koniec pochwal się, co będziesz robił w przyszłą sobotę, a także jaki horror widziałeś jako pierwszy, hehe?

S.: Haha, nie mam pojęcia co będę robił w przyszłą sobotę, pewnie skoczę na wódkę z przyjaciółmi! Ach, nie pamiętam jaki horror widziałem jako pierwszy, ale szczerze mówiąc, kino niezbyt mnie interesuje.

O.: A błąd, haha! Z kinem rzecz jasna! Dobra, dzięki za wywiad i czekam na nowe wydawnictwo Witching Hour! Hail The Cult!

S.: Dzięki za wywiad!!! Myślę, że gdzieś w 2013 roku wypuścimy nową dwunastocalową Epkę! Metal Up Your Ass!

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *