Wywiad z Paulem Speckmannem to była prawdziwa przyjemność, jak zawsze, gdy ma się styczność z kimś prawdziwie oddanym Podziemiu. Wyobraźcie sobie, że Speckmann odpowiedział na moje pytania w 3 godziny! Jasne, wolałbym, gdyby odpowiadał 3 dni, a niektóre jego wypowiedzi były dłuższe, ale nie można ponoć mieć wszystkiego, prawda? Zresztą i tak nie jest źle. Powody do rozmów miałem z Paulem dwa – wznowienie albumu Deathstrike oraz najnowsza płyta Master. Dlatego też wywiad ten przypisany jest pod dwa zespoły. A więc, odpalcie sobie co tylko tam macie z kapel Speckmanna pod ręką, otwórzcie piwo i czytajcie co brodacz miał do powiedzenia. A nie zawsze były to miłe słowa.

 

Oracle: Hej Paul! Mam nadzieję, ze wszystko w porządku z Twoim zdrowiem, bo tam u Was w Czechach ludzie od wódki umierają, hehe?

Paul: Tak, właściwie to mówią, że ta wódka może pochodzić od Was z Polski, ale ja w to nie wierzę. O dziwo wszystko ze mną w porządku, ale w sumie to cięższe alkohole mam od swojego teścia, z którym to rok rocznie robimy śliwowicę i wino w domu, więc nie boimy się śmierci. Do barów chadzam rzadko, a jeśli już, to piję tylko najlepsze piwo na świecie. No i mam też zawsze swojego Jacka Danielsa z różnych tras dookoła świata, więc i tu nie ma się czego bać. Robią go w USA i dystrybuują w Europie!

O.: Dobrze więc to słyszeć, hehe! Powiedz mi, skąd wciąż bierzesz siłę i determinację, by działać aktywnie pod szyldem Master już tyle lat? Zaczynałeś we wczesnych latach osiemdziesiątych, a wiele osób, które wówczas startowały już dawno dało sobie spokój z muzyką…

P.: Taa, kilka ciot odpuściło sobie ze swoją sztuką, ale ja nigdy nie porzuciłem planów globalnej dominacji, ale niestety – wiele osób słucha jedynie klonów Master. A przecież nie ma to jak oryginał, mój przyjacielu! Master będzie dzielił i rządził aż do mojego zgonu. Całą energię znajduję wewnątrz siebie, a Pradlovsky i Najezchleba mają również wspaniałe pomysły, dlatego wciąż to działa!

O.: Czy kiedy dołączyłeś do White Cross, Twojego pierwszego zespołu, w ogóle myślałeś o tym, że kiedyś możesz stać się ikoną gatunku, jedną z najważniejszych osób na death metalowej (i metalowej w ogóle) scenie, wydasz ponad trzydzieści albumów i zjeździsz świat wzdłuż i wszerz? Jakie były wówczas Twoje cele?

P.: Oczywiście byliśmy wtedy tylko coverbandem i jedyne co nas interesowało, to cipki. Poza tym, byłem wtedy wówczas tylko wokalistą, całe lata zajęło mi opanowanie basu. Ćwiczyłem przynajmniej po siedem godzin dziennie, by go zgłębić. Nie zdawałem sobie oczywiście sprawy, że mogę kiedyś być tu gdzie teraz jestem, ale z drugiej strony zawsze byłem bardzo skupioną osobowością i po kilku koncertach stwierdziłem, że to jest właśnie droga, którą chcę pójść. Dla wielu ludzi muzyka jest tylko hobby, dla mnie jest ona sposobem na życie, mój przyjacielu.

O.: Wiem, że na początku grałeś w kapeli Warcry, której muzyka była ulokowana bliżej inspiracji Black Sabbath. No a na debiutanckim krążku Master znajdujemy ich cover „Children Of The Grave”, czy miało to więc na celu pokazanie gdzie leżą korzenie Twoje i twojej muzyki?

P.: W zasadzie to nie mieliśmy po prostu wystarczającej ilości piosenek na album, więc nasz pierwszy perkusista Bill Schmidt zasugerował, żebyśmy przerobili utwór Black Sabbath. Zdałem sobie sprawę, że w późniejszym okresie takie zabiegi stały się modne, niemniej jednak byliśmy pierwszym zespołem, poza Sacred Reich, który skoverował utwór swoich muzycznych bohaterów. Ostatnio dodałem ten numer do naszego setu koncertowego i powiem Ci, że to olbrzymia radość grać go na żywo.

O.: Ostatni koncert Warcry zagrał jako support dla Twisted Sister, no a przecież w tamtym okresie byli oni naprawdę dużym bandem. Więc jak, mieliście już wtedy swoich własnych fanów, byliście czymś na miarę lokalnych bohaterów? Wiem, że Snider bardzo mocno Cię wówczas zainspirował…

P.: Oczywiście byliśmy lokalnymi bohaterami, ale niczym więcej. Daliśmy wtedy z siebie wszystko, podczas tego koncertu naprawdę pokazaliśmy na co nas stać – i masz rację, Dee był wtedy zajebiście fajnym skurwysynem! I powodem, dla którego postanowiłem robić to co robię. Powiedział mi parę rzeczy, które naprawdę miały sens, a w zasadzie, kiedy zagraliśmy u boku Twosted Sister oni wciąż byli dość podziemną kapelą, podróżowali vanem przez całą trasę. Dopiero rok później wybili się z „We’re Not Gonna Take It”.

O.: Skupmy się teraz na chwilę na Deathstrike, dobrze? Wiem, że muzyka dla tego zespołu była tworzona podczas bardzo ciężkiego i pewnie bardzo specjalnego okresu w Twoim życiu. Czy to dlatego ten materiał brzmi w tak bardzo wściekły i sfrustrowany sposób?

P.: Możliwe, wówczas zmarł mój ojciec, a ja musiałem nagle wydorośleć, wziąć za siebie odpowiedzialność – tak też zrobiłem. Wziąłem ten gniew z głębi siebie i ulokowałem go wewnątrz muzyki. To było pierwsze agresywne demo, które w ogóle kiedykolwiek nagrałem, było to dla nas więc coś całkiem nowego, niezależnie od tego jak agresywnie i fajnie zarazem to wyszło. To demo tak naprawdę było eksperymentem. Po przesłuchiwaniu gitarzystów dla Master, które trwało niemal rok, zespół rozpadł się, zanim tak naprawdę się zaczął. Schmidt odszedł nagrywać album z chicagowskim Mayhem, a ja sformowałem Deathstrike z gitarzystą Chrissem Mittleburnem. Przesłuchiwaliśmy go dla Master rok wcześniej, ale on po prostu nie rozumiał wtedy, o co nam chodzi. No ale już kiedy zakładałem Deathstrike jesienią 1984 roku już dokładnie wiedział o co w tym biega, co zresztą możesz usłyszeć na pierwszym i jedynym demo „Fuckin’ Death”, które wyszło wiosną 1985 roku!

O.: Właśnie, na początku Schmidt był planowany jako wokalista, ale ostatecznie to Ty przejąłeś działkę wokali w Deathstrike – dlaczego się na to zdecydowałeś, byłeś lepszym wokalistą niż on? Dla wielu, w tym i dla mnie, barwa Twojego głosu brzmi jak brutalniejsza wersja Lemmy’ego z mocnymi punkowymi wpływami… Czy to właśnie chciałeś osiągnąć podczas tej sesji?

P.: Kiedy Master rozpadł się przed nagraniem czegokolwiek, utworzyłem Deathstrike i oczywistym wyborem na wokalistę byłem ja sam. Oczywiście już wcześniej zdaliśmy sobie sprawę, że byłem lepszym gardłowym dla Master, tak też się stało jesienią 1985 roku, kiedy zreformowaliśmy się. To były dla mnie trudne czasy, więc te zespoły i ich muzyka były dla mnie sposobem na wyładowanie całej mojej złości i frustracji.

O.: Ponoć wspomniana demówka Deathstrike ukazała się zaledwie w sześciu kopiach, czy to prawda? Nie uważasz, że to jakaś jebana magia, ze materiał który ukazał się w tak niskim „nakładzie” (jeśli w ogóle można tak powiedzieć) zrobił tak olbrzymie zamieszanie w Podziemiu? Podobno nawet Death grało wówczas Wasz cover?

P.: Tak, w zasadzie sam słyszałem kilka występów Death, kiedy grali oni nasz utwór „Truth”, podobnie zresztą jak Nausea grała covery Master, jak zresztą inne znane kapele, więc to musi być prawda, co mówisz. Osobiście nie pamiętam, jak wiele kopii zrobiliśmy, ale na pewno nie była to zawrotna ilość!

O.: „Fuckin’ Death” wywołała olbrzymie zamieszanie w Podziemiu, ale oficjalnych magazynów na kolana nie rzuciliście… Ale już takie sytuacje się zdarzały, zespoły takie jak Venom czy Bulldozer, a także cała masa death metalowych zespołów w swoich początkach (w tym właśnie i Deathstrike) była niezrozumiana przez mainstreamowe (nawet jeśli traktowały o metalu) magazyny. Czy po tylu latach jesteś dumny, że racja była po Twojej stronie?

P.: Tak, magazyny były ślepe, interesowała je tylko popularna muzyka (czyli dokładnie tak jak jest teraz), ale ostatecznie zespoły jak Deathstrike czy Master miały olbrzymi wpływ powstanie całkowicie nowego gatunku muzycznego. Innymi słowy, wszystko dobre, co się dobrze kończy.

O.: W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że Deathstrike mógł być znacznie większa kapelą, zrobić o wiele więcej, jednak nie stało się tak z powodu perkusisty. Możesz powiedzieć coś więcej o sytuacji w zespole w tamtym okresie?

P.: John Leprich był głupcem w Deathstrike tak jak Bill Schmidt w Master, obaj byli i nadal są ćpunami i alkoholikami.

O.: Ok, aby podsumować, zgodzisz się więc ze mną, że Deathstrike należy winić za podwaliny dla grind core’a, zwłaszcza takie zespoły jak Terrorizer czy Repulsion zdawały się być pod Waszym olbrzymim wpływem?

P.: Tak.

O.: Szkoda, że nie rozwinąłeś tematu, cóż… Dobra, we wrześniu tego roku grałeś po raz pierwszy z Deathstrike na żywo! Jak było? Widziałem skład całej imprezy i muszę powiedzieć, że to musiał być naprawdę zabójczy festiwal! Czy to faktycznie był Wasz jeden jedyny koncert? W Polsce mamy zespoły, które już któryś rok z rzędu jadą w pożegnalną trasę, hehe!

P.: Deathstrike nigdy wcześniej nie grał na żywo. I tak – to jak ludzie nas przyjęli, było wręcz zabójcze! Zagraliśmy zresztą też w całości jedynkę Master. To był naprawdę wspaniały festiwal, o prawdziwie podziemnym charakterze, z prawdziwymi podziemnymi maniakami. Jeśli dostaniemy dobrą ofertę finansową, być może zagramy jeszcze w przyszłości jako Deathstrike, zobaczymy. Naprawdę podobało mi się odegranie niektórych kawałków na żywo po raz pierwszy w życiu! To było naprawdę świetne doświadczenie, które będę bardzo miło wspominał, niezależnie od tego, czy zagramy jeszcze kiedyś na żywo, czy nie.

O.: A dlaczego zdecydowaliście się zagrać w ogóle na żywo? Czy jakieś inne względy poza finansowymi w ogóle miały tu wpływ?

P.: Szansa na odegranie naszych pierwszych albumów i oczywiście pieniądze! Spędziliśmy kilka miesięcy na przygotowaniach do tego koncertu, musiałem więc zapłacić chłopakom za ich wkład i efekt jaki osiągnęliśmy.

O.: Przejdźmy teraz do rzeczy bardziej teraźniejszych. Zgodzisz się ze mną, że Master to taki death metalowy Motorhead? Wiesz, wystarczy posłuchać kilku sekund Waszej muzyki i już można powiedzieć „jasne, to jest Master”. Nawet jeśli poszczególne kawałki różnią się w jakiś sposób pomiędzy sobą, we wszystkich można wyczuć ducha Master, dokładnie tak jak u Lemmy’ego…

P.: O, to już prawdziwy komplement, Lemmy rządzi, tak samo zresztą jak Master! Master był inspirowany zespołami w stylu GBH, MDC, The Exploited i wieloma starymi rockowymi zespołami. Black Sabbath, Motorhead czy także Venom… To były nasze główne inspiracje. Nie wstydzę się tego w ogóle. Wciąż słucham tych zespołów, one były wspaniałą częścią mojej młodości, przyjacielu.

O.: Kilka lat temu ukazało się kilka reedycji Twoich płyt, wśród nich „Master” z oryginalnym miksem. Czyli to prawda, że Scott Burns zapomniał wstawić kilka solówek podczas prac nad tą płytą w 1989 roku, za to z drugiej strony – striggerował bębny? Jak zareagowaliście gdy dostaliście krążek całkiem rozbieżny od tego, czego oczekiwaliście? Pewnie z reedycji jesteście już bardziej usatysfakcjonowani?

P.: To prawda, byłem wtedy totalnie wkurwiony, no ale Scott powiedział, że już nie da się z tym nic zrobić. Burnsa interesowało jedynie 100 dolarów za każdą godzinę jego pracy, nic ponadto. Co do trigerrów, dalej nie cierpię tego brzmienia i zespołów, które ich używają, a na żywo nie umieją nawet porządnie odegrać swoich utworów. Dziś zespoły samplują perkusję i nie potrafią odtworzyć dobrego brzmienia na żywo, poza tym większość nowych kapel brzmi jednakowo. Totalne gówno. W naszych początkach sami musieliśmy naprawdę grać na swoich instrumentach, nie było żadnych komputerów, które naprawiałyby nasze pomyłki.

O.: Okej, a jak czujesz się po wydaniu „The New Elite”? Jesteś usatysfakcjonowany tym, jak ludzie reagują na ten krążek?

P.: Ludzie uwielbiają ten krążek, ale większość z nich niestety ściągnęła go nielegalnie z sieci. Obecnie podziemie nie ma takiego wsparcia jak dawniej. Świat pełen jest złodziejskich drani. „The New Elite” to absolutnie wspaniały rozdział w historii Master, jestem całkowicie usatysfakcjonowany tym krążkiem, bez dwóch zdań!

O.: Skoro rozmawialiśmy o nagrywaniu w samych początkach, powiedz teraz, jak wyglądała sesja do nowego albumu? Wiem, że większość Twoich krążków nagranych zostało w kilka zaledwie dni – czy to Wasz sposób, by uchwycić cały gniew i całe wkurwienie? Możesz sobie wyobrazić, że tworzysz kolejny krążek Master przez długie miesiące, pracując nad każdym dźwiękiem przez długie godziny?

P.: Nie mam ani pieniędzy, ani czasu do stracenia. „The New Elite” zostało jak zwykle nagrane w kilka dni, zmiksowane i zmasterowane w równie szybkim tempie. Najlepszym sposobem na pisanie kawałków, jest robienie to w miarę szybko, po co marnować czas? Poza tym – i tak wolę grać koncerty.

O.: Podoba mi się okładka winylowej wersji nowej płyty, jest bardzo w stylu starszych okładek Master, niestety wersja kompaktowa dla mnie nie wygląda już tak dobrze, jest zbyt nowoczesna. Czy to dlatego wydawnictwo z Doomentia Records ma zmieniony front cover?

P.: Nie, główny powód jest taki, iż dobrze jest mieć inną wersję, dla innego klienta. I to był pomysł Doomentia Records. Ja tak naprawdę lubię obie okładki.

O.: Dobra, to kontynuujmy temat nowego krążka – kto wchodzi w skład Nowej Elity według Ciebie? Niestety, posiadam jedynie wersję promo krążka, nie mam wglądu do tekstów…

P.: Nowa Elita to kontrolujący wszelką siłę. Rządy poszczególnych państw mają zbyt dużą władzę nad wszystkim i nad wszystkimi. Nadeszła pora dla młodzieży, by zorganizowała się i natychmiast przejęła kontrolę nad swoim przeznaczeniem. Jeśli jakiś ruch szybko nie nastąpi, wkrótce nie będzie już żadnej wolności wypowiedzi, a wszyscy staną się częścią olbrzymiej ludzkiej maszynerii. To tego obawiam się najbardziej, przyszłość jest niewesoła. Władza dla ludzi już raz była, teraz jest władza nad ludźmi. Sam album opowiada o zwalczaniu kontroli i tworzeniu nowego, bardziej wolnego świata.

O.: Nie tylko o współczesnym świecie nie masz najlepszego zdania, ale i o wspólczesnym rynku muzycznym – jesteś wobec niego bardzo krytyczny, również wobec rynku metalowego. Myślę, że to może być jeden z powodów, dla których Master nigdy nie był głęboko zakorzeniony w świadomości fanów, tak jak inne death metalowe kapele, które zaczynały w podobnym czasie…

P.: Master przez te wszystkie lata był już tyle razy wyjebany, że żadnemu labelowi nie można ufać. Chyba, że masz prawnika, ale i tak wielu z nich jest skorumpowanych. Żyjemy w szalonym społeczeństwie z porąbanym, niesprawiedliwym systemem – i to wszystko.

O.: Podoba mi się też Twoja szczera postawa względem słuchaczy, kiedy mówisz „Master wciąż jest zbyt undergroundowy i dla nas jest to cały czas walka by przetrwać, potrzebujemy więc każdego grosza. Więc proszę Was skurwiele – idźcie i kupcie nasze płyty”. Moim zdaniem mocno stąpacie po ziemi, nie jak jakieś fiuty, które mówią „dla nas liczy się tylko muzyka”, a potem sprzedają swoje płyty o wiele drożej, niż są one faktycznie warte, hehe… Wiesz o czym mówię?

P.: Tak, zespół przez wiele lat walczył, żeby przetrwać, ale jakoś nam się udało – i powiem Ci więcej, przyjacielu – na razie wszystko dobrze działa. Dzięki za Twe miłe słowa. Ja pieniędzy potrzebuję tylko, żeby przeżyć, tak jak większość ludzi. I robię co w mojej mocy by osiągnąć to przez moją ciężką pracę i facebooka.

O.: Bo jakby ktoś nie wiedział, można tam nabyć wiele rzeczy Master i innych projektów Paula. Przejdźmy na moment do polityki. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że ludzie powinni usunąć Busha, Putina czy Browna, a tyczyło się to zwłaszcza młodej generacji. Co w ogóle myślisz o młodych ludziach, patrząc ze swojej perspektywy, gdy byłeś ich rówieśnikiem? I mam tu na myśli tak metalowców jak i ogół społeczeństwa? Nie wiem jak u Ciebie, ale w Polsce młodzież wydaje się być bardziej konserwatywna, niż na przykład przed dwudziestoma laty… I co musiałby zrobić jakiś polityk, by zaskarbić sobie Twoje poparcie?

P.: Kurwa, dzisiejsza młodzież potrafi tylko oglądać teledyski i ślęczeć cały dzień przed komputerem. Nie mają pojęcia, co będą robić w przyszłości. Ja musiałem to wiedzieć już gdy skończyłem osiemnaście lat. Już wtedy miałem plan na swoją przyszłość. Gdy ja dorastałem, ludzie bardziej troszczyli się o swoją wolność, bardziej się nią interesowali. Gdy coś im się nie podobało, maszerowali przeciwko rządowi. Dziś większość – nie wszyscy, ale większość – patrzą w całkiem innym kierunku. USA jest do dupy, nie ma tu nic do dodania. Ten kraj nie jest niczym więcej jak rozwydrzonym osiłkiem, który próbuje przejąć władzę nad całym światem. I obydwaj kandydaci na prezydenta to nieudacznicy.

O.: To tyle polityki. W zeszłym roku planowana była ponoć trasa Master, Grave i Massacre. Ostatecznie jednak to nie wypaliło. Dlaczego? Myślę, że taka trasa mogłaby zapaść fanom dość głęboko w pamięć…

P.: Agencja od Marcusa Schreibera nigdy nie zapewniła żadnych biletów lotniczych dla Massacre, a Grave nigdy nie zgodzili się na wzięcie udziału w tej trasie, a sama agencja już nie istnieje, więc wszystko dobre co się dobrze kończy. Oczywiście wszyscy chcieliśmy odbyć tą trasę, ale cóż – życie idzie dalej. A Massacre i Master będą grały w listopadzie tego roku w Brazylii na czterech festiwalach, już nie możemy się doczekać.

O.: Jeszcze w gestii porównań – myślisz, że dzisiejsi metalowcy nie są już tak twardzi, jak dawniej? Czytałem o Pathology, którzy to odwołali trasę u Waszego boku, bo nie podobały im się warunki, w jakich miała się ona odbywać, a także to, że mieli mieć jakieś dni wolne, prawda to? Myślisz, że generacji młodszych metalowców brak jest postawy DIY?

P.: Nie pamiętam, to było dość dawno temu, a oni myśleli, że skoszą kupę kasy i będą spać w hotelach, podczas gdy prawda jest taka, że pozostali członkowie Master śpią zazwyczaj u kogoś w domach, a ja w vanie z naszym sprzętem. Taaa, my w Master jesteśmy prawdziwymi undergroundowymi wojownikami, mój przyjacielu.

O.: W to akurat nigdy nie wątpiłem. Paul, grasz lub grałeś w wielu zespołach i projektach, ale przeważająca większość z nich to były lub są zespoły death metalowe, z małymi wyjątkami. Czyli co, nie widzisz siebie grającego w innym gatunku? Nie czujesz takiej muzyki jak black metal czy jakiś speed/thrash?

P.: Nie, obecnie istnieje dla mnie tylko Master!

O.: Wiem też, że piszesz cały czas książkę, możesz zdradzić na jakim etapie jesteś obecnie? Kiedy możemy spodziewać się premiery?

P.: Muszę jeszcze znaleźć wydawcę, mam nadzieję, że w końcu mi się to uda! A że ludzie nie chcą słyszeć prawdy o swoich bohaterach, to znalezienie kogoś chętnego by to wydać jest naprawdę trudne, bracie. Mam jednak nadzieję, że „Speckmann: Surviving The Underground” w końcu będzie dostępne.

O.: Trzymam kciuki i zaklepuję jedną kopię! Okej Paul, ten wywiad mógłby składać się z setki kolejnych pytań, których nawet nie dotknęliśmy, a na pewno są równie interesujące, hehe. A na koniec takie pytanie – czy przychodzi Ci na myśl jakaś młoda kapela, którą poznałeś ostatnio i uważasz za godną polecenia?

P.: Nie, zresztą mnie samego nikt również nigdy nie polecał. Musisz pracować na samego siebie, sam się doskonalić, wówczas rekomendacje zjawią się same.

O.: W sumie racja. Ok, dzięki za wywiad, to była przyjemność układać pytania dla Ciebie!

P.: Dziękuję, mój przyjacielu.

WYWIAD DOCELOWO PRZEPROWADZONY JEST DLA „OLDSCHOOL METAL MANIAC” ‚ZINE. WERSJA ANGIELSKA UKAŻE SIĘ W #6, WRAZ Z INNYMI ZAJEBISTYMI ROZMOWAMI, WIĘC ZRÓBCIE SOBIE PRZYJEMNOŚĆ, BĄDŹCIE CIERPLIWI A JAK BĘDZIE JUŻ DOSTĘPNA – ZAKUPCIE.