Nad zeszłorocznym album Zørzy nacmokałem się już w recenzji. Dlatego dziwnym nie jest, że niedługo później postanowiłem odpytać tych zuchów, co też im w serduszkach siedzi. Z obowiązku odpowiedzi wzorowo wywiązał się Kacper. KU LEKTURZE!

B: Hailz! Zastanawialiście się, co jest po „drugiej stronie” tj. po śmierci?

K: Niejednokrotnie.

B: Spytałem, bo generalnie w wierzeniach zjawisko zorzy często jest związane właśnie z duchami zmarłych, czy to tworzącymi same zjawisko, czy raczej mogącymi dzięki niej przechodzić do świata ludzi. Czy to Was natchnęło do wybrania takiej nazwy?

K: I w końcu ktoś pije we w miarę dobrym kierunku. Nie wiem czy miałeś okazję zaobserwować kiedyś zorzę polarną na własne oczy mi się to udało kilka lat temu na Islandii i nie ma w przyrodzie drugiego równie majestatycznego zjawiska. Może gołoledź? Wolne żarty. Tak naprawdę zorza w mitologii skandynawskiej była dla ludzi naocznym dowodem na istnienie bogów i łącznikiem z nimi po śmierci, a przynajmniej tak to wtedy interpretowali. To, że odwołuję się tu do jakichś boskich i mitologicznych konotacji może zabrzmieć trochę osobliwie patrząc na to, że ktoś kiedyś określił naszą muzykę mianem agnostycznego black metalu, ale właśnie tym się różni agnostycyzm od ateizmu, że w agnostycyzmie nie wiesz, czy jest coś po tej „drugiej stornie”. Te dwie kwestie były dominujące przy wybieraniu nazwy projektu – majestat i osadzenie tego w naszej europejskiej kulturze. Fakt, że wydarzył się to w okresie mojego życia, w którym śmierć upomniała się o bliską mi osobę jest też nie bez znaczenia w kontekście tego, co mówiliśmy przed chwilą o symbolice tego zjawiska w skandynawskiej mitologii. Wbrew pozorom nie chodzi o modę, co nam niekiedy, szczególnie na początku zarzucano.

B: No i idąc za ciosem, jaka historia stoi za założeniem hordu?

K: Dosyć prosta. Znamy się od wielu lat i chcieliśmy zacząć robić coś wspólnie. Dotychczasowe projekty, w których czasami nawet braliśmy udział oboje nas totalnie nie satysfakcjonowały, więc stwierdziliśmy, że zrobimy to po swojemu

B: Mówiąc obecnie o muzyce nie sposób uniknąć porównań, w tym przypadku zerkam w stronę nowszych dokonań Arkony. Ale tej jedynej słusznej, bo polskiej. Mam na myśli warstwę muzyczną, co szczególnie mocno wybrzmiewa w najlepszym notabene, kawałku na płycie „Crown of Silver Thorns”, gdy wjeżdża początek po polsku. Inspiracja zamierzona, czy raczej wesoła zbieżność?

K: Arkonę z racji ich kultowego statusu oczywiście znałem jeszcze zanim zaczęliśmy grać. Myślę, że to wesoła zbieżność, ale pewnie są jakieś elementy wspólne, szczególnie z ich nowszymi dokonaniami.

B: Skojarzenie z Arkoną nie wzięło się jeno z muzyki, bo we wspomnianym wcześniej kawałku wstęp jest właśnie w języku Piasta. No właśnie, skąd decyzja by całości albumu nagrać po angielsku, a tylko wstęp do „Crown…” po polsku? Dodam tutaj, że również na „IEI” część kawałka „St. Bigot” była po naszemu.

K: Jesteś chyba pierwszą osobą, z którą rozmawiam i która połączyła kropki jak należy. Z racji, że odpowiadam w Zørzy również za teksty, to mam taka zasadę, że gdy odnoszę się do religii, to chcę żeby to wybrzmiało i nie pozostawiało żadnych niedomówień. Dlatego zawsze, chociaż część tekstu jest w języku polskim. Nie wiem jak ktoś sobie to połączy z tym, co mówiłem wcześniej à propos agnostycyzmu, ale mogę zapewnić, że wbrew pozorom, to wszystko łączy się w jedną dużą spójną całość.

B: Przy okazji, co sądzicie o nowej Arkonie? Album długo wyczekiwany, choć niektórzy nadal by woleli, by było to „Imperium Kontratakuje”.

K: Słuchałem i jestem pod wrażeniem. Po 32 latach na scenie nadal potrafią nagrać coś nowego i świeżego, a jednocześnie wciąż black metalowego. Gdzie takie klasyki jak Darkthrone albo Ulver już dawno przerzuciły się na inne gatunki. 32 lata na scenie – kurwa mać ja nawet tyle na tym świecie nie żyję (śmiech) [kurwa, teraz poczułem się staro – dop. Bart].

B: No i godny cover Windir się również na pełniaczku załapał. Wykonanie jest świetne, Valfar byłby dumny. Za wyborem akurat tego kawałka kryje się coś więcej, czy raczej chcieliście oddać hołd swoim inspiracjom?

K: Chcieliśmy dać coś „innego” na zakończenie płyty, ale nadal zagranego po naszemu. Hellven ma swój specyficzny klimat, do którego Journey to the End może nie przystawać na pierwszy rzut ucha, ale właśnie o to chodzi. Plus przerobiliśmy ten utwór nieco kompozycyjnie, bo jego końcówka wykonaniu Windir ma swój odpustowy klawiszowy moment, a on totalnie nie współgrał z naszym klimatem.

B: W związku z przywołaniem Arkony popastwmy się jeszcze trochę. Ów hordes nie stoi w miejscu nagrywając wciąż to samo, tylko idzie do przodu rozwijając się. Czy macie w dalszym zamyśle już jakieś pomysły na rozwój swojej muzyki, tj. czy chcecie pozostać ze zbudowanym już „szkieletem” i na nim opierać swoją bazę, czy w dalszej perspektywie muzykę czekają drastyczne zmiany, jak choćby zeszłoroczny Tomb Mold, czy tegoroczne Blood Incantation?

K: Dlatego postanowiliśmy go nieco przerobić i myślę, że wyszło to całkiem nieźle.

Można sobie zakładać, że będzie się grać nadal to samo albo usilnie wszystko komplikować dla samego faktu komplikowania i zmieniania. W naszym przypadku totalnie nie wiemy gdzie nas to wszystko zaprowadzi. Myślę, że wyrobiliśmy sobie już pewien styl grania i na pewno będziemy go eksplorować dalej, a czy ktoś to nazwie black metalem, post-black metalem albo blackened death metalem to jego sprawa. Jedno, co się na pewno nie zmieni, to przywiązanie do klimatu i atmosfery. To są najważniejsze rzeczy w naszej muzyce.

B: Muzycznie, jak wspomniałem wcześniej jest pysznie. Ale nie będę ukrywał, że zanim włączyłem album, to oczom mym ukazała się informacja, że gracie post black metal i skrzywiłem się z deka, gdyż nie wróżyło, to nic ciekawego. Tymczasem, zarówno na „IEI”, a tym bardziej na „Hellven” zawarty jest rasowy black metal. Skąd ta łatka „post”?

K: To jest właśnie to. Co osoba to inny zakres pojmowania tej muzyki. Gdy ktoś jest szalikowcem takiego Tsjuder i odpali sobie nas, to może stwierdzić, że to nawet nie jest black metal. A ja mu powiem – „znaj proporcjum, mocium panie” i posłuchaj sobie Forteresse albo Harakiri for the Sky, to zobaczysz gdzie są te punkty wspólne i że sam black metal jest równie szerokim pojęciem jak sam metal w ogóle. W mojej ocenie zespoły grające albo opisywane, jako post-black metal dzielą się na dwa nierówne obozy. Ci, którzy eksplorują tę tematykę i stylistykę totalnie odżegnując się od korzeni gatunku, co stanowi jakieś 95%, a za koronny przykład niech posłużą Deafheaven i Møl, które żeby było śmieszniej ja osobiście lubię. I na tych, którzy robią powyższe, ale wiedzą gdzie są korzenie tej muzyki i w jakiś sposób do nich nawiązują. Myślę, że my zaliczamy się do tej drugiej kategorii. Co do łatki jeszcze, to wydaje mi się, że ten post-black tyczy się też w pewnym stopniu naszego wizerunku. Stawiamy na minimalizm i szczerość. Gdybyśmy malowali gęby na biało, to nie bylibyśmy szczerzy z ludźmi i sami ze sobą.

B: Do tego w Waszej muzyce jest sporo melodyki, ale udało Wam się uchwycić ten kruchy balans pomiędzy bitewnym patosem, a nadęta pompatycznością, a w konsekwencji ciarami żenady. To przyszło samo z siebie, czy raczej to celowy zabieg kompozycyjny?

K: Nigdy nie wiadomo, kiedy przysłowiowa pałka się przegnie. Staraliśmy się wywarzyć wszystko jak należy tak żeby słuchanie tego materiału nam samym sprawiało przyjemność. No i chyba się udało.

B: Generalnie na zdjęciach promocyjnych pokazywano Was jako duet, tymczasem już na „Hellven” obfituje w skład trójosobowy dzięki rekrutacji Refura, który wylądował na wokalu. To już stała zmiana?

K: Skład personalny w naszym przypadku, to dosyć zagmatwana rzecz, ale mogę spróbować to wyjaśnić. Ja i Eryk jesteśmy głównymi muzykami, założycielami, kompozytorami, czy jak tego nie nazwiesz. Refur dołączył do nas i zaskrzeczał pod już gotowe utwory i napisane teksty. Reszta chłopaków udziela się sesyjnie, bo cały materiał jesteśmy w stanie skomponować we dwójkę.

B: A propos składu, to zamierzacie się zaopatrzyć też na stałe w perkusistę?

K: Nie.

B: Pełniak ukazał się pod skrzydłami anioła dobroci, Grega. Jak doszło do tej kooperacji?

K: Anioł dobroci, potężny wydawca taka persona niejedno ma imię. Powiem tak, współpraca z Gregiem to dla mnie czysta przyjemność. Naprawdę życzę wszystkim zespołom takiego zaangażowanego i oddanego sprawie wydawcy, bo to przynosi obopólne korzyści. Do Godz ov War odezwałem się jakoś po skomponowaniu naszej pierwszej EP-ki IEI. Wtedy z tego co pamiętam z racji napiętego kalendarza wydawniczego chyba nie dało się tego wydać za pomocą wytwórni, dlatego krótko grają wydaliśmy samodzielnie, ale już kilka tygodni po premierze oficjalna dystrybucja płyty leciała przez GOW.

B: Za wami Wasza pierwsza, oficjalna trasa po Polsce. Jakie wrażenia?

K: Było świetnie. Szczególnie zaskoczyła nas frekwencja na koncertach. W czasach, gdy lwia część działalności metalowych zespołów, chociaż to się tyczy chyba każdego gatunku odbywa się za pomocą Internetu dobrze jest zobaczyć, że ma to przełożenie na realne życie. Każda zbita piątka i dobre słowo od kogoś, kto specjalnie przyszedł posłuchać twojej muzyki ma ogromne znaczenie.

B: Kiedy możemy oczekiwać czegoś nowego do Zorzy?

K: Nie chcę niczego obiecywać, ale skłamałbym gdybym powiedział, że nic się nie dzieje. Mamy już kilka nowych pomysłów i planów na to jak zrealizować następne wydawnictwo. Aczkolwiek nie ma, na co liczyć, że ujrzą one światło dzienne w 2025.

B: Ostatnie słowo należy do Was!

K: Dzięki wielkie za rozmowę!

Bart
774 tekstów

Piękny, dostojny inteligent. Miłośnik jadła, tynktur i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.Wywiady

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.

BartBart7 września 2026
Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”Wywiady

Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”

WojtuśWojtuś31 sierpnia 2026
Teufelsberg: „…uszanowanie Diabła jest kluczowe w tej muzyce.”Wywiady

Teufelsberg: „…uszanowanie Diabła jest kluczowe w tej muzyce.”

OracleOracle22 czerwca 2026

Skomentuj