Osobiście darzę olbrzymią estymą wydawnictwa Teufelsberg, bo w mojej opinii ten zespół pokazuje, jak powinien brzmieć black metal mocno trzymający się korzeni, ale nie ślepo odtwórczy. Każdy ich materiał sprawia, że człowiek przypomina sobie, dlaczego jest maniakiem czarnej sztuki w tym konkretnym stylu. Odnośnie wywiadu z zespołem – plany były już przy okazji „Pakt mit der Teufel”, ale jakoś zabrakło mi chyba samozaparcia. Z uwagi, że doskonałe „Ignivore” od jakiegoś czasu jest już faktem, stwierdziłem iż tym razem jednak nie odpuszczę. Efekt – macie poniżej.

Oracle: Hailz! „Ignivore” stało się faktem, jednak co odróżnia to wydawnictwo od poprzednich – złamaliście nim regułę, że co rok ukazuje się nowe wydawnictwo sygnowane logiem Teufelsberg. Co więc wpłynęło na dłuższy niż zwykle czas oczekiwania na tę EPkę?

– Witaj! Nabraliśmy trochę oddechu, ale też potem sam proces tworzenia poszedł już bardzo sprawnie. Sprawdza się teza, że muzyka tworzy się w głowie, nie na instrumencie. Kolejny raz skorzystaliśmy z naszej sieci połączeń w podziemiach i zaprosiliśmy do współpracy kolejne widmo, które wprowadza dodatkowy wymiar do muzyki Teufelsberg. Mogę już dziś śmiało powiedzieć, że na kolejne wydawnictwa również trzeba będzie czekać nie wiadomo ile. Poza tym mamy zasadę, że nie tworzymy tylko po to, żeby cokolwiek wyszło, Teufelsberg przede wszystkim ma spełniać nas, nasze pasje a czasami niektóre riffy, numery muszą dojrzeć żeby je zaakceptować lub wyrzucić i stworzyć nowe.

O.: Teufelsberg, w mojej opinii, mimo nie najdłuższego stażu i nie najbogatszej dyskografii, cieszy się na black metalowej scenie dużą estymą. Przede wszystkim z racji muzyki, natomiast wydaje mi się też, że wpływ na to ma Wasze podejście do tematu. Próżno szukać Was w social mediach,  wywiady z Wami nie wyskakują z każdego periodyku czy fejsbukowego „zine’a” – rozumiem jednak, że ta swego rodzaju elitarność nie ma być jedynie chwytem marketingowym, a po prostu tak rozumiecie ideę black metalu?

– Nie wiem skąd masz takie informację, że cieszymy się dużą estymą. Skłonny jestem bardziej stwierdzić, że docieramy do niewielkiego grona osób, które rozumieją Black Metal w podobny sposób jak my, niemniej nie sadzę, żeby to było duże grono. Co do pozostałej części pytania, dokładnie tak, brzydzimy się nachalną promocją i wkładaniem swojej gęby co chwile na facebooka, instagramy, tiktoki itd. Wszystko musi być wykonane na poziomie. Elitarność? Bez sensu, to nie jest nasza droga, nie pchamy się na afisze, nie mamy potrzeby adorować sceny, żeby pozyskać słuchaczy. Mamy wystarczająco wiele stażu na tym padole łez by wiedzieć, że każde gówno da się wypromować. Nie jesteśmy tego pokroju zespołem. Ważne jest dla nas, żeby Ci co chcą nas słuchać, uznali, że Teufelsberg to Black Metal taki jaki powinien być, wolimy małą rzeszę osób, które to rozumieją niż tłumy które nie mają bladego pojęcia o tym. Z drugiej strony oczywiście zdaję sobie sprawę, że mnóstwo dobrych kapel mnie omija, bo nie dokopuję się dość głęboko w soczysty grunt Podziemia, niestety doba ma 24 h a zespołów na całym świecie jest zbyt dużo, chociaż i tak staramy się w obrębie zespołu polecać co ciekawsze nowe akty, ale coś za coś. Black to the blind.

O.: Jako Teufelsberg hołdujecie starej szkole black metalu, z wyraźnymi odwołaniami do lat dziewięćdziesiątych, tak muzycznie, jak i wizualnie. Uważacie, że to był najlepszy okres dla tego rodzaju sztuki?

– Mógłbym się zgodzić, mimo że bardzo cenię sobie nagrania wcześniejsze i późniejsze – czy to mowa o wczesnym Sodom, również niemieckim Poison, czy o np. Armagedda. Mimo wszystko to te 90-te lata to pewne apogeum kreatywności w temacie, eksploracja nowych mórz, sporo spektakularnych porażek i potknięć, ale też wiele fantastycznych materiałów, szczególnie z Grecji, Francji i Skandynawii. Kanon w postaci „De Mysteriis Dom.Sathanas” czy „Hvis Lyset Tar Oss”, spektakularne dokonania Absu, Necromantia, Nokturnal Mortum, rewelacyjne demo i album Sacrilegium, „Black Force Domain”, „Forever Underground”, debiut Master’s Hammer, płyty Mortem (Per), Destroyer 666, Order From Chaos i Angelcorpse, pomnikowe albumy Darkthrone, Hades, wczesny Emperor, wczesny Satyricon, Blasphemy, Osculum Infame, początki Katharsis (ger) i Deathspell Omega, „War Cult Supremacy”… z pokrewnych przecież też Enslaved, Immortal, In The Woods…, a to tak na pierwszy dech parę tropów. Generalnie Teufelsberg wychował się na z latach 90-tych, więc naturalną drogą było tworzenie muzyki oddającej ducha drugiej fali Black Metalu, ale jeżeli dobrze się wsłuchasz w nasza muzykę to jest tam sporo też klimatów kultywowanych w latach 80 tych. Z drugiej strony „specjaliści” twierdzą, że gramy jak Mgła więc sam już nie wiem…

O.: W poprzednim pytaniu użyłem słowa „sztuka” rozmyślnie, bowiem w moim przekonaniu black metal nie powinien być „tylko” muzyką. Wydaje mi się, że jako Teufelsberg podzielacie to podejście, ale może się mylę… Co według Was powinno składać się na zjawisko black metalu?

– Treść jest najważniejsza, bo określa granicę między BM a innymi gatunkami, uszanowanie Diabła jest kluczowe w tej muzyce. Co do sztuki, to wolę zachować trochę wstrzemięźliwości z taką narracją, bo potem pojawiają się pajace w żabotach grający serenady do Księżyca na organkach z komunii z rozstrojonymi gitarami lub brzmiącymi jak pop. Nie jest to w naszej opinii sztuka zwana Black Metalem.

O.: Czy czegoś brakuje Ci w dzisiejszym black metalu – jakiegoś czynnika, który według Ciebie zagubił się gdzieś po drodze, podczas ewolucji tego gatunku? A może paradoksalnie – wraz z rozwojem black metal coś zyskał?

– Tak, obie Twoje sugestie są prawdziwe. Straciliśmy dzikość, element chaosu, dążenie do oryginalności. Zauważ, że same kapele dziś się określają „dla fanów X i Y”, mało kto szuka swojej ścieżki gdzieś obok czy pomiędzy tymi wydeptanymi przez tuzy gatunku. Zespoły uwiązane są standardami brzmienia, standardami realizacji procesu nagrywania, określoną estetyką zdjęć. My też się częściowo w to włączamy, ale robimy to z pełną świadomością i nie będziemy ściemniać, że jesteśmy oryginalni. Z drugiej strony, gatunek zyskał przez ten czas szersze ramy mimo wszystko: klawisze, dysonujące akordy, różne rodzaje śpiewu, z czego można śmiało czerpać, lub nie. Ideologicznie rozwój świadomości wydaje mi się, że też zaszedł w tym czasie. I my też się w to włączamy. Kluczem jest wyczucie smaku, ale przede wszystkim robienie swojego – nawet jeśli brzmi to podobnie do np. nie wiem, Sargeist, to jednak swojego, szczerego i bez kłaniania się modom, cudzym oczekiwaniom.

O.: Paradoksalnie, w tak bardzo kanonicznym stylu obecnie w Polsce nie potrafię wskazać wielu zespołów wartych uwagi, które grałyby w jakimś stopniu muzykę podobną jak Teufelsberg – a Wy?

– My też. Natomiast wartych uwagi zespołów Black Metalowych w Polsce jest sporo, które na swój sposób kultywują lata 90.

O.: A w drugą stronę? Domyślam się Waszej opinii, ale jednak niech to wybrzmi – co z zespołami, które myślą, że dokonują jakiegoś milowego odkrycia, nieznanego nikomu wcześniej i nazywają swoją muzykę Blackest Metalem lub stwarzają jeszcze inne wymyślne łatki na swoją twórczość, która nota bene, często trąci po prostu chujem?

– Dzieciakom czasem brakuje pokory, i o ile nie ma nic złego w dumie ze swoich dokonań, to często ta duma jest na glinianych nogach i bierze się z braku rozeznania, świadomości że te same drzwi już ktoś 30 lat temu wyważył. Albo czasem też po prostu taki gagatek jeden z drugim jest niespełna rozumu, i myśli że jak ryj pomalował to teraz ożywi ducha Veles (który jednak ożywił się sam) albo będzie drugim Nergalem z Behemoth (pol).

O.: Każdy kolejny materiał Teufelsberg rozwija Wasze podejście do Black Metalu, a jednak wszystko to się odbywa w ramach przyjętego kanonu. Demo niesie z sobą sporo prostych motywów, bije chwilami prostotą, „Ordu du Diable” jest bardziej złożone i ma do zaoferowania więcej tropów, a „Pakt mit dem Teufel” to moim zdaniem kwintesencja oldschoolowego black metalu z najwyższej półki, gdzie pojawiały się wyraźne nawiązania do Samael chociażby. Gdzie znajdujecie tu miejsce na „Ignivore”?

– „Ignivore” spoczywa dumnie na tronie, po prawicy wszystkich wymienionych przez Ciebie materiałów oraz „Cieni” i winylowego splitu. Nie mamy ambicji by nagrywać ten sam materiał na nowo na każdym albumie, niechże się chociaż trochę różnią te wydawnictwa między sobą. Diabeł kocha zmiany i posiada tysiąc pięknych oblicz i choć my zamknęliśmy się w pewnej niszy to spokojnie możemy ją jeszcze eksplorować na tyle żeby się nie powtarzać. Oddajemy tym samym swoisty, nie zawsze jawny hołd, sięgając do różnych inspiracji. Demo i „Cienie” było ukłonem ku naszej scenie lat 90-tych, „Ordre…” to już Black Metal wychodzący poza styl polskiej sceny, podobnie „Pakt..,”. Przy okazji bardzo podoba mi się, że jako jeden z nielicznych wskazałeś nawiązania do Samael na „Pakt mit dem Teufel”, najwyraźniej słuchałeś dokładnie tego albumu, doceniam to.

O.: Zahaczmy jeszcze „Cienie”. Chyba najbardziej wyróżniający się materiał na tle pozostałych. Jestem ciekawy, czy podczas komponowania tego materiału targały Wami inne emocje, niż przy pozostałych wydawnictwach? „Cienie” są bardzo ponure, wolniejsze niż inne krążki…

– „Cienie” to hołd dla polskiej sceny z czasów ponurej połowy lat 90 (zwłaszcza tej pomorskiej części) i jako takiemu towarzyszą mu emocje przywołujące raczej jesienne mgły snujące się nad lasami i górami, klimat wilgotnych zapomnianych cmentarzy i zaduma nieuchronnego przemijania wraz z innymi jesiennymi cieniami czekającymi na kolejną reinkarnację. Bardzo jesteśmy dumni z tego mini, bo wielu bez powodzenia próbowało i próbuje oddać atmosferę zbliżoną do tego, co nam się udało. Poza tym była okazja, żeby dedykować to wydawnictwo mentorowi polskiej sceny Black Metalowej – Venomowi z Xantotol.

O.: Skoro wypłynęło imię Venoma, na Jego przykładzie chciałbym Was zapytać o jedną rzecz. Gość tworzył black metalową scenę w Polsce, Xantotol to zespół zdecydowanie ważny, ponadto zajmował się na poważnie zagadnieniami okultystycznymi. Na koniec zaś rodzina wyprawiła mu kościelny pogrzeb. Oczywiście nie jest to jego wina, jestem jak najdalszy od tego stwierdzenia, ciekawi mnie natomiast Wasz przypadek – czy w życiu prywatnym bliskie Wam osoby mają świadomość Waszego podejścia do chrześcijaństwa czy zorganizowanej religii i możecie być pewni, że w przypadku zgonu któregoś z Was nikt nie wywinie Wam takiego numeru?

– Myślę że wszyscy do okoła – w domu i w zagrodzie, w pracy i wśród znajomych, wiedzą, że z panem jezusem jesteśmy za pan bakier. Nikt tego nie ukrywa. Nie jesteśmy tak głęboko zakonspirowani w knucie wojny z żydochrześcijaństwem, żeby co niedzielę chodzić do kościoła i dawać księdzu dobrodziejowi na tacę dla niepoznaki. Pewności teoretycznie nigdy nie masz, ale bardzo bym się zdziwił, gdyby takie coś ktoś któremuś z nas odwalił. Na szczęście trudno się zdziwić będąc martwym, bo trupowi wszystko jedno.

O.: Na Waszym koncie znajduje się jeden split – z Minnesjord, projektem z Portugalii. Jak doszło do Waszej kooperacji, szczególnie że ich muzyka różni się jednak w pewnym stopniu od Waszej?

– To była inicjatywa Signal Rex, jesteśmy bardzo zadowoleni z naszej strony tego splitu – to nasz najbardziej agresywny materiał, który nie pozostawia za sobą nawet centymetra ziemi, która by nie była spalona do szczętu. Generalnie wpierw propozycja dotyczyła innego zespołu, ale coś tam nie poszło, nie pamiętam, potem padła propozycja wydania splitu z Minnesjord i generalnie to dobrze, że trochę ich muzyka się różni od naszej, byłoby w naszej opinii sporym błędem wydawanie splitu z zespołem który gra 1 do 1 jak my.

O.: Nie wiem czy zgodzicie się ze mną, ale to „Ignivore” niesie ze sobą najwięcej agresji ze wszystkich dotychczasowych materiałów Teufelsberg. Czy jeśli tak rzeczywiście jest – coś konkretnego miało na to wpływ? Jakby Teufelsberg chciał powrócić do samych korzeni black metalu…

– Materiał ze splitu jednak pod tym względem króluje, niemniej masz sporo racji. Sięganie do esencji to nasz cel w tworzeniu Teufelsberg, a to agresywne podejście tutaj znalazło swoje ujście, chociaż wg mnie mamy też na „Ignivore” sporo transowego grania, zwłaszcza w drugiej części krążka. Na pewno nie jest to nasze ostatnie słowo w tym temacie.

O.: Trzynaste pytanie – czy według Was istnieje coś takiego jak przeznaczenie człowieka? A co za tym idzie również pech? Czy może stoicie na stanowisku, że każdy jest kowalem swojego losu i tylko od niego, a nie żadnych zewnętrznych okoliczności, zależą jego losy? W black metalu ścierają się chyba obydwa poglądy, jestem ciekaw waszych…

– Jesteśmy pionkami w kajdanach losu, ale jako, że mamy rozum, to możemy przy zamkach tych kajdan manipulować, i w ramach tej swobody zdziałać co nieco, z pomocą z Zewnątrz czy dzięki własnym wysiłkom. Na pewno nie spoglądałbym na żywot jako na zamkniętą grę, która jest przegrana na starcie, ale są też rzeczy, których się nie przeskoczy.

O.: Nowy materiał wyszedł pod skrzydłami Under the Sign of Garazel Productions, podobnie jak wcześniejsza EPka, „Cienie”. Z kolei pełniaki wydajecie nakładem Signal Rex. Rozumiem, że (chyba mi ujebało pytanie przed zapisaniem – sorry; spoko, dało się zrozumieć), to taka prawidłowość, czy może każdorazowy wybór z Waszej strony?

-Zobaczymy co przyniesie przyszłość. Generalnie nic u nas nie jest przesądzone, staramy się być lojalni, ale też szukamy najlepszych rozwiązań dla zespołu. Dotychczas obie pełne płyty wyszły w Signal Rex, podobnie jak demo i wspomniany split, ale mamy różne propozycje od szanowanych przez nas wydawców i możliwe, że następny pełny album ukaże się dla odmiany w polskim labelu. Jesteśmy zadowoleni z dotychczasowej współpracy z wszystkimi wydawcami Teufelsberg, to co zostało umówione w kontekście wydawniczym, zostało zrealizowane, a to w dzisiejszych czasach rzadkość.

O.: Od samego początku Teufelsberg posługuje się często polskojęzycznymi tekstami. Czy macie jakiś wyznacznik, który Wam mówi, że ten tekst zostanie nagrany po polsku, a ten z kolei po angielsku? No i dlaczego – wbrew etymologii Waszej nazwy – dotychczas nie było u Was chyba tekstu po niemiecku? Moim zdaniem to bardzo dobry język dla black metalu.

– Hmm nie do końca się z Tobą zgodzę. Na demo teksty są po angielsku, na splicie również a polski język tak naprawdę w pełni pokazał swoje oblicze na „Cieniach”. Nie mamy żadnego wyznacznika co do tego, kiedy i jaki język ma być użyty, to wynik odczuwania, że w tym a w tym momencie będzie dobry tytuł np. po norwesku lub francusku a tekst po angielsku, niemiecku lub po polsku. To, że używamy różnych języków możesz nazwać kaprysem a może po prostu wolnością w tym co robimy. Na „Pakt…” w ostatnim numerze został użyty niemiecki język i było to istotne, ponieważ, Faust który jest bohaterem tego albumu jednoznacznie kojarzy się z Niemcami, więc był to ukłon wobec inspiracji jaką był poemat Goethego. Diabeł mówi językami wszystkich, jak wiadomo, stąd nasz delikatny ukłon w stronę wykorzystania różnych języków.

O.: Może to trywialne, ale okładka najnowszego wydawnictwa równocześnie jest najmniej atrakcyjna wizualnie z wszystkich dotychczasowych materiałów, przynajmniej dla mnie. Nie zapada w pamięć, ale może przekonacie mnie że powinno być inaczej – co takiego w niej jest, że zdecydowaliście się, by zdobiła front cover „Ignovore”?

– Mamy dotychczas taki rozdział estetyczny, że pełne płyty mają rysowane fronty, a inne formy raczej zdjęcia i tak chcieliśmy zrobić też tym razem. Co więcej, to od czaszki znajdującej się finalnie na okładce przyszedł koncept „Ignivore”, więc najprostszym wyjściem było puszczenie żywego ognia pod nią i zrobienie paru zdjęć. Jest minimalistycznie, ale nam to pasuje.

O.: Teufelsberg nie gra koncertów – czy to świadoma decyzja, czy po prostu brak może wynika ona z innych przesłanek?

– Każdy nasz materiał został nagrany w innym składzie, co jest celowym zabiegiem przyjętym przy powołaniu Teufelsberg do istnienia. Energia występów na żywo to coś wspaniałego i oczywiście bylibyśmy w stanie wybrać kilku muzyków do składu koncertowego, ale na razie nie zaprzątamy sobie tym głowy, mimo kilku propozycji festiwalowych zza granicy. Oddanie odpowiedniego klimatu na deskach to dodatkowe wyzwanie, niezależne niestety w całości od zespołu, dlatego póki co skupiamy się na tworzeniu, nieodtwarzaniu. Ale jak się to mówi, nigdy nie mów nigdy. Zwyczajnie czas Teufelsberg na scenie jeszcze nie nastał.

O.: Ok, na koniec – powiedzcie proszę, jaka płyta wprowadziła Was w black metal?

– „Don’t Break The Oath”.

O.: Dzięki za wywiad!

– 666.

https://teufelsbergbm.bandcamp.com

Oracle
19317 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.Wywiady

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.

BartBart7 września 2026
Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”Wywiady

Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”

WojtuśWojtuś31 sierpnia 2026
Invictus: „…podążaliśmy za stylem, który kochamy…”Wywiady

Invictus: „…podążaliśmy za stylem, który kochamy…”

OracleOracle6 kwietnia 2026

Skomentuj