Wydawca: Wolftyr Productions / Blasphemous Terror / Aurora Australis Records
Po fenomenalnej EPce „Blood and the Elements” z debiutanckim krążkiem uderza Witchblood. I jest równie dobrze, jeśli nie lepiej!
„Hail to Lyderhorn” to dwanaście utworów, więc słuchania jest sporo – ale nie przejmujcie się, daję głowę, że nie będzie się Wam nudziło. Iron Megiddo ma głowę nie od parady – skomponowała cały ten album, nagrała wszystkie instrumenty poza perkusją, a uwierzcie mi, że muzyka na debiucie Witchblood to nie jest typowy prostacki black metal. W zasadzie Witchblood rozwija tutaj inspiracje i pomysły z wcześniejszego materiału, można się więc spodziewać agresji australijskiej sceny spod znaku Gospel of the Horns czy Destroyer666 wymieszanej z epickością Bathory, i Enslaved. Takie numery jak tytułowy, „Ancient Malevolence” pokazują, że w tej kobiecie drzemie drapieżnik, który chętnie dorwał by się do Waszych narządów słuchu i je po prostu przebił ostrymi jak kły riffami… Przy czym, jak już napomknąłem, Witchblood nie samą agresją stoi, bardziej podniosłe utwory również się bronią – „Witchblood” jest takim idealnym przykładem na inkorporowanie pagan metalowych inspiracji. Niemniej jednak odnoszę wrażenie, że „Hail to Lyderhorn” jest jeszcze bardziej bezpośrednim krążkiem niż poprzednia EPka, choć zrezygnowano tu na przykład z „podwójnych wokali” – Iron Megiddo pozostała przy swoim wścikłym, klasycznie black metalowym skrzeku, czyste wokale zminimalizowano zaś prawie do zera – pojawiają się na samym początku w postaci inkantacji i w wieńczącym całość „Froya Invocation”. Trochę szkoda, ale i tak jest bardzo dobrze – przede wszystkim pasuje do muzyki, więc nie widzę problemu.
Witchblood wydało kolejny świetny materiał… powoli powinno już więc do Was docierać, że krążki, w których maczała paluchy Iron Megiddo są naprawdę warte przesłuchania. Nie zastanawiajcie się więc, jeśli gdzieś będziecie mieć możliwość nabycia „Hail To Lyderhorn”!
Ocena: 8/10
Tracklist:




