Kontakt: Wintermoon
Ostatnią demówkę którą Wintermoon wydał („Beyond the World”) wysłał do imć Wyroczni, który to – oczywiście jak zawsze merytorycznie – ich, powiedzmy, że nie pochwalił. Teraz wyszło kolejne demo, chociaż nazwane EP (takie to prawda czasy) przyszło do mnie. Wcale nie doszukuję się w tym jakiś podtekstów (he, he, he), ale nie mam zbyt dobrej wiadomości dla zespołu, bo ze mną im też łatwo nie pójdzie.
Tak to się zdarzyło, że w trakcie recenzowania tego materiału, przesłuchałem też 5 demówkę zespołu („Heading for Nowhere”) i moim prywatnym zdaniem było to dużo lepszy materiał niż „Face of War”. Nie porywał oryginalnością, ale miał w sobie pewną dozę melodii, połączonej z growlem, który mi odpowiada. Obecnie muzyka jest pewną wypadkową heavy metalowej melodii z pewną dozą brutalności charakterystycznej dla śmierć metalu, plus głos który próbuje czysto śpiewać i w niektórych miejscach wokal mi się rozjeżdżą z muzyką. Do tego Judas, naprawdę podjął się trudnego zadania śpiewania w melodyjny i czysty sposób i na moje ucho nie zawsze mu staje. Tak możliwości, jak i umiejętności. I to w zasadzie jest dla mnie najsłabszy punkt tej płyty. Najjaśniejszym punktem jest utwór numer 2. Aby jednak była jasność, napiszę dużymi literami : MUZYCZNIE I TECHNICZNE RZECZ BIORĄC W ZASADZIE NIE MAM SIĘ DO CZEGO PRZYCZEPIĆ. Może poza tym, że brakuje mi jednak nieco jakiegoś takiego dźwiękowego wariactwa. Kiedy słucham tej płyty mam przed oczyma amerykańskie teledyski z lat 50. Paru gości, grzecznie stojących w studio, śpiewających o miłości, a jedyną oznaką, że żyje jest miarowe ruszanie głowami w rytm muzyki. No jakoś tak nijakie to dla mnie.
Na koniec zostawiłem sobie perełkę. Okładkę. Połączenie „Killing is my business…” z „Speak English or Die”, żeby nie powiedzieć zrzyna; ]. Generalnie jak sobie tak popatrzyłem na wcześnie okładki to Wintermoon nie miał do nich szczęścia (poza „Deadtime”). Czas na zmianę grafika.
P.S. I czas w jakąś stronę zainwestować.
Ocena: 5.5/10
Tracklist:



