Wydawca: Drakkar Productions
Trzecia kawa. A dopiero 16:00 na budziku. Ja wiem, że pada. Mimo, że lipiec. Ja wiem, że spałem cztery godziny. Ale żeby black metal mnie nie ożywił? Skandal.
W sumie to sobie sporo obiecywałem po nowy wydawnictwie amerykańskiego Vrolok. Z dwóch powodów. Po pierwsze Drakkar Productions raczej złych albumów nie wydaje. Po drugie o Vrolok słyszałem trochę superlatyw. Włącza więc „Void (The Divine Abortion)” i czekam, co się będzie działo. „Advocatus Diaboli” to intro, a intro składające się z dwóch minut ciszy i sporadycznego stuknięcia dla mnie jest całkowicie zbędne. Po nim numer właściwy, który również nim się rozkręci, to trwa i trwa. Ale już jak się rzeczony „Divine Abortion” rozkręci i nabierze mocy to wypada całkiem nieźle. Dość żywy numer, z połamanym rytmem, kojarzy mi się z Ved Buens Ende, jest chyba najlepszym numerem na krążku. Po nim znów niestety zaczyna się gitarowe riffowanie, które w zamierzeniu twórców miało być zapewne transowe, a wyszło po prostu nudnie. Nie zmienia tego czysto blackowa napierdalanka w „Grey”, bo nic nie wnosi i moim zdaniem opiera się na logice nowohuckich dresów – napierdalaniu dla samego napierdalania. Chwilami dostajemy też ambientowe plumkanie przy akompaniamencie gitar i miarowej perkusji. Kurwa, dłuży mi się ten „Void (The Divine Abortion)”, a to dopiero trzeci kawałek, a ja przez wpół zamknięte oczy, trzymające się na zapałkach, zerkam na cyferblat i sprawdzam czy długo jeszcze. Fakt, niezłe momenty pojawiają się jeszcze w „Radiance” i trwają dopóki Vrolok nie wyhamuje szybkości. Bo wtedy to już nie ma bata. Nie wiem, może nieprawdziwy jestem, wszak członkowie Vrolok udzielają się między innymi w Black Funeral, więc nie wiem, co się dzieje. No ale nie przełamię się, nie wejdzie mi „Void (The Divine Abortion)” i już. A przesłuchałem ją kilka razy i poza paroma niezłymi fragmentami, reszta mnie wynudziła. A szkoda.
Piąta płyta Vrolok nie rzucaiła mnie na kolana, nie porwała mnie. Nie wspomnę, że nawet mnie nie ożywiła, ani nie zaintrygowała. Nie jest ani hipnotyczna, ani transowa. Jest w gruncie rzeczy nudna. Czwarta kawa.
Ocena: 2,5/6
Tracklist:
| 1. | Advocatus Diaboli | ||
| 2. | Divine Abortion | ||
| 3. | Grey | ||
| 4. | Turning Purple in the Dark | ||
| 5. | Radiance | ||
| 6. | Void |



