Wydawca: Godz ov War Productions
Pamiętam, że grupa pod wezwaniem Corpse Garden nie wywarła na mnie jakiegoś większego wrażenia, choć zarówno Xaligia (pozdrawiam koleżankę!) jak i Łysy zachwycali się ich wydawnictwami. Dlaczego o tym mówię? Bo trzej muzycy tego zespołu tworzą obecnie Voidstar Nocturnal.
A ta kostarykańska horda wywarła z kolei na mnie ogromne wrażenie. W ich debiutanckim „Nexus Teleport Fracture” zasłuchuję się od marca, czyli od premiery i nie mogę wyjść z podziwu dla tej muzyki. Jaka ona jest? Nietuzinkowa. Zespół miesza ze sobą wpływy death metalu – ciężkiego, potężnego w stylu Ulcerate, z zimnym duchem Deathspell Omega i Blut Aus Nord, a to wszystko jeszcze na dodatek komplikując i doprawiając dużą dozą progresji i eksperymentu. Nie stronią nawet od mrocznej elektroniki w „Holographic Neural Pathways” – chyba jednego z lepszych utworów na tej płycie, który stanowi może i interludium, ale jakie szalone i intensywne zarazem. Zresztą, cały ten album jest intensywny, cholernie złożony, ale co najważniejsze dla mnie – porywający. Tak, każdy odsłuch niesie ze sobą coś nowego, docierają z tej nawałnicy dźwięki, których nie słyszeliście przy wcześniejszych sesjach. A mimo to cały czas mamy wrażenie spójności numerów z „Nexus Teleport Fracture”. Nie wiem, jak oni zamierzają – o ile zamierzają – odegrać to na żywo, ale ja bardzo chciałbym się kiedyś przekonać, jak koncertowo wypada „The Cypher of Samādhi”, który w finale niemal ejakuluje złem, jak w czaszki wwierca się riff otwierający z następnego na płycie „Convergence of Aeons”. I oczywiście czy są w stanie przenieść na sceniczne deski trzynastominutowego potwora o nazwie „The Tower Part I & II”, w którym usłyszycie to co najlepsze w Black Sabbath, Celtic Frost, ale i Type O’ Negative czy Winter…
Przyznam też, że nie spodziewałem się, iż ten krążek w taki sposób zmiecie mnie z planszy. Mnogość pomysłów tutaj tkwiących, bardzo śmiałych, a zarazem brutalnych, wprawia mnie w podziw przy każdym odsłuchu. Mam nadzieję, że Kostarykanie zostaną choć w połowie docenieni, na ile zasługują – to już będzie coś, w przypadku muzyki, która naprawdę nie jest łatwa, a zarazem czerpiąca z wielu, często ekstremalnych źródeł.
Jako, że album ten dotarł do mnie w wersji kompaktowej i winylowej, wspomnę jeszcze o tej drugiej. Wiadomo, że większy rozmiar nośnika umożliwia nam zagłębienie się w szczegóły okładki, a w przypadku krążka Voidstar Nocturnal jest na co popatrzeć, jakby to rzekł podstarzały creep przechodząc koło gimnazjum. Okładka „Nexus Teleport Fracture” jest fantastyczna, ale docenia się ją w pełni dopiero dzierżąc booklet z analogiem w pięknych kolorach. Jeśli więc wahacie się między wyborem nośnika, dwunastocalowy winyl jest idealnym wyborem w tym przypadku.
Płyta wyszła trzy miesiące temu i jakoś niestety nie widziałem powszechnych zachwytów nad jej kunsztem. Jeśli więc czytasz tę recenzję, to zrób sobie przysługę i przesłuchaj uważnie debiut Voidstar Nocturnal. Jeśli choć jedna osoba poczuje klimat i poziom tej muzyki – trud mój przekuto w sukces.

http://godzovwar.com/




