Wydawca: Hells Headbangers Records
Na dziś przygotowałem sobie taką uroczą muzykę, idealną pod niesłabnące upały. Takie jest odwieczne prawo natury – jest zima, musi być zimno. W lecie analogicznie. A skoro analogicznie, to i oldskulowo, tak?
A skoro oldskulowo to dobrze nada się nam tutaj duński Victimizer. Tak więc ów błyskotliwy sylogizm doprowadził nas w ten sposób do speed/black metalu na staromodną nutę – takie cuda tylko na Chaos Vault, hehe. Cóż, nie pozostaje nic innego jak sięgnąć po sześciopak i spróbować rozprawić się z nim zanim zakończy się „Ressurected Abominantoins”. A wyczyn to może być nie lada, bo jest to jedynie epka, więc trzy litry piwa w dwadzieścia minut to nie w mąkę pierdnął. Ale, że za akompaniament mamy dźwięki inspirowane raz to Iron Angel czy Liege Lord, a w brutalniejszych chwilach Sodom tudzież innym Venom (rządzi, deptaj krzyże!), to od razu mamy w tym temacie trochę łatwiej. Victimizer to bardzo niezobowiązująca muzyka, jakiej zresztą ostatnimi czasy sporo. Riffy nie są szczytem brutalności czy agresji, pewien umiar melodii jest zachowany, chwytliwość w stopniu dosyć wysokim. Mnie „Ressurrected Abominations” najbardziej kojarzy się z dokonaniami Deceiver, nieświetej pamięci. Nie wybija się więc Victimizer ponad inne zespoły swojego pokroju, ale obciachu też nie ma.
Cóż, jeśli komuś udało się wychłeptać ten sześciopak w casie całej epki Duńczyków to szacun dla niego. W nagrodę może sobie kupić drugi sześciopak i machnąć go pod jakiś singiel, hehe.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Worthy of Hell | ||
| 2. | Reap the Nuclear Whirlwind | ||
| 3. | Resurrected Abominations | ||
| 4. | Lucifer’s Domain | ||
| 5. | E-37101 | ||



