Death metalowcy ze Slaves of Evil postanowili przypomnieć o sobie, dość nieśmiało, bo EPką trwającą zaledwie dziesięć minut. Truizm mówi jednakże o przedkładaniu jakości nad ilość, więc sprawdźmy sobie „Certain Death” i zawyrokujmy.
Okładka jest super – zresztą wydanie i pełnowymiarowego debiutu sprzed dekady też pamiętam, że stało na wysokim poziomie, zarówno jeśli mówimy o front coverze, jak i reszcie. Drugi truizm jednak mówi, aby nie oceniać książki po okładce. Może dobry front cover przykrywa nędzę muzyczną? Jeśli źle im życzycie, to Was rozczaruję – muzycznie Slaves of Evil również nie daje dupy. Daje nam natomiast kilka minut przepełnionych death metalem wysokiej próby. Nie nazwałbym tego techniczną odmianą, natomiast prawda jest też taka, że Ślązacy poruszają się gdzieś w rejonach wyznaczonych przez Dying Fetus czy Hate Eternal lub Krisiun. Jest szybko, gęsto i morderczo, a przy tym zdecydowanie nie jest to tylko typowe death metalowe umpa – umpa. Wyraźnie słychać, że muzycy nie są z pierwszej łapanki. Wymieniłbym co najmniej kilka kapel, które w Polsce cieszą się większym uznaniem (nie wiadomo dlaczego), a spokojnie mogliby nosić za Slaves of Evil futerały, żeby przy okazji podpatrzeć, jak skomponować morderczy death metal z odpowiednim pierdolnięciem.
Dobra, nie ma co się rozwlekać, wszak samo „Certain Death” będzie trwało krócej niż czytanie tej recenzji. Dla Was do zapamiętania – EPka niniejsza pozamiatała niżej podpisanym i jest kolejnym po Repulsive dużym, pozytywnym zaskoczeniem w tym roku na naszej scenie.
Aha! Doceniam datę wydania wyznaczoną na rocznicę zgonu Wojtyły.
https://www.facebook.com/slavesofevil




