Wydawca: Cold Spring Records
Czasami całkowicie nieznana kapela potrafi nagrać świetną płytę. Czasami wielka i uznana kapela potrafi sprokurować chujnię. Są też przypadki muzyków z tych dużych kapel, łączących się w nowy twór…
…jak w przypadku Skitliv. Gdy dowiedziałem się, iż trafi do mnie promo tej kapeli zacząłem zastanawiać się, w jakim kontekście słyszałem o tym zespole. Ano! Przecież! „Amfetamin” to efekt muzycznego romansu Maniaca, Kvarfortha oraz Attili. Robi wrażenie, co? Ano robi i pewnie część recenzentów już na podstawie samej listy płac grupy wystawi im wysokie noty. Ja tam jednak chciałem wcześniej posłuchać tej epki. I po kilkunastu przesłuchaniach mogę Wam powiedzieć, że nie tak do końca się tego się spodziewałem. Pod względem muzycznym. Ale po kolei. Pierwszy track to tytułowy utwór w wersji studyjnej, utrzymany w klimacie nosie/suicidal black/doom. Dość minimalistyczny kawałek, ze sporą dawką trzasków, szumów i tym podobnych efektów. Wolno odgrywany przez Kvarfortha motyw na gitarze wraz ze zmodyfikowanym wokalem Maniaca, nieźle zgrywa się z rzeczonymi noise’owymi wtrętami, a tu i tam zaryczy nam Attila. Dość transowy kawałek, ale bardziej podchodzi Mo kolejny utwór – „Slow Pain Coming (Cold Spring Mix) – kurewsko wolny, inspirujący się Black Sabbath, My Dying Bride czy macierzystą formacją Niklasa Kvarfortha. Kawałek długi (albo z uwagi na stylistykę, tak mi się wydaje), z apokaliptyczną, noise’ową końcówką. Reszta, czyli kawałki od trzeciego wzwyż to utwory zarejestrowane w zeszłym roku na żywo w Londynie. Niezłe intro, a potem zaczynamy jazdę. Nienajlepsze, surowe brzmienie, trochę pomyłek, ale czuć w tym klimat koncertu – chcecie nienagannego brzmienia, kupcie sobie Manowar, hehe. Oszczędne w formie, chwilami jakby ospałe kawałki, ale słucha się ich „miło”. Oczywiście jeśli lubicie coś takiego. Oryginalna, acz koncertowa wersja „Slow Pain Coming” nosi piętno Sabbathów bądź Cathedra, ale z balckowym brzmieniem i jakąć taką nutką zwierzęcego szaleństwa. Podobnie jest zresztą z kolejnym na krążku, „A Valley Below” – kawałku opartym na dwóch riffach na krzyż (odwrócony oczywiście). Trochę więcej blackowego ducha ma w sobie „Virescit Volnere Virtus”, acz i tak stylistyką zbliżony jest do reszty kawałków. Ostatni na płycie, koncertowy „Amfetamin” zawiera zaś cytat z „Deathcrush” wiadomo kogo. I to chyba tyle, co mogę Wam powiedzieć na temat „Amfetamin”.
Jak mam ocenić płytkę Skitliv? Coś w sobie ma, ja lubię takie granie, mające prymitywny i ordynarny urok. Z drugiej strony – czy nie jest to jakiś ponury żart Kvarfortha i Maniaca na zasadzie „nagrajmy byle co i popatrzmy jak się będą tym ludzie zachwycać”. Ja przed „Amfetamin” nie klękam, ale podoba mi się ten minialbum. Kupujecie jednak na własną odpowiedzialność.
Ocena: 4/6
Tracklist:
| 1. | Amfetamin | ||
| 2. | Slow Pain Coming (Cold Spring Mix) | ||
| 3. | Intro: Who Will Deliver Us From Gold & Planets? (Live) | ||
| 4. | Slow Pain Coming (Live) | ||
| 5. | A Valley Below (Live) | ||
| 6. | Hollow Devotion (Live) | ||
| 7. | Virescit Volnere Virtus (Live) | ||
| 8. | Amfetamin (Live) |



