Wydawca: Heavy Artillery Records
Drodzy czytelnicy, czy pamiętacie Stos? Pewnie, że pamiętacie. I wiem, że zdania odnośnie tej kapeli są mocno podzielone. I zdaje mi się, iż podobna sytuacja będzie miała miejsce w przypadku Sign Of The Jackal.
Co prawda nie są to Polacy, lecz Włosi, ale mnie osobiście bardzo kojarzą się z naszym Stosem. A wiadomo, że z ziemi włoskiej do Polski nie daleko. Sign Of The Jackal gra chwytliwy, melodyjny heavy metal rodem z lat osiemdziesiątych. Słucha się go przyjemnie dopóki za mikrofon nie chwyci wokalistka. I stąd te porównania do Stos – panienka ma bardzo zbliżoną barwę głosu, dość nieokrzesaną, nawet w podobny sposób fałszuje. Ale nie to jest najgorsze, a jej cholerny akcent. Tak topornej wymowy dawno już nie słyszałem. Kaleczy uszy równie dobrze co jakieś dziwne, chore noise’owe wynalazki, haha. Naprawdę, ja lubię naturszczyków w muzyce, jednak są jakieś granice. Bo sama muzyka może się podobać. Czuć tu trochę wspomnianej polskiej kapeli (choć nie sądzę, by była to akurat inspiracja), Girlschool, Warlock, Accept i ogólnie tych niemodnych staroci, którymi karmiono metalową młodzież we wczesnych latach osiemdziesiątych. Czyli bardzo fajna muzyka.
Pomijając wokalistkę (do wymiany!) Sign Of The Jackal nagrało naprawdę przyjemną epkę. Nic tylko wskoczyć w jajognioty, wystrzyc sobie grzywkę na przedzie i możemy czcić stary dobry heavy metal!
Ocena: 7/10




