Oracle: Hailz! Pierwsze pytanie nie może być inne – skąd pomysł na taki twór jak SexMag? Ile trwało uformowanie się składu? Podejrzewam, że to nie było proste, bo jako kapela jesteście trochę rozwleczeni po Polsce…
Michał: Cześć! Założyliśmy SEXMAGA w 2019 roku. Z Fabianem wpadliśmy na pomysł, że fajnie byłoby razem pograć, bo mamy bardzo podobny gust muzyczny i dobrze się nam razem pije. Z początku ja rzęziłem na gitarze, a Fabian dawał na garach i wokalu. Zagraliśmy parę prób na których zrobiliśmy materiał na pierwsze demo ,,Nagrobek Kurtyzany”. Niedługo potem wydaliśmy je własnym sumptem na kasecie w dwóch nakładach po dwadzieścia sztuk każda (biała i czerwona wersja). Materiał na ,,Sex Metal” powstawał w garażu w Bytomiu. To było zajebiste miejsce gdzie graliśmy próby i słuchaliśmy Metalu. Zrobiliśmy z tego niezłą metalownię, ale z czasem było już trochę ciasno, dlatego teraz przenieśliśmy się do nawiedzonego poddasza pubu „Korba”. Na etapie garażu funkcję wokalisty przejął Jacek Truposz, który często nas tam odwiedzał w celu spożycia. Niedługo potem na imprezę przyjechał Golem z Haunted Cenotaph z którym znamy się i odwiedzamy od lat. Podczas libacji zdecydował się wstąpić w szeregi zła. Od tego momentu (pierwsza połowa 2020) mieliśmy już pełny skład i wszystko potoczyło się błyskawicznie – nagraliśmy EP i ukazała się ona w Dying Victims. Co do rozwleczenia po Polsce i trudności z tym związanych to nie jest tak źle, ponieważ wszyscy jesteśmy ulokowani na śląsku/zagłębiu, tylko Golem dojeżdża z Rzeszowa. Dajemy sobie z tym radę i próby są regularne. Nie jesteśmy jedną z tych kapel które materiał ogrywają i wysyłają sobie przez kompa, tylko wszystko wymyślane jest na próbach.
O.: Z racji na nazwę wszyscy piszą o Waszych inspiracjach wczesnym Katem. Gdzieś tam jest to pewnie i prawda, ale moim zdaniem zarówno lirycznie jak i muzycznie bliżej Wam do takich kapel jak Destroyers, Dragon, Open Fire – generalnie jednak możemy rozumieć SexMag jako hołd dla polskiej sceny metalowej lat osiemdziesiątych?
Na pewno pewne inspiracje są, ale nie powiedziałbym że jest to jakiś specjalny hołd dla sceny Polskiej. Teksty są po polsku bo tak jest ciekawiej a w naszej muzyce słychać wpływ wielu innych kapel choćby Destruction, Sarcófago, stara Sepultura i dużo więcej. Inspiracje Destroyers, Kat, Dragon na pewno słychać w tekstach. Muzycznie natomiast z polskich kapel dużą inspiracją jest dla nas Exorcist i Thrasher Death. Nazwa Sexmag zaczerpnięta jest oczywiście z utworu Kata nie miała jednak ona nigdy wskazywać na to że będziemy jakimś coverbandem albo zrzynać jak np. Attic z King Diamond. Jest to nazwa krótka, mocna, wyrazista i Metalowa, dlatego została wybrana. Konkludując mój wywód to nasza muzyka jest hołdem dla złotej ery Metalu lat 80 ale nie ograniczając się do granic tego kraju.
O.: Pytanie z gatunku oczywistych, skoro już zahaczyliśmy o Kata, ale nie zadać go to byłoby słabo – odszedł Roman Kostrzewski. Kim był dla Was?
Roman był prawdziwym Metalowcem do końca swoich dni oraz legendą polskiej sceny Metalowej. Jego głos jest na najlepszych polskich płytach metalowych. Jest też dla nas muzyczną inspiracją. Jego odejście było wielką stratą. Jego charyzma, teksty są inspiracją dla kilku pokoleń Metalowców. Dodatkowy szacunek za to że nie nawrócił się do bozi z lęku przed śmiercią i że pochówek nie był po bożemu.
O.: Zdajecie sobie sprawę, że dla polskich słuchaczy jesteście zespołem z gatunku „love us or hate us” i raczej nie ma nic po środku? Albo ktoś łyka ten koncept, z całą czerstwością tekstów, retro otoczką i wówczas jest w stanie to docenić, albo ktoś skreśla Was z tych samych powodów… Ja przynajmniej nie spotkałem się z jakąś neutralną opinią odnośnie Waszej twórczości.
Oczywiście, zdajemy sobie z tego sprawę i bardzo dobrze, że tak jest. Bycie kontrowersyjną, pod względem odbioru, kapelą jest raczej dobre ponieważ wyróżnia nas z rynsztoku bezbarwnych zespołów. Myślę, że to co nas wyróżnia i powoduje że odbiorcy się polaryzują to fakt, że my naprawdę żyjemy i działamy na co dzień po Metalowemu. Ma to impakt na teksty i muzykę. Wielu nowoczesnych czy uznających się za dojrzałych i oczytanych, odczytuje to jako „dzieciarskie”. Im już nic nie pomoże, kij w dupie utknął zbyt głęboko. Może w latach młodości mogłoby im się podobać. Myślę, że to że mamy „hejterów” bardzo dobrze o nas świadczy w dzisiejszych realiach i bardzo by mnie cieszyło gdyby z drugiej strony pojawiali się mocni DIE HARD którzy tę muzę będą słuchać i napierdalać.
O.: No właśnie – z jednej strony muzyka SexMag brzmi totalnie dziko, ale z drugiej – wydaje się, że tworzycie pewien spójny całość – muzyka, teksty, za przeproszeniem „image”, strona graficzna wydawnictw – to wszystko sprawia wrażenie mocno przemyślanych i nieprzypadkowych, zgadza się?
Może i jesteśmy prymitywnymi menelami, ale przykładamy się do tego co robimy. Nie robimy tego na odpierdol, ale też bez przesadnej spiny. Cenimy sobie spontaniczność i naturalność w tworzeniu. Gramy Oldschool Metal i co za tym idzie strona graficzna też musi to odzwierciedlać. Nigdy nie podobały mi się nowoczesne okładki, które widać, że były robione na kompie. Jeśli chodzi o, za przeproszeniem ,,image” to chodzimy w skórach na codzień i tu nie ma żadnego przebierania jak to jest w przypadku niektórych nowoczesnych kapel. Po prostu metalowiec wygląda jak metalowiec i tyle w temacie. Więc to wszystko wynika samo z siebie. Myślę, że odbierasz tą tak zwaną spójność, jedność całego plugawego tworu o nazwie Sexmag ponieważ jest tworzony przez czterech metalowców, którzy maniaczą, zbierają płyty i wszystko co związane z Metalem itd. U innych niektórych kapel można odczuwać z kolei jakąś niespójność czy dysonans ponieważ część zespołu jest już strawiona wirusem openmindowania, albo najzwyczajniej w świecie mają w szeregach pozerów, mięczaków lub zwykłych debili hehe.
O.: Może tak być. Myślicie, że zapełniliście jakąś lukę na obecnej polskiej scenie metalowej swoją twórczością? Ja przynajmniej nie kojarzę drugiej kapeli tak mocno osadzonej w konkretnym zjawisku, jakim był polski metal lat osiemdziesiątych…
Myślę, że nasza twórczością przywołaliśmy starym maniakom dobre wspomnienia Metalu lat osiemdziesiątych. Gdzieś w internetach nawet czytałem opinię, że nasz materiał to podróż w przeszłość. Miło to słyszeć. Mimo że hołdujemy przeszłości to jesteśmy oryginalną kapelą i dlatego ludzie chcą tego słuchać. Zespołów jest obecnie na scenie w chuj i przy większości naprawdę idzie się zaziewać na śmierć. My dajemy fanom to czego od nas oczekują czyli rżnięcie rdzenia thrashowym imadłem i podajemy to w swoim iście perfidnym stylu.

O.: Jak myślicie, czego brakuje dzisiejszym czasom w muzyce metalowej, szczególnie na polskiej scenie w porównaniu do lat osiemdziesiątych i tej metalowej sceny PRL? Czy sami macie wrażenie, że urodziliście się za późno?
Brakuje autentyczności w kapelach Metalowych. Brak tej dziczy zarówno u kapel jak i u odbiorców. Ludzie stawiają na wygodę, której w latach osiemdziesiątych nie było. Brakuje kapel grających Old schoolowy Metal, jest ich zdecydowanie za mało. Są kapele którym się wydaje że grają Oldschoolowo, ale brzmią mega nowocześnie np. Okrutnik. Ogólnie da się zauważyć że nachodzą pewne fale modowe i wiele kapel wyrasta na tym gruncie. Obecnie panuje coś najgorszego od czasów przełomu tysiącleci – wtedy panowały te wszystkie smutne piardy typu The Gathering, My Dying Bride, nowy Tiamat (ten wieśniacki co w sukienkach zaczęli chodzić). Teraz na piedestale są zespoły tzw. „Polski Black Metal” z tymi wszystkimi gównianymi, chujowymi nazwami i jeszcze chujowszą muzyką typu Odraza, Gruzja, Sznur itd. Tych kapel jest po prostu dziesiątki wyłażą wszędzie jak karaluchy. Coś okropnego. Najgorsze jest że ludzie tego słuchają. Są oczywiście znakomite młode kapele i tu warto wspomnieć o np. Armagh, Black Hosts, Gallower, Frightful, Torpor, Devilpriest. Ogólnie wydaje się być mało młodych słuchaczy ciężkich brzmień. Nie ma w ogóle porównania do tego co było jeszcze 10 czy 15 lat temu nie mówiąc już o latach osiemdziesiątych. Nie ma już maniactwa tak jak kiedyś. Dużo osób też zdziadziało i zaczęło słuchać chujstwa. Czy urodziliśmy się za późno? Z jednej strony za późno bo żyjemy w czasach w których króluje totalna chałtura z drugiej strony nie ma źle mamy więcej możliwości np. dostępność sprzętu.
O.: Zdjęcia promocyjne na potrzeby „Sex Metal” pyknęliście sobie w bunkrze w Rudzie Śląskiej. Ja osobiście doskonale pamiętam całą gównoburzę po morderstwie, jakie miało tam miejsce, nagonkę na szatanistów i setki tabloidowych konfabulacji. Co sprawiło, że akurat tam chcieliście sobie zrobić sesję?
To fakt sprawa mordu w bunkrze obiegła cały kraj, później była nagonka trochę na Metali. Wybraliśmy to miejsce ponieważ panuje tam dziwna, ciężka aura. Miejsce to wydaje się być naładowane potężną dawką negatywnych wibracji. Kto był, ten wie, dlatego uznaliśmy że zdjęcia wyjdą też nasączone mocą Szatana. Robiliśmy zdjęcia w totalnej ciemności i chłodzie. Bunkier to był właściwie pomysł Jacka. Jacek jest wampirem więc czuł się jak w domu.
O.: Pierwszym efektem Waszej działalności jest reh „Nagrobek Kurtyzany”. Czy to było jakoś szerzej (w sensie poza zespołem) rozprowadzane czy na wasz własny użytek?
Na potrzeby wydania demówki powołaliśmy z Fabianem nasz własny label (działający do dziś) pod szyldem „Dziadostwo”. Demo zostało rozdane po znajomych i trochę rozprzedane. Jak wspominałem w którymś wcześniejszym pytaniu były dwie wersje kolorystyczne po 20 sztuk każda. Pierwsza była biała, następnie jako, że było zainteresowanie dodrukowaliśmy 20 czerwonych.
O.: Wasza EPka „Sex Metal” zrobiła trochę zamieszanie. Początkowo wydać miał ją Leszek Wojnicz Sianożęcki, ostatecznie wypuścił Was Florian z Dying Victims Productions. Przy całej sympatii do Lecha, myślę że dobrze się stało, bo choćby zasięg promocyjny u Niemca jest zdecydowanie lepszy, nie sądzisz?
Dostając propozycje od Leszka bardzo się ucieszyliśmy, ale jednak wiadomo zachodnie wytwórnie oferują lepsze warunki niż w Polsce pod względem promocji i możliwości wydawniczych. Florian robi naprawdę dobrą robotę promując. Pojawiły się wywiady do prasy zagranicznej, sporo recenzji za granicą i w internetach. Naszą płytę można kupić stacjonarnie w większości krajów Europy ale też na innych kontynentach. Na pewno Florian to profesjonalista, rozumie nasza wizję i współpraca z nim to naprawdę przyjemność.
O.: Osobiście, brakuje mi wydania kasetowego tej EPki, da się to jakoś nadrobić? Ja wiem, że to będzie przesada, ale widział bym ją w formie takiego plastikowego etui z folijką, jak totalnie stare wydanie „666”, hehe…
Panie kochany najstarsze wydanie „666” na kasecie to wyszło w normalnym pudełku. Hehehe. Ale wiem o co Ci chodzi, tak była wydana m.in. „Noc Królowej Żądzy” i wiele innych. Nasza pierwsza demówka „Nagrobek Kurtyzany” też wyszła w takim pudełku. Co do wydania „Sex Metal” na taśmie to tu Cię zaskoczę, bo takie wydanie również się ukazało. Wypuścił je nasz znajomy z Węgier – Pordan z Total Darkness Propaganda / Tales of The Morbid Butchers Zine. Naprawdę zrobił super robotę. Taśma jest zajebiście wydana na czerwonej kasecie z nadrukiem i trochę zmienionym loyautem wkładki. Może zostały jeszcze jakieś sztuki w jego distro. Wiem, że w Polsce te taśmy były dostępne u Wiktora z Sign of Evil Productions oraz chyba w Mythrone.

O.: Wypuściliście też plakat, którego autorem jest Robert von Ritter – obrazek powala. Rozumiem, że to dalsze nawiązanie do lat osiemdziesiątych, gdy takie rzeczy jak plakaty ulubionych kapel po prostu cieszyły oko, ale były również obiektem pożądania?
Jasne, plakat który zrobił nam Robert von Ritter to siekiera, został on dodany do winyla. Jest to zajebistym dodatek do płyty no i cieszy oko. Można sobie nad łóżkiem powiesić. Robert ma zajebiste wyczucie klimatu, wiadomo też, że siedzi w Metalu lata i zna się na tym. Jeśli chodzi o nawiązanie do lat osiemidziesiątych to z tym samym wzorem (ale w kolorze) wypuściliśmy też naszywki gumowe. To jest dopiero Oldschool hehe. Osobiście bardzo lubię stare plakaty no i fajnie mieć swój w takim stylu. Myślę, że ta krwawa baba dobrze pasuje do tekstów Sexmaga. Rozwijając jeszcze temat plakatów to Julka „Lulka Czarna” zrobiła też zajebisty plakat kolekcjonerski który był do kupienia na naszym pierwszym koncercie w „Korbie”.
O.: Powoli anonsujecie już pierwsze koncerty – co mnie cieszy, nie ograniczacie się jedynie do bycia zespołem studyjnym. Macie już ustaloną setlistę i tak dalej? Przyznam, że totalnie widziałbym u Was show w stylu dawnych koncertów Kata, z dymami, ogniem i tym podobnym rzeczom.
Zagraliśmy pierwszy koncert w katowickiej „Korbie”. Był rozpierdol, fajnie było widzieć że ludzie pod sceną nie stali jak ciule, a wręcz przeciwnie czołgali się po ścianach i suficie. W pewnym momencie odsłuchy wylądowały za perkusją taki był napór. Setlista składa się z utworów z EP, kilku nowych i jednego z pierwszego dema. Hehe, pewnie fajnie byłoby mieć na scenie takie bajery. Docelowo chcielibyśmy na pewno urozmaicać coraz bardziej dodatki sceniczne i show, niestety to wszystko kosztuje. Jak na razie dysponujemy wytwornicą dymu. Niecały tydzień temu odbył się nasz drugi koncert w Łodzi na „Evil Madness II” w towarzystwie Torpor i Hexenaltar. Było zajebiście i maniax znów nie wzięli jeńców.
O. Działacie już nad nowymi numerami? Moim zdaniem fajnie byłoby pójść za ciosem i przykurwić z czymś nowym…
Ostatnio nagraliśmy materiał na demo ,, Żelazna Dziewica”. Będzie to precyzyjny atak thrashu łamiący wasze rdzenie kręgowe i wiercący dziury w zgniłych łbach jak po chujowej gorzole. Na nowej demówce rozpocznie się koncept który będzie później rozwinięty na pełnym LP. Opowieść będzie o wstąpieniu starożytnego demona w Hrabiego który złożył mu w ofierze zdrowie ciała pięciu swoich cór. Nagranie i mix zrobił znów Galin Soulripper, natomiast tym razem za oprawę graficzną zabrał się Leszek Wojnicz-Sianożęcki. Obaj zrobili kawał zajebistej roboty. Podziw i szacunek dla Galina że z nami wytrzymał 2 dni non stop chlania.
O.: Dobra, to już jest koniec. Powiedzcie jeszcze tylko, co kręciło się w odtwarzaczach podczas odpowiadania na ten wywiad i widzimy się – mam nadzieję – na koncertach. 666!
Dzięki za wywiad, u mnie teraz leci Laaz Rockit- „Know your enemy”
Do zobaczenia
666





Jakiś problem z serwerami macie. Chłopaki, nie upiecze wam się. Kolejny skowyt tró-metali, którzy siedzą zamknięci w swojej strefie muzycznego komfortu. Ten wywiad to kolejny dowód na to, że PRAWDZIWY METAL tworzą PRAWDZIWE przygłupy.
Takich wieśniaków to już dawno nie widziałem. Po tym co odjebali na MDF aż się rzygam…. najpierw nauczcie się porządnie grać równo ,potem do ludzi.
Ja nie wiem czy ludzie słuchający tego chłamu są już pogniecioni umysłowo czy poprostu głusi..