Wydawca: I, Voidhanger Records
Dziesięć lat oczekiwania. Kto czekał? Zapewne ktoś… Sartegos z Hiszpanii w końcu wypuszcza swój debiutancki album.
Album zatytułowany jest „O Sangue Da Noite”, a jego jedynym twórcą jest niejaki pan Rou Sartegos. Album poprzedziły jakieś dema, splity i EP-ka, ale myślę, że się nie zdziwicie, jeśli napiszę, że ani jednego z tych wydawnictw nie słyszałem wcześniej. I raczej się to nie zmieni… Jeśli chodzi o samą muzykę, to jest to jakaś próba interpretacji gatunku o nazwie black/death metal. Od razu napiszę, że płyta mi się nie podoba. Z kilku powodów. Z tym black/death metalem to się mniej więcej zgadzam, przy czym death metal to taki raczej melodyjny, ładny i przystępny. Komponent black metalowy miejscami daje radę, ale głównie jest to dość nudna wariancja na temat tego gatunku. Dla mnie black/death metal ma kopać po dupsku. Tak jest idea tej muzyki. Dodać do czarnego metalu więcej bestialstwa. Tu tego nie ma. Płyta jest miałka, bez wyrazu i bez polotu. Ma się wrażenie, że ktoś ją tworzył na kolanie, byle jak. Na zasadzie: „Cisną mnie, to nagram w końcu ten debiut”. Według mnie tak to nie działa i nie powinno działać.
Zdecydowanie odradzam styczność z „O Sangue Da Noite”, ponieważ słuchanie tej płyty to zwyczajna strata czasu. W ostatnim czasie wyszło tyle ciekawych materiałów, że spokojnie możecie zapomnieć o takim Sartegos i jego debiucie…
Ocena: 3,5/10
Tracklist:





a ja od wczoraj słucham nowej arkony, francuzy się pospieszyli i przysłały ………..
po pierwszym przesłuchaniu … no, lunaris nie przebili ………
po kilku przesłuchaniach jest lepiej, płyta wchodzi powoli ale to może dobrze ……………