Wydawca: The Circle Music
Czasem tak bywa, że nie oczekujesz niczego po płycie, a zostajesz mile zaskoczony. Niestety bywa też i tak, że mimo braku oczekiwań, album okazuje się od samego wjazdu okrutną sraką. Ale taką, że kombo maślanki i wódki wymięka.
Taki właśnie jest tegoroczny album norweskiego Penitent. Otóż ten solowy projekt, niejakiego Karstena Hamre, popełnił w 1996 r. album „Melancholia”. Był to kawałek całkiem sympatycznego darkwave podlanego deklamacjami wierszy Karstena, do tego okraszony przyjemną dla oka okładką. Rzecz mało rewolucyjna, ale broniąca się na swój sposób nawet dziś, jako podkład do spanka, czytania książki, czy relaksu.
I nie wiem po jaki, kurwa mać, słoniowy chuj komuś przyszło do głowy, by zrobić omawiany „…Redux„, czyli nagrać ten materiał na nowo i przearanżować. Efekt nawet nie jest straszny. Jest kurwa, żałosny.
Już sama okładka daje ciężkiego raka z przerzutami, jawiąc się, jako coś, co mogłaby mieć na koszulce jakaś gotka wilgotka z osiedlowego liceum. Tudzież młodociana typowa lilith. No nic. Po kilku soczystych „japierdolach” i „kurwacotojestach” wlatuje jakieś plumkanie. Płaskie, puste, jak wannabe modelki z instagrama (teraz chyba TikToka, ale nie znam się, bo stary jestem). Ja czekam, i czekam, czy to się rozkręci jakoś. Jest gdzieś jakaś perkusja bez wyrazu, jak kebs sprzedawany w najpodlejszych budach, ale wierzcie mi, to jeszcze nic. Bo nagle wjeżdża wokal. Albo raczej głos, bo wokalista, to pracuje głosem, a tu jest praca, jak żula żyjącego z zasiłków z MOPSu. Zmiana oryginalnego języka na angielski okazała się totalna porażką, tym większą, że głos, który je czyta brzmi, jak z generatora AI. Boże w niebiesiech, może te wierszyki mają jakąś głębię, ale po pierwsze absolutnie monotonny głos odziera je ze wszystkiego tak, że zostaje tylko wrażenie obrzydliwie kiczowatego tekstu, od którego aż srać się chce. Ale tak na śmierdząco i rzadko. Przerosło to mnie. Robiłem wiele podejść do Penitent próbując dać mu szansę, ale nie. Ten album sra sobie do mordy ze wszystkich kierunków i jeszcze jest z tego dumny.
Na swój sposób należy pogratulować Hamre’emu, bo nie tylko napluł na swoje, całkiem udany pierwowzór, ale i całkowicie zniechęcił każdego do zapoznania się z jego twórczością. Tym bardziej, że zapowiedział „Reduxy” kolejnych materiałów Penitent. Nie. Po prostu nie. Omijajcie to gówno, bo jebie nieludzko aż boli.
Wiem, że powinienem wrzucić omawiany materiał, ale kurwa wystarczy. Sami poszukajcie, jeśli chcecie. Ja odradzam i podsuwam raczej coś lekkiego, co uprzyjemni te upały.




