Norylsk to miasto w głębi Syberii. Rosyjski przemysłowy moloch. Podobno najbrzydsze miasto na świecie. Lubię podróżować i dla mnie taka rekomendacja jest na tyle silna, że zaczynam kombinować jak się tam dostać.
Ale dziś nie o podróżach, ale o kolejnej płycie naszych rodaków. Norylsk z Włocławka postanowił skalać tą ziemię drugim grindowym wymiotem zatytułowanym „Catholic Dictatorship”. I jestem naprawdę poruszony. Chyba żadna grindowa płyta od czasu zeszłorocznego „Degenerate” Z Dupy Do Ryja nie zrobiła mi tak dobrze. Jest to klasyczne nakurwianie z przytupem w stylu, jaki kochają wszyscy fani grinda. Wokale to głębokie growle, piski, wrzaski i pojawiająca się okazyjnie trzoda chlewna. Zastanawiają mnie też teksty. Nie mogę się doczekać zakupu CD, bo ciekawość moja w tej materii jest wielka. Mamy na płycie też takie kwiatki jak fragment przemówienia członka pisowskiego kato – komanda pani poseł Beaty Kępy rozpoczynającego utwór „Mental Selection”. Na tej płycie sporo jest o polityce i o tym, że na religie trzeba szczać szerokim strumieniem śmierdzącego moczu. Przynajmniej tak z moich domysłów wynika. Jak dla mnie podkreśla to trend w grindzie, według którego odchodzi się od tematyki fekalno – autopsyjnych na rzecz poważniejszych problemów a w skrajnych przypadkach takich dziwactw jak weganizm. Kolejny plus tej płyty to teksty po polsku. Nie jestem pewien czy wszystkie, ale język Mickiewicza bardzo ładnie prezentuje się w grindowej otoczce. Jedyne, do czego się muszę czepić to okładka „Catholic Dictatorship”, która jest, pisząc kulturalnie średnia.
Nie zmienia to faktu, że muzyka Norylsk jest bardzo przyjemna. W takie upały chujowo słucha się black metalu za to grind wchodzi mi jak woda. Polecam.
Ocena: 8/10
Tracklist:






Panie z tą tematyką to tak troche mylisz grind core z goregrindem, tej.