Wydawca: Witching Hour
Został mi do ustrzelenia jeszcze jeden z 6 niemożliwych powrotów na scenę i wygram w szatańskiego totka. Dzisiejszy piąty przeze mnie typowany parę lat temu „powrót który jest nierealny, ale prędzej czy później do niego dojdzie” w dość jasny sposób pokazuje młodym adeptom sztuki metalowej mieniących się zespołami grającymi brutalnie i agresywnie kto tak naprawdę będzie teraz kopał po dupach.
Ostatnio dano mi było słyszeć, a Wam czytać inny reunion który na światło dzienne wypuścił Witching Hour. Przyznam szczerze, więcej obiecywałem sobie po Magnus. Całkowicie podzielam zdanie Oracle na temat krążka „Acceptance of Death”. Co to ma wspólnego z Moon? Ano to, że na Moon jakoś niespecjalnie czekałem, a bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. W czasach kiedy Cezar ze swoją wesołą brygadą wydawali „Daemon’s Heart” i „Satan’s Wept” zajmował mnie całkiem inny odłam metalowego łupania. Nie stali się dla mnie wtedy jakimś specjalnym objawieniem, ale posłuchać się dało. Teraz powiem coś co może się Wam wydać trywialne. Trzeci krążek Moon to najbardziej dojrzała płyta w ich dorobku. Nagrali płytę która urwała mi łeb. Na szczęście doszli do wniosku, że nie ma co mielić na nowo muzycznego ducha swoich dwóch wcześniejszych albumów, tylko trzeba nagrać coś co skopie dupska wszelkim metalowym maniakom. Pomieszali więc black metalową agresję i siarkę z death metalowym pierdolnięciem. Już na dzień dobry dostajemy kopa w ryj w postaci tytułowego „Lucifer’s Horns” który jest wyznacznikiem całej płyty. Połączenie bezlitosnej, pełnej czarciego jadu black metalowej kanonady z death metalowym walcem miażdżącym wszystko na pył. Niby co? Przesadzam? Kupcie płytę i sprawdźcie sami. No i ta produkcja. Właściwie powinien sparafrazować Siarę Siarzewskiego : Malta. I wszystko jasne. Swoją cegiełkę dorzucili też bracia Wiesławscy. Takie płyty powstają po to, aby kopać dupska wszelkiej maści wyznawcom tego co siedzi u góry po prawicy ojca swego, a nam – kolegom Rogatego dać pretekst do tego , aby ponapierdalać dynią na koncertach. Na koniec dodam jeszcze jedną rzecz która mi się w ucho rzuciła. Przy agresji i energii „Lucifer’s Horns”, dwa wcześniejsze krążki brzmią jak piosenki z festiwalu muzyki biesiadnej w Ciechocinku. Moc. Kurwa. Moc.
No dobra, będzie już tego włazidupstwa. Kończąc powiem tak, po pierwsze z takimi zawodnikami to Szatan może leżeć do góry brzuchem popijając drinki z parasolką patrzeć jak mu muzycy wyznawców przyciągają. Po drugie w sprawie powrotów na scenę : Moon vs Magnus 1:0.
Ocena: 10/10
Tracklist:
| 01. | Summoning of Natan | ||
| 02. | Lucifer’s Horns | ||
| 03. | Torches Begin to Burn | ||
| 04. | Confined in Heaven | ||
| 05. | Zwiastowanie Ognia | ||
| 06. | The Book of Fire | ||
| 07. | Night of the Serpent | ||
| 08. | The Semen of Ye Old One | ||
| 09. | Czarny Horyzont | ||
| 10. | Summoning of Demons | ||
| 11. | Daemons Heart |




