Wydawca: Pulverised Records
Cholera, ostatnimi czasu pomstuję na tą wytwórnię, że wydaje dziwne rzeczy, a nie jak w swoich początkach bardziej ekstremalny stuff. Tym razem płytę wydali chyba po znajomości, bo kapela jest od nich, z Singapuru.
To musi być to, skoro label znany z takich aktów jak Impiety czy Master wypuszcza dark gotyckie granie. Tak tak, nie przewidziało się Wam. Meltgsnow, gdyż to o nich mowa, gra coś na przecięciu mocnego rocka i dark gothicu. Powiem Wam tak: ja słyszę tutaj i elementy Metalliki z okresu „Load” i wpływy dzisiejszego Paradise Lost i odniesienia do takich wynalazków jak Godsmack. Brzmi dziwnie? Ano brzmi. Ale wiecie co jeszcze? „Black Penance” chwilami naprawdę fajnie chwyta. Zazwyczaj do momentu, zanim wokalista nie przejdzie z miłego dla ucha czystego, acz mocnego głosu właśnie a’la koleś z Godsmack w skrzeczenie, jakby se wkręcił małego w łańcuch od rowera. Tak, w taki sposób można fantastycznie spierdolić album. Oczywiście nie mogę powiedzieć, iż cały drugi album Meltgsnow jest świetny, bo dobre jest tak około sześćdziesięciu procent, reszta mnie denerwuje, jest zbyt lekka i „nowoczesna”, ale nie mogę odmówić im tego, że potrafią zaciekawić tą swoją mieszanką. Byłbym nawet skłonny przyznać, że Pulverised Records nie zepsuło sobie marki wypuszczając „Black Penance”, ale i jakoś nie mogę dać odporu wrażeniu, iż część płyt jak własnie Meltgsnow wydawana jest, by zyskać sobie popularność wśród mniej ortodoksyjnych słuchaczy.
Cholera, jeśli ktoś lubi muzyczny kogel mogel, to Meltgsnow nagrało album, który może mu przypasować. Ja doceniam fragmenty tej płyty, niemniej jednak bez ochów i achów. Da się przeżyć.
Ocena: 6,5/10
Tracklist:
01. Through The Ashes Of Providence
02. Betrayal
03. Devil’s Mind Ride
04. Empty Sky
05. Lost Your Messiah
06. Crown Of Serpents
07. Black Penance
08. Another Lie
09. Death Takes My Soul
10. Love For My Seraph



