Wydawca: Lower Silesian Stronghold
Z Luciferian Flame zetknąłem się jakiś czas temu, gdy w moje łapki trafił ich pełniak. Rzecz solidna, jednak żadną miarą nie zaskakująca (a której na wskutek zawirowań życiowych Wam tu nie opisałem). Mimo wszystko czułem potencjał, tak więc, gdy w moje ręce wpadła ich tegoroczna Epka, to z miejsca wjechała do odtwarzania, a ja zatarłem ręce z radości, bo jest naprawdę dobrze.
Jeśli nie wiecie, omawiany dziś hordes to dzieło dwóch polskich wojowników, którzy wybyli w rejony Irlandii? Wielkiej Brytanii. Kojarzyć ich możecie z Blasphemare, Grimcult, Odour of Death, czy też Havocum, tak więc nie są to świeżaczki. Omawiane dziś „Darkness Pride and Arrogance” jest drugim dziecięciem w dorobku zespołu. Niewielkim, bo to raptem trzy kawałki składające się łącznie na niecały kwadrans odsłuchów, ale liczy się przecież jakość. I tu tak jakość jest. Otwierające Epkę „Darkness” na wjazd chłoszcze nas lawiną soczystych lodowatych riffów podlanych bardzo dobrą pracą perkusji, a gdy wjeżdża charczący wokal, to już całość jest spełniona. Tu i ówdzie pojawiają się też zgrabne partie klawiszy, jak choćby w „Pride”, które wita nas zmianą tempa na wolniejsze, co dodaje tylko siarki tej diabelskiej miksturze, by znów w kawałku końcowym powrócić do galopujących wichrów zagłady. Tak mi grajcie, Panowie.
I jak to ładnie brzmi! Każdy element zbalansowany, bo łatwo by było zagłuszyć całość riffami oraz perkusją, a tak jest po prostu cacy.
Nie ma się do czego przypierdolić. Kurwa, skandal! Zaskoczony jestem, jak dopracowane jest to dzieło. Spodziewałem się raczej czegoś dużo bardziej prymitywnego z brzmieniem nagrywanym casio w piwnicy u babci. Tymczasem wjechała niewielka, ale bardzo smaczna porcja czarnej sztuki, która hołduje starej szkole grania. Polecam! Nie zawiedziecie się!




