Na ten krążek czekałem bardzo cierpliwie, ale z każdym miesiącem wyczekiwanie to stawało się coraz większym bólem w dupie. Epka i debiut rzuciły mnie na kolana i utrzymują w tej pozycji do dziś. Ciekawość rosła z każdym dniem. Jaki będzie nowy Iperyt?
Lecz w końcu nadszedł dzień, w którym dostępny był już winyl (wiem, pozer ze mnie) szybko więc posłałem kasę gdzie trzeba i mogłem cieszyć się z posiadania „No State Of Grace”. Odpaliłem więc drugą płytę grupy i… i czekam, aż mnie pierdolnie. No dobra, w końcu mnie pierdolnęło, ale nie tak jak się tego spodziewałem. Znów ta recenzja będzie na zasadzie „A poprzednia płyta to…a ta nie…”, ale nic na to nie poradzę, że „Totalitarian Love Pulse” podniósł zespołowi poprzeczkę wysoko i ten niestety, w mojej opinii, nie zdołał jej przeskoczyć. Czego mi brakuje na drugim długograju Iperyt? Feelingu cechującego debiut i epkę – tamte wydawnictwa kipiały agresją, nienawiścią i szaleństwem. Tutaj wszystkie te cechy się znajdują, lecz jakby w mniejszym stężeniu. Jakby Iperyt wyzuł się części mocy i atmosfery, które charakteryzowały wcześniejsze dokonania. Oczywiście w dalszym ciągu „No State Of Grace” ma swoje mocne punkty w postaci „The Antithesis, „Antihuman Hate Generator” czy „The Player”, gdzie bity napierdalają tak niemiłosiernie, że wypadają człowiekowi plomby z zębów i kruszy się szkliwo. Jednak ta mieszanka black metalu, death metalu i industrialu nie przekonuje mnie tak jak poprzednio. Dodatkowo, zauważyłem, że zdecydowanie lepiej słucha mi się tych kawałków Iperyt, w które wpleciono sample różnego rodzaju lub urozmaicono w inny sposób. Bo niestety część z utworów zamieszczonych na tym krążku po prostu przelatuje, może i pozostawiając po sobie gruzowisko, ale nie pozostawiając żadnych śladów w pamięci. I nie jest to wina tego, że przesłuchałem „No State Of Grace” w sposób pobieżny, bo wałkuję ją już kawał czasu, ale nadal nie mogę się do niej przekonać. I ta sytuacja już się zapewne nie zmieni.
Chyba przeliczyłem się z moimi oczekiwaniami wobec Iperyt. Płyta jest po prostu dobra, ale dla mnie to za mało. Jedyna nadzieja w tym, że „No State Of Grace” nie jest świeżym materiałem i dopiero teraz Iperyt przypierdoli jak należy. Liczę na to.
Ocena: 7,5/10
Tracklist:
| 1. | No State Of Grace | ||
| 2. | Scars Are Sexy | ||
| 3. | A Pocket Size of Armageddon | ||
| 4. | Antihuman Hate Generator | ||
| 5. | Blades Of Malice & Scorn | ||
| 6. | The Antithesis | ||
| 7. | Keep Your Eyes Closed | ||
| 8. | Into The Mouth Of Madness | ||
| 9. | Nuclear Mornings | ||
| 10. | The Player | ||
| 11. | In Morbid Rapture |




