Skip to main content

Gravesend to jedna z tych kapel, która z buta otworzyła sobie drzwi do metalowych serc. Ich muzyka to dzikie połączenie black/war metalu z grindcorem – coś co brzmi karkołomnie u nich przeradza się w prawdziwe monstrum. O wywiadzie z nimi myślałem już po debiucie, ale zebrałem się dopiero po wypuszczeniu ich drugiej płyty. Wszak „Gowanus Death Stomp” to jeden z lepszych albumów zeszłego roku. Zespół może do najwylewniejszych nie należy, ale to chyba jeden z tych przypadków gdy wrzuca się wyświechtane zdanie – za nich przemawia muzyka. Zapraszam więc do lektury.

Oracle: Cześć! Na początku – jak się czujecie jako zespół, który wydał jeden z najlepszych albumów zeszłego roku? „Gowanus Death Stomp” było na topkach moich znajomych, moich i kilku podsumowań w zinach  i webzinach w 2023 roku… Gravesend nie jest zbyt długo na scenie, więc przepraszam za kliszę, ale czy możecie powiedzieć nam, jak to się stało, że stworzyliście tak brutalną i destrukcyjną grupę cztery lata temu?

Zespół został utworzony przed tym, jak świat został zmuszony do lockdownu z powodu pandemii. Pierwotnie pomysły kształtowały się jako pewne dema, które krążyły. Ostatecznie połączyliśmy te pomysły w naszą bazę i zaczęliśmy pisać utwory.

O.: Wasza muzyka jest doskonałym przykładem tego, że można połączyć stary grindcore w stylu Brutal Truth czy Terrorizer z nieludzkim podejściem muzycznym Revenge czy Blasphemy, a efekt końcowy jest genialny. Chociaż maniacy tych dwóch typów muzyki nie zawsze są tymi samymi osobami, jeśli wiesz, co mam na myśli. Jak więc się znaleźliście w tej sytuacji?

Uważamy, że istnieje przestrzeń wspólna między grindcorem a bestialskim war metalem metal, tylko że niewystarczająco wiele zespołów próbowało ją po prostu eksplorować. Oba  gatunki mają wiele podobieństw, ale my chcemy wykorzystać wszystkie najbardziej surowe elementy tych gatunków i ukształtować je w coś spójnego i własnego.

O.: Waszym pierwszym wydawnictwem było „Preparations for Humans Disposal”, ale było tylko 200 kopii na taśmie. Czy istnieje szansa na jego ponowne wydanie jako LP, CD czy nawet kasety?

Obecnie nie planujemy ponownego wydania tego dema.

O.: Myślę, że demo już pokazuje wasze umiejętności i jak dobre są. I kiedy słucham waszych wszystkich materiałów, myślę, że mieliście już jasną wizję, jak Gravesend powinien grać i brzmieć od samego początku, czyż nie?

To byłoby trafne. Nie mieliśmy zbyt wielu dyskusji na temat kierunku – to był naturalny rozwój wszystkich naszych muzycznych doświadczeń. Ale wiedzieliśmy, gdy zaczęliśmy ten projekt, że będzie brzmieć w ten sposób, sama estetyka została zaś ustalona już na samym początku.

O.: Bardzo podobają mi się wasze okładki, są surowe i brutalne, ale w sprytny sposób. Oczywiście, możecie pokazać skróconego księdza lub coś, albo możecie pokazać scenę taką jak na „Gowanus Death Stomp”, gdzie ciężko pracujący człowiek właśnie uderza w jakiegoś chrześcijańskiego łajdaka… Prostota i naturalność lepiej pasują do Gravesend?

Uważamy, że pokazywanie surowej ludzkości jest bardziej „złowrogie” niż jakiekolwiek tematy nadprzyrodzone czy fantasy, które zazwyczaj widzi się w gatunku black metalu. Łatwo jest wymyślić opowieści fantasy o magii i zaklęciach, a potem udawać, że pisze się wokół tego zdeprawowaną muzykę. Pokazywanie prawdziwej ludzkiej przemocy i momentów, które uchwycą ludzi w trybie walki albo ucieczki – incydenty, gdzie ich reakcje są pobudzane przez mniej wyewoluowaną część mózgu,  jest bardziej szczere i surowe. To dobrze działa w tym gatunku.

O.: Oba albumy zostały wydane przez 20 Buck Spin Records, jedną z najlepszych obecnie wytwórni, z kilkoma świetnymi zespołami, takimi jak Wy, ale też dość zróżnicowanymi. Myślę, że Gravesend doskonale wpisuje się w ich skład. Jakie są inne korzyści z bycia częścią tej wytwórni?

Mamy same pozytywne rzeczy do powiedzenia o Davie i 20 Buck Spin. Wytwórnia jest związana tylko z jakościowymi zespołami i bez zbędnych kapel. Uważamy, że nasza muzyka doskonale pasuje do profilu tej wytwórni.

O.: Kiedy słuchasz Gravesend, czytasz teksty i wiesz, że dla większości z nich inspiracją był Nowy Jork – to jakby ścieżka dźwiękowa do „Taxi Driver”, gdyby została zrobiona 50 lat po oryginalnej, nie sądzisz?

Mistrzowski film Scorsese „Taxi Driver” oczywiście jest jednym z naszych tematycznych wpływów. Jesteśmy również silnie zainspirowani filmami takimi jak „Mean Streets”, „Death Wish”, „Midnight Cowboy”, „The Panic in Needle Park”, a także historią i współczesną rzeczywistością życia w Nowym Jorku.

O.: Więcej o waszych tekstach – są one raczej krótkimi zdaniami, prosto w twarz. Pasują świetnie do muzyki, i nie chcecie zostawiać miejsca na interpretację przez słuchacza, prawda?

Wszystko w sztuce jest otwarte na interpretację, ale nie chcemy przekomarzać się słowami. Naszym celem jest wprowadzenie strach, niepokój i przemoc na poziomie ulicznym, przenosząc słuchacza do zimnej korporzeczywistości Miasta Strachu.

O.: Ponad osiem i pół miliona ludzi mieszka w Nowym Jorku, więc prawdopodobnie macie do czynienia z każdą jebaną perwersją, aktem przemocy, przykładem głupoty, o jakiej tylko można pomyśleć. Czy to jest paliwo dla waszych tekstów? Ponieważ wydają się być dalekie od hymnu Sinatry „New York, New York”…

Żywimy miłość i nienawiść do Nowego Jorku. Uważamy, że wydobywa z ludzkiego życia najbardziej skrajne jego elementy. To może być wyczerpujące, ale jest doskonałym materiałem do tworzenia naszego stylu.

O.: A burmistrz Nowego Jorku nazywa się Eric Adams, tak jak wokalista Manowar, haha! Czy to kolejny powód do miłości/nienawiści do tego miasta, tak jak w przypadku Manowar?

Tak, oczywiście wiemy o tym! To ciekawy zbieg okoliczności, ale nasza relacja z miastem ma swoje własne podstawy, niezależnie od nazwiska burmistrza.

O.: Widziałem nagranie z waszego koncertu w St. Vitus, które jest dostępne na YouTube. Jest całkowicie szalone i intensywne. I krótkie także. Do tej pory wasze koncerty odbywały się w Ameryce Północnej, ale czy są jakieś perspektywy zobaczenia was na żywo w Europie i oczywiście w Polsce?

Bylibyśmy zainteresowani zrobieniem trasy koncertowej po Europie, ale nie mamy tego w planach w najbliższym czasie.

No dobrze, myślę, że to wszystko, co chciałem zapytać.

Oracle
16676 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj