Skip to main content

Obawiałem się, że nie usłyszymy już niczego z obozu Genius Ultor, bowiem cisza się przeciągała niemal w nieskończoność. A jednak! Dostałem promo najnowszej płyty „Wiatr” i wałkuję je od bardzo dawna.

Ale to dobrze, bo płyta Genius Ultor ewoluowała. „Dzień Nocy” oraz „Nic co boskie nie jest mi obce” były płytami znacząco różniącymi się od „Wiatru”. Debiut był krążkiem bardzo bezpośrednim, dwójka już zdecydowanie bardziej złożona. Natomiast trzeciemu krążkowi bliżej… bliżej mu do Diabła… nie… czekaj! Bliżej jest mu do Turin Turambar. Pod kątem muzycznym, bo tekstowo to akurat już na poprzedniej płycie czuć było zbieżność. Teraz – teksty nie do odróżnienia, a stanowią one naprawdę ważną część muzyki. Na „Wiatr” nadal kośćcem jest black metal, ale wpływów mamy tutaj teraz multum – „Nie szukaj wiatru w polu” na ten przykład. To chyba taki obecny Genius Ultor w pigułce. Mocne wpływy Kata na początku utworu, który przechodzi w melodykę z (nekro)folkową nutą wymieszaną z wczesnym Master’s Hammer. A tekst? No cóż, czy tylko mi się kojarzy z Czerwonymi Gitarami? Każdy kto zna twórczość Turin Turambar wie, że jednym z jej wyznaczników są odniesienia do polskiego bigbitu. Obecnie zostały przeniesione do twórczości Genius Ultor dość wyraźnie. Może z uwagi na milczenie tamtej kapeli? Nie wiem, ale cieszy mnie ten fakt – zawsze lubiłem teksty Atamana, ceniłem sobie jego przenikliwość i zabawę słowem, drugie i trzecie dna. W tym momencie na „Wietrze” pod tym względem jestem usatysfakcjonowany. Zresztą muzycznie też. Genius Ultor, mimo swojej bezpośredniości w wielu fragmentach bawi się ze słuchaczem w podsuwanie tropów i rozwiązań. Nie wierzycie, sprawdźcie „Konia Turyńskiego”. Piętnastominutowy numer, w którym na pozór nie dzieje się wiele, jednak gdy wsłuchacie się weń to daję sobie rękę uciąć, że usłyszycie nawet podniosłość wojskowych marszów, ukrytą głęboko głęboko w treści. Ktoś może powiedzieć, żę mamy tu przerost formy nad treścią, ale nie – ta płyta jest doskonale zaaranżowana, przemyślana i odegrana, a także nagrana. Bardzo podoba mi się brzmienie „Wiatru”, surowe i ascetyczne, jednak każdy instrument słychać tutaj bardzo wyraźnie, a wyłapywanie rozmaitych smaczków to chleb powszedni w przypadku niniejszego wydawnictwa. Zarazem jest to materiał o którym można napisać moim zdaniem wiele, powyciągać najbardziej zaskakujące i może nawet absurdalne nawiązania, a może zdarzyć się tak, że większość będzie trafiona. Bo jeśli bym Wam powiedział, że ja tu słyszę Angelo Badalamentiego, to co byście odpowiedzieli? A fakt jest taki, że słyszę go wyraźnie. I wiele więcej, trzeba tylko chcieć. Równocześnie wydaje mi się, że to album nagrany ze znawstwem, rzec by można że dla koneserów. Dziwnie brzmi w tym przypadku? Może. Jednak nie jest to nieprawda. Osobiście tak odbieram tę płytę i jestem bardzo zainteresowany, jakie jeszcze kwiatki powyciągają tu inni recenzenci. Złapię się wtedy za głowę i krzyknę, że no przecież! W tym tkwi urok obecnej twórczości Genius Ultor.

A właśnie sobie uświadomiłem, że mija trzeci miesiąc mojej znajomości z „Wiatrem” a ja zapewne nadal nie odkryłem wszystkiego, co w sobie kryje. Brawa dla zespołu i Atamana, jestem osobiście pod olbrzymim wrażeniem. Nie zastanawiajcie się gdy płyta będzie już dostępna. Kupujcie!

Ocena: 9/10

1. Prolog
2. Nica
3. Nie szukaj wiatru w polu
4. Koń turyński
5. Szlachetny metal
6. Truchła

Oracle
17136 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj