Nie ma to jak okładkę zerżnąć od Destruction, a muzykę od Slayer, hehe! Cóż, tym Amerykanom się to udało, Teraz czekam na zespół który zrobi to na odwrót i podeśle mi do recenzji.
Że nie zacząłem zbyt optymistycznie? Cóż, „zdarza się”, że zacytuję „Rzeźnię Numer Pięć”. Chłopaki z Deathblow cytują gęsto Slayera, to mi nie wolno Vonneguta? Dobra, ale wracając do muzyki – na „The Other Side of Darkness” faktycznie znajdziecie czystej próby thrash metal, inspirowany w przeważającej mierze płytami Slayer, głównie zaś kojarzy mi się to z „Divine Intervention”. Co prawda to nie jest ten sam poziom geniuszu, a jedynie solidne kopiowanie, ale i tak lepiej w ten sposób – przecież zawsze mogli zrzynać z Children of Bodom. Na „The Other Side of Darnkess” jest przynajmniej ostro i szybko – do tego wokal kokarzy mi się z Uapą z Terrordome. Choć z drugiej strony Krakowianie taki Deathblow to wciągają (nomen omen) nosem. To po prostu pięć numerów, które mają jakieś tam uderzenie, są przy tym dość surowe. W zasadzie kwadrans takiej muzyki nie jest zły, jeśli tylko thrash metal to jest muzyka, przy której lubicie napierdalać baniakiem.
Z drugiej strony zespołów a’la Deathblow zrecenzowałem dziesiątki i mało który utkwił mi w pamięci na dłużej. Coś jak kebab na mieście – nawet jeśli Wam smakuje po pijaku, to nie potraficie odróżnić smaków z kilku różnych budek.
Ocena: 6,5/10
Tracklist:
| 1. | Beyond Obsession | ||
| 2. | Means To An End | ||
| 3. | The Other Side of Darkness | ||
| 4. | Headless Throne | ||
| 5. | Death Wish |




