Kontakt z zespołem: Antiquus
No przyznam szczerze dawno nie miałem takiego problemu z napisaniem czegoś na temat danej płyty. Pierwsze wrażenie było… no lepiej nie będę pisał jakie było. Drugie było gorsze. Kolejne już nieco stonowane. Tylko, że ogólnego zdania nie zmieniłem. Nieco ustatkowały się argumenty przeciw. Pojawiło się nawet parę „za”. Problem polega na tym, że wciąż nie wiem czy to żart, czy jednak na poważnie.
Najpierw sama muzyka. Mało skomplikowana, żeby nie powiedzieć prosta. To nie zarzut. Problem polega na tym, że po pierwsza twórca Antiquus nie potrafi się zdecydować na jakiś konkretną ścieżkę. Dajmy na to utwór pierwszy (pomijam intro). Nie wystarczy napierdalać ile fabryka dała, żeby można było stwierdzić, że ktoś gra „ultra szybki” black metal. Trzeba mieć jeszcze jakiś pomysł. Z drugiej strony death metal. Identyczny zarzut. Nie przekazuje mi ta część płyty kompletnie nic. Puszczam, słucham, zapominam. Chociaż przyznam na tle całego krążka utwór „Repressed” prezentuje się nieźle. Dodatkowo klawisze. Jakie? No są. Druga sprawa, wszystko rozpierdala w drobny mak brzmienie. Okej, ja rozumiem nie wszystkich stać na studio, ale XXI wiek pozwala „tworzyć” sensownie muzykę przy użyciu komputerów . A tu się wszystko rozsypuje, charczy niemiłosiernie i do tego zlewa się w jeden muzycznie nijaki rzyg. No, ale tak się przecież też gra. Jasne. Wiem o tym. Nie urodziłem się wczoraj. Tylko, że na takie granie też trzeba mieć pomysł. A tu mi go po prostu brakuje. Nawet do produktywnej kakafonii daleko. Słowem dzwonią w którymś palonym kościele, tylko nie wiadomo czy na trwogę czy na roraty. No dobrze, być może jest ktoś kto to chwali, nawet może lubi a ja po prostu nie muszę tego słuchać. i taki też mam zamiar.
Część druga całego projektu Antiquus kładzie jednak wszystko. Przykro mi, ale śmieszą mnie wszelkie podlane niespełnionymi dziecięcymi marzeniami dymane przejawy agresji, nienawiści, oraz spalmy wszystko i wszystkich. Strona zespołu leży. Jakieś śmieszne łańcuchy, płonący krzyż. Ale wisienką na torcie są teledyski na myspace. No nie wystarczy wpierdolić spadające bomby, ognisko podgrzewające stópki Jezusowi, czy inne tandetne ogniki palące krzyże, żeby stać się mrocznym i złym black metalowcem. Może jakbym miał mniej lat i nikt mnie nie kochał, to bym to kupił. Tak to mi się nawet było głupio śmiać, bo za łatwy cel.
I tyle właściwie. Życzę co prawda jak najlepiej, ale może przede wszystkim warto zastanowić się nad zmianą image. Może będzie lepiej, jeśli poprawi się brzmienie. Bo to niestety kładzie tu wszystko. Nawet przy mojej dużej dozie wyobraźni nie potrafię odnaleźć tego, co pewien recenzent w pewnym serwisie w muzyce Antiquus wypatrzył. Ponoć ten krążek będzie rozprowadzany za granicą. Zakładam, że z inna okładką, wkładką i brzmieniem. Jeśli jednak w takiej konwencji w jakiej dostałem „The End World”, to nie wróżę sukcesu. Nawet maniacs przejdą bokiem.
Ocena: 3.5/10
Tracklist:
01. Intro
02. Destruction
03. Fuckin World
04. Repressed
05. Dying
06. Birth
07. Victory
08. Outro




