Wydawca: Dark Descent Records
Nie to, żebym się opierdalał z debiutem Anhedonist. Ta płyta po prostu czekała na taką aurę, jaką widać za oknem, przynajmniej u mnie. A więc, ciśnienie niskie, obfite opady deszczu i nierozpieszczająca temperatura.
Ci bardziej domyślniejsi i obtrzaskani w metalowym żargonie (a wierzę, że to większość) zapewne wiedzą, w którym – za przeproszeniem – kościele dzwoni. Doom metal. Ale „Netherwards”to nie taki zwykły doom, lecz wymieszany z death metalowymi wpływami. Cztery numery, ponad czterdzieści pięć muzyki – to daje nam chyba niezły obraz całości debiutu Amerykanów. Coś jakby w jednym tyglu znalazły się nagle ekipy My Dying Bride, Incantation, Deteriorot. Ponura i powolna muzyka przeplatana mocnymi, szybkimi death metalowymi kanonadami, obleczonymi w abyssic sound. Mnie osobiście chyba podoba się tutaj kawałek numer trzy, no ale on dość mocno odstaje od reszty pod względem długości i ma w sobie chyba najwięcej pierwiastków death metalowych. Nie oznacza to jednak, że doom metalowe partie Anhedonist są spierdolone. Bynajmniej. To nie jest wesołkowaty doom metal do piwa, to jest próba ubrania w dźwięki apokalipsy i czasów ostatecznych. Kurewsko ciężki jest ten materiał, cholernie dołujący, chropowaty i wżerający się w korę mózgową zgodnie z rytmem zacinającego dziś w Podkarpackiem deszczu. Mocnym punktem „Netherwards” są też dość różnorodne wokale – od studziennego ryku, ponurego growlu do desperackich okrzyków, idealnie wpasowują się w klimat całego krążka.
Po pominięciu uwag natury meteorologicznej doszliście zapewne już do wniosku, że warto zapoznać się z Anhedonist. Mnie wypada jedynie przyklasnąć Waszej spostrzegawczości i utwierdzić w Waszym przekonaniu poniższą oceną. Moja pełna rekomendacja.
Ocena: 8,5/10
Tracklist:
| 1. | Saturnine | ||
| 2. | Estrangement | ||
| 3. | Carne Liberatus | ||
| 4. | Inherent Opprobrium |




